A czy rzeczywiscie spałam godzinę dłużej? Ale skąd, człowiek tak się nauczył budzić o określonej porze, że natychmiast otworzyłam moje śliczne poniekąd oczęta, najpierw o 5 rano ( była wg starego to pora wstawania), potem o 6 i szybko wyskoczyłam z łóżeczka na poranną kawusię, chociaż wcale nie musiałam.
Przecież dzisiaj niedziela, czas relaksu.
Bzdura, oczywiście, że musiałam zaglądnąć do moich ukochanych wiosek, czy ich mi ktoś nie nadgryzł przez noc – na szczęście zastałam je nietknięte przez nikogo.
Nigdy żadnego majątku nie posiadałam, więc dotąd nieznany był mi strach o wszelakie dobra, teraz przeżywam to, co prawda wirtualnie, ale bardzo silnie……
Ale może i dobrze, że tą godzinę wcześniej się obudziłam, bo męczył mnie jakis straszny sen, za jakąś tam, bliżej nie określoną mi karę, musiałam przepisywać i to wyraźnie (!!!) , w dodatlu na ścianie (?????), jakieś wyrazy, już nie pamiętam nawet jakie…….
Ale była ulga, gdy okazało się to tylko koszmarnym jakimś snem.
Oj tak, sny potrafią człowieka nieraz dobrze umęczyć, a mówią, że sen to zdrowie…….
Ale noc już za mną, przedemną , mam nadzieję miły dzionek, więc cieszmy się niedzielnym dniem.