Oglądałam onegdaj nagrany na DVD ślub i wesele Magdy.
W sumie całkiem dobrze się stało, że oglądałam to całkowicie samotnie.
Straszne miny tam robiłam…aż wstyd mi było samej przed sobą.
Stwierdziłam potem, że oglądanie siebie na zdjęciu, czy w lustrze i oglądanie siebie na Video,
czy na DVD szalenie między sobą się różnią.
W lustrze i na zdjęciu cżłowiek widzi siebie w jednym wymiarze – na plask.
W dodatku, przeglądając się w lustrze, cżłowiek mimowolnie przybiera odpowiednią pozę, i przez to
widzi siebie takim, jakim chce się widzieć.
Zresztą z twoją postacią w lustrze jesteś juz zaprzyjaźniona, znasz każdy szczegół swojej urody,
dostrzegasz każdą swoją wadę.
Zdjęcie swojej twarzy, czy postaci, też wielokrotnie już oglądałaś, więc każde następne nie potrafi
zadziwić, możesz wyglądać tylko na nich więcej lub mniej korzystnie.
Aż tu nagle widzisz obraz, na którym się poruszasz……
I nagle, cżłowiek widzi siebie całkiem inaczej, takim, jakim się dotąd nie widział…..
To jest takie uczucie, jakbyś przypadkiem wyszła sama z siebie, stanęła obok i oglądała swoją
postać oczami innych ludzi.
Dziwisz się, bo widzisz siebie już trzywymiarową, wplątujesz się w pejzaż przestrzeni i stwierdzasz, że jesteś
całkiem inną osobą, niż przypuszczałaś.
I już nic ci się w sobie nie podoba, ani mimika, ani sposób poruszania, krytycznym okiem spoglądasz
na tą pląsajaca osobę i zastanawiasz się : "czy to napewno jestem ja?"
I właśnie wtedy przyjmujesz skrajnie krytyczny stosunek do swojej osoby, jesteś zniesmaczona (oczywiście
nie dotyczy to osób dotkniętych narcyzmem ) i przyrzekasz sobie, że już nigdy w życiu, pod żadnym
pozorem, nie dasz się wiecej sfilmować.
Podobnie zresztą jest ze swoim głosem, słyszysz go całkiem inaczej mówiąc, a inaczej, słysząc swój głos nagrany na taśmę.
Tylko, że ta różnica jest chyba mniej szokująca, a bardziej zastanawiająca.
No cóż, wynika z tego, że człowiek tak dokładnie do końca siebie samego całkiem nie zna.
TAK, TAK, TAM W LUSTRZE JESTEM JA….
TEN SAM….OD LAT