Gdybym chciała zrobić ranking najpopularniejszych sklepów, napewno wygrałby MONOPOLOWY!
Na jednej ulicy, bywa, jest ich kilka ( a konkurencja?), ba , nawet sklepy spożywcze, te otwarte do
późnych nocnych godzin też alkohole sprzedają.
Nie mówiąc już o całodobowych sklepach monopolowych.
Nie mam nic przeciwko alkoholom, wszak on dla ludzi jest wynaleziony, ( dla polepszenia samopoczucia),
ale….
Dzisiaj rano nieco się wkurzyłam, bo chciałam kupić sobie na śniadanie biały ser.
Taki prozaiczny twaróg w kostce, zapakowany, czy na wagę, to już mi było obojętne,ale
koniecznie musiał być to biały ser
I co?
Guzik, jedyny otwarty po mojej drodze do pracy sklep spożywczy przed godziną 7-mą oczywiście nie posiadał
mojego wymarzonego asortymentu, musiałam zadowolić się kiełbasą ( szynka była podeschła
i wyglądała na nieświeżą),
Za to na półkach królował…alkohol, w przeróżnym asortymencie, do wyboru i koloru.
Ciekawe, zwłaszcza, że właśnie dwa domy dalej jest całodobowy sklep monopolowy, ażeby pijaczkom
oby nie zabrakło tego chleba powszedniego.
I jak tu się dziwić obecności tylu pijaczków na ulicy?
Na „moim” przystanku ciągle królują dwaj-trzej dyżurni, niby bezdomni, brudni, obdarci, ale zawsze
pod wesołą datą,
nawet o 6.30 rano.
Są biedni (nieraz proszą o kilka groszy, czy papierosy), ale zawsze gdzieś tam z kieszeni wysłupłują jakieś marne
grosze na składkowe wino ( oczywiście patykiem pisane).
A jak zabraknie??? spokojnie, zawsze jakoś te groszaki skombinują…….
Przykre to, bo bardzo często ich spotykam, teraz gdzieś się pewno w bramach poczaili, bo może za zimno
calutki dzień na przystanku siedzieć, ale niech się ledwo ociepli….już są.
Wypełzają ze swoich nor, okupują przystankowe ławki ( często pasazerowie muszą stać, czekając na
autobus, bo taki fetor od tych ludzi się roznosi, mieszanka przetrawionego i nieprzetrawionego
alkoholu ze swoistym odorem brudu ciała i ubrań, jeżeli to jeszcze można nazwać ubraniem).
Ale po co o tym piszę, przecież chyba każdemu taki typowo „polski krajobraz” nie jest obcy.