Dzisiaj dopiero o godz 19, dokonuję wpisu, bo właśnie wróciłam……ze wsi.
No tak, dwie siostrzyczki 2 tygodnie spędziły razem, więc i na weekend nie mogły się rozstać.
A prawda jest taka, że moja siostra wczoraj obchodziła urodziny i z tej to okazji malutka impreza była.
Ale dzisiaj musiałam powrócić, bo oczywiście trzeba było dokonać obywatelskiego obowiązku i oddać musiałam swój głos na……
Ciekawa jestem, czy dzisiaj po godz 20.25 ( przedłużyli o 25 minut wybory) będę krzyczała HURRA, czy będe brzydko przeklinała??
Ale wóćmy do dzisiejszego dnia.Był dosyć chłodny, chociaż trzeba powiedzieć, że słoneczny.
Niestety noc nie była najlepsza, bo łóżeczko u siostry bardzo wąskie, prawie jak w Busku i omalże nad ranem z niego nie spadłam ( po jednym drinku i 2 lampokach wina???), w ostatniej chwili nad "przepaścią" się obudziłam….
Oglądałam dzisiaj budujacy się domek Magdy, nawet go sfotografpwałam i dzisiaj w blogu miałam go zamieścić,ale oczywiście aparat pozostał na stole w stołowym siostry – będę musiała później ten ważny dokument rozwoju domu umieścić.
Oczywiście również fotografowałam wszystkie odcienie jesiennego ogrodu – jak pięknie natura te kolory rozprowadza, jak najlepszy malarz.
A wogóle jutro po raz pierwszy po urlopie powracam do pracy,a więc dzisiaj ostatni dzień swobody.
Na następny będę musiała czekać rok ( nie licząc oczywiście niedziel, wolnych sobót i innych świątecznych dni).
WYTRZYMAM!!! Wszak tyle sił ostatnio nabrałam na kuracjach……..