Już mój pobyt w Busku można zapisać do histori.
Dzisiaj o godzinie 18.45 powróciłam na swoje miejsce, czyli do domeczku.
I fajnie mi w nim, chociaż pokój mam wywietrzony na iment ( czyżby wietzył się całe 12 dni??),ślad po dymie papierosowym nawet nie pozostał,
Muszę chyba od nowa „popracować” nad specyficznym zapachem mojego pokoju ( hehe),wszak nawet w sanatorium nie oduczyli mnie palenia.
Oczywiście odrazu ruzyłam do mojego kochanego komputera, bo chociaż w Busku niby dostęp do internetu miałam, ale Edge, podłączony do Idei, był tak słaby,że czasami nawet jednego wpisu do blogu nie mogłam zrobić, bez kilkurazowego połączenia.
A tak na neostradę narzekałam kiedyś…
Dzisiaj jeszcze walizki pozostawię na wpół zapakowane, od jutra będe musiała wielkie pranie urządzić, chyba normalna sprawa po powrocie z takich kilkudniowych wypadów…..
No to fajnie jest, jak jest.Nareszcie jestem u siebie, sama w pokoju i nawet chrapać będe sobie mogła dzisiaj w nocy, nareszcie porządnie wysypiając się na wygodnym i co najważniejsze, szerokim moim ukochanym tapczaniku.
Czyli wszędzie jest dobrze, ale jednak najlepiej u siebie w domu.
Ale do następnego roku napewno ta maksymę zapomnę i znów wyruszę w świat,do Buska, po zdrowie
Day: 19 października 2007
ARIVEDERCI BUSKO
12 D M P W B – Z
POCZĄTEK I KONIEC
![]()
Jeszcze tylko masaż,kąpiel,mrozenie i rowerek-wszystkiego po jeden.
I żegnaj Busko,za rok znów tu się pojawię……
Dzisiaj żle trochę spałam,reisefiber przed podróżą??
Ale jaka to podróż?? Półtora godziny spod sanatorium pod sam dom,własny dom,w Krakowie.
Koniec dobrego, pora powracać do rzeczywistości