
Wczoraj, w ciagu jednego dnia miałam aż trzy pory roku.
Rano przywitała mnie wczesna wiosna, nie za ciepło, nie za zimno, ale całkiem pogodnie
no i przede wszystkim sucho.
Wychodząc z Kalmara w południe spotkałam …..zimę. Biały śnieg obficie padał, malując wszystkie
pola na biało, a jezdnie przemieniając w śnieżno- błotnistę bryję.
Taka "kąpiel", zapewniona przez przejeżdżające auta, nie należała raczej do miłych.
Ale auta nie jeżdziły na szczęscie z wielka prędkością ( no może tylko niektóre, właśnie te mnie obryzgujące),
bo jezdnia była śliska, cóż, znów zima zaskoczyła odpowiednie służby.
Ale jakoś szybko się "pozbierali w sobie" i chlorem ulice polali, a i pogoda przyszła w sukurs, bo przy
plusowej temperaturze śnieg szybko raczej topniał.
Do popołudnia niewiele z niego zostało.
Za to wieczór przemienił się w jesienną słotę, nieprzyjemną, mokrą i chłodną.
Potem deszcz co prawda ustał, ale mżawka pozostała.
Oczywiście nie muszę chyba dodawać, że deszcz ustał, dzięki użyciu moich nadprzyrodzonych sił.
Czarna magia działa.
I zadziałała nawet do dzisiaj, bo znów sucho za oknem, tylko chłód taki jakiś, jakby jednak ta zima odpuścić
nie chciała…
No. w sumie ma prawo, jej pora.
Na mnie też już niestety pora na zbieranie się do pracy nastała.
Niby wstaję godzinę i pół wcześniej, niz wychodzę, zostawiając sobie czas na poranne buszowanie
po necie przy kawce ( oczywiście pierszeństwo ma blog), ale nie wiedzieć kiedy to pół z tego szybko
przechodzi i potem się denerwuję, że nie zdążę, a tam już czeka… nie, nie kochany, jak u Laury
i Filona, ale bardzo miły Piotruś, który wiezie mnie do firmy, oszczędzając mi tym zimnego,
porannego po wsi spacerku.
Ale dzisiaj było ostatnie w tym tygodniu tak wczesne wstawanie, jutro mam wolny dzień od pracy,
ale już nieco zaplanowany.
Rano muszę odwiedzić panią Elę- pedicurzystkę ( ach te nogi, mam z nimi kłopot zawsze), potem
Salon Orange ( muszę przedłużyć umowę ) a potem…. no właśnie nie wiem….
Podobno jestem zaproszona do Magdy, o czym osobiście jeszcze nie zostałam poinformowana,
( to była informacja poufna od Kamilki : podobno w sobotę do nas przychodzisz???, no cóż, Magda
widać nie zdążyla mnie jeszcze o tym zawiadomić !!), ale moze wreszcie uda mi się spróbować
tej wspaniałej kawy capucino z ekspersu, który odemnie dostali w ślubnym prezencie.
Ale póki co, dzisiaj dopiero piątek, więc skierowuje swoje myśli i poczynania na całkiem inne,
prozaiczne tory i…. oczywiście pędzę do swojej ukochanej pracy, papa.