
Dzisiaj spadł pierwszy śnieg w Krakowie.
W Busku-Zdroju pewnie też, jak to ładnie z jego strony,że sobie poczekał,aż powrócę do swoich botków pozostawionych w Krakowie.
Ogólnie mówiąc, nie powinnam narzekać na aurę, która mnie owijała każdego dnia mojego sanatoryjnego pobytu.Co prawda były może dwa dni chłodniejsze, ale dzięki temu jestem właścicielką ciepłej, polarowej kurtki, czyli nie ma złego, coby na dobre nie wyszło.
Za to barzo wiele dni było słonecznych i miłych, co jak na tą porę roku jest raczej sprawą nadzwyczajną.
Oczywiście pierwsze co, odrazu zaglądnęłam do moich ukochanych wiosek, które dzięki zastępstwom zastałam w fantastycznej wprost kondycji.
No to poróciłam do złych nawyków : rano kawa, papieros i internet,
A tyle prania jeszcze na mnie czeka……..Będę musiała to uskuteczniać partiami, bo miałam tyle ciuchów, że wystarczy chyba na 3 zmiany prania.
Oczywiście, jak zwykle zabrałam za dużo swoich rzeczy, mimo, że przebierałam się kilka razy dziennie i tak kilka rzeczy nie udało mi się ubrać na siebie.
Stanowczo za mało na balety chodziłam, dwie wizytowe bluzki nietknięte powrócą do szafy……
A żebyście wiedzieli, jak wspaniale na swoim tapczaniku ( szerokim!!) się tej nocy wyspałam, hm.
Tylko , z przyzwyczajenia oczywiście, wstałam już o 6.10 – tak jak wstawałam w Busku.
Tam musiałam, bo po porannej toalecie i przymusowej kawie spieszyłam się jeszcze rano, przed śniadaniem, na jakis zabieg.
Dzisiaj już spokojnie kawusię wypiłam bez pośpiechu ….
Niestety, teraz już nikt jedzonka mi pod nos nie poda, trzeba więc samemu zatroszczyć się o jakieś zaopatrzenie lodówki, która jakoś dziwnie jest pusta.
Co prawda mam jeszcze nikłe pozostałości wałówki przywiezionej z Buska, jakieś pozostałości nie wypitych jogurcików, soków pomidorowych,ale to troch za mało, jak na nadchodzący weekend.
A..racja, oczywiście solennie obiecałam sobie, że po powrocie z wyjazdu powrócę też do swojej diety cud, bo przyznam strzeże, dość mocno się rozbisurmaniłam w tym Busku : nie dość, że jadłam normalne trzy razy posiłki ( a po co jadłam tą zupę mleczną na śniadanie??), to jeszcze sobie dojadałam a to jakimiś paluszkami,a to szarlotką na gorąco z bitą śmietaną i lodami miętowymi z czekoladą, nie wspominając juz tych drinków : martini z sokiem grejfrutowym, lodek i cytrynką…palce lizać.
Oj napiłabym się takiego drinka jeszcze, napiła.
A tu KONIEC , czeka mnie DIETA i juz, bo aż strach na wadze stanąć….