Dżinsy na pupę, sweterek i ciepła polarkowa kurtka, kijki w ręce i można wyruszać na miły popołudniowy spacerek.
Właściwie przydał by się jeszcze jakiś walkman dla animuszu, może raźniej by się wtedy szło w takt fajnej muzyki,alecóż……
Pogoda nawet na spacerek była niezła, nie padało, był lekusieńki wiaterek, pod nogami dywan z opadłych,nieco mokrych liści.Widać, że sporo ludzi opuściło już uzdrowisko, nie można powiedzieć,że całkowicie już się wyludniło,ale napewno bardzo przerzedziło.
Chociaż muszę powiedzieć, że w naszym sanatorium na brak frekwencji wciąż nie mogą narzekać, jest ciągła zmiana turnusów, jedni przyjeżdżają, inni,nie zwracając uwagi na pogodę, nadal przyjeżdzają się kurować.
Dzisiaj idziemy na pożegnalne balety, trzeba jakoś uczcić ostatni wieczór w Busku Zdroju.
Kondycję na dzisiejszy wiecz.ór zdobywałam rano na ćwiczeniach gimnastycznych ( oj dzisiaj bardzo dokładnie i przykładnie ćwiczyłam) ,a potem na owym wyżej wymienionym spacerku.
Jeszcze wypiję sobie jednego dinka i…nogi same tańczyć będą, oby tylko partnerzy dopisywali i dotrzymywali mi kroku , hehe.