Usłysząłam niedawno zabawną opowieść, co prawda z lat dziecinnych mojego bratanka,ale wspomnienia przyszły akurat podczas niespodziewanego spotkania po latach, własnie Łukasza i jego dwóch kolegów z czasów podstawówki.
Łukasz miał zostać przewodniczącym klasy, zaszczytna to funkcja, zwłaszcza dla I – szoklasisty,właściwie nawet wygrał te wybory i został mianowany przewodniczacym, tylko owej funkcji nie był w stanie pełnić z powodu owej nieszczęsnej czapki..
Otóż matka jednego z uczniów klasy pierwszej wymyśliła sobie, że przewodniczący klasy musi się jakoś odznaczać od reszty, więc musi nosić odpowiednią czapkę, którą owa pani miała uszyć osobiście. Cóż, uszyła, ale niestety na głowę Łukasza była ona za mała i właśnie jeden z kolegów, na którego czapka była jak ulał został przewodniczącym.
Na nic zdały się słowa oburzenia mojej bratowej, cóż, tym razem Kopciuszekprzymierzał czapkę,a nie bucik i nie został co prawda Królem, ale jakby nie było jakąś tam "władzę" pełnił.
A władza to rzecz ważna, nawet gdy się ma 7 lat.
Dobrze tylko, że skutki tego nieporozumienia nie zdołały przetrwać w złym wymiarze do dzisiaj, dzięki temu koledzy mogli wspominać po latach ten incydent ze śmiechem na ustach.