Nowy tydzień, bardzo ważny tydzień, bo kończymy miesiąc październik, nadchodzi nielubiany bardzo przezemnie listopad.
Właściwie trudno powiedzieć, czemu nie lubię akurat tego miesiąca, może przez jego I-szy dzień, gdzie wspominamy naszych Najbliższych co prawda, ale również mamy świadomość, że nasze życie kiedyś się kończy….., że kiedyś i my podzielimy losy tych naszych odeszłych Najbliższych…. może nawet szybciej, niż się tego spodziewamy…..
No tak, już mnie listopadowa nostalgia nachodzi, a tu jescze mamy kilka dni podobno kolorowego i ciepłego jeszcze października.
Ponieważ dzisiaj jest poniedziałek, do pracy idę dopiero na popoludniu, jeszcze mam kilka chwil wolności dla siebie.
Chyba już nieco wczoraj przegięłam z tym siedzeniem na plemionach, byłam okropnie już tym znużona i dzięki temu zrobiłam kilka podstawowych błędów, stracilam sporo wojska i muszę teraz na nowo go odbudowywać.
Pezydałoby mi się znów jakieś tam zastepstwo zrobić i kilka dni odsapnąć, ale raczej to niemożliwe….
A szkoda mi tracić to, co już tam zrobiłam, nawet jeden dzień mojej nieobecności w moich wioskach mogłoby przynieść katastrofakne skutki… cóż, ciepr ciało jakieś chciało…
No to miłego tygodnia życzę ( mój już drugi pracujący po urlopie) i też życzę, aby w ten poniedziałkowy poranek słonko wszystkim zaświeciło na niebie i w duszy.