A było tak miło……
Oczywiście obiadek był wspaniały, ale nie powinnam się sama chwalić, nie wypada…..
No to powiem tak: zostałam przez Kazia pochwalona za pyszny obiadek.
Wystarczy, a na to samo wychodzi….
Był czerwony barszczyk ( no tym razem chyba już nie pomylił go jak kiedyś, z zupą pomidorową) i pierś
z kurczaka z pieczarkami, w sosie śmietanowym, a do tego ryż brunatny,
(śmietana była dietetyczna, cream Rama)
Biedny Kazio, tak bardzo naładowałam, a nawet przeładowałam go potem wiadomościami
netowo- komórkowymi, ( nawet założyłam mu konto ma gmail i konto na orange, żeby miał okazję
sam sobie wszystko w przyszłości sprawdzać), że wyszedł odemnie z boląca głową……
Ale cóż. mamy XXI wiek, a to do czegoś zobowiązuje……
Ale reasumując, spędziłam bardzo miłą niedzielę, a ile śmiechu przy tej nauce było, to już moje ( i jego).
Prawdziwy, pełny relax.
Potrzebne mi to było przed następnym, pracowitym tygodniem.
Ale tym będę się dopiero martwiła jutro rano…….