co ma czapka do przewodniczącego?- czyli bajka prawie o Kopciuszku

                          

     Usłysząłam niedawno zabawną opowieść, co prawda z lat dziecinnych mojego bratanka,ale wspomnienia przyszły akurat podczas niespodziewanego spotkania po latach, własnie Łukasza i jego dwóch kolegów z czasów podstawówki.

Łukasz miał zostać przewodniczącym klasy,  zaszczytna to funkcja, zwłaszcza dla  I – szoklasisty,właściwie nawet wygrał te wybory i został mianowany przewodniczacym, tylko owej funkcji nie był w stanie  pełnić z powodu owej nieszczęsnej czapki..

Otóż matka jednego z uczniów klasy pierwszej wymyśliła sobie, że przewodniczący  klasy musi się jakoś odznaczać od reszty, więc musi nosić odpowiednią czapkę, którą owa pani miała uszyć osobiście. Cóż, uszyła, ale niestety na głowę Łukasza  była ona  za mała i właśnie jeden z kolegów, na którego  czapka była jak ulał został przewodniczącym.

Na nic zdały się słowa oburzenia mojej bratowej, cóż, tym razem Kopciuszekprzymierzał czapkę,a nie bucik i nie został co prawda Królem, ale jakby nie było jakąś tam "władzę" pełnił.

A władza to rzecz ważna, nawet gdy się ma 7 lat.

Dobrze tylko, że skutki tego nieporozumienia nie zdołały przetrwać w złym wymiarze do dzisiaj, dzięki temu koledzy mogli wspominać po latach  ten incydent  ze śmiechem na ustach.

przedlistopadowo

 

                             

Nowy tydzień, bardzo ważny tydzień, bo kończymy miesiąc październik, nadchodzi nielubiany bardzo przezemnie listopad.

Właściwie trudno powiedzieć, czemu nie lubię akurat tego miesiąca, może przez jego I-szy dzień, gdzie wspominamy naszych Najbliższych co prawda, ale również mamy świadomość, że nasze życie kiedyś się kończy….., że kiedyś i my podzielimy losy tych naszych odeszłych Najbliższych…. może nawet szybciej, niż się tego spodziewamy…..

No tak, już mnie listopadowa nostalgia nachodzi, a tu jescze mamy kilka dni podobno kolorowego i ciepłego jeszcze października.

Ponieważ dzisiaj jest poniedziałek, do pracy idę dopiero na popoludniu, jeszcze mam kilka chwil wolności dla siebie.

Chyba już nieco wczoraj przegięłam z tym siedzeniem na plemionach, byłam okropnie już tym znużona i dzięki temu zrobiłam kilka podstawowych błędów, stracilam sporo wojska i muszę teraz na nowo go odbudowywać.

Pezydałoby mi się znów jakieś tam zastepstwo zrobić i kilka dni odsapnąć, ale raczej to niemożliwe….

A szkoda mi tracić to, co już tam zrobiłam, nawet jeden dzień  mojej nieobecności w moich wioskach mogłoby przynieść katastrofakne skutki… cóż, ciepr ciało jakieś chciało…

No to miłego tygodnia życzę ( mój już drugi pracujący po urlopie) i też życzę, aby w ten poniedziałkowy poranek słonko wszystkim zaświeciło na niebie i w duszy.