Następny taki dzień

 

    

A jaki? Oczywiście zimny i deszczowy.

Czy tak już będzie aż do wiosny ??…..

No, nie bardzo, bo po drodze jeszcze niestety  biało będzie.

Zapowiadają ,niestety, długą i ostrą zimę.

I oby się mylili.

A ja, na przekór, zamieszczam kolorowe,wesołe swoje zdjęcie, zawsze to weselej, popatrzeć na coś  optymistycznie , nieprawdaż????

A ja teraz bardzo dużo polityką się interesuję, oglądam TVN-24, skąd inąd bardzo ciekawy, informatyczny kanał TV – a teraz tyle się ciekawego dzieje.

Narazie podoba mi się nowa szata Polski, narazie, bo mam pozytywne nastawienie, obym kiedyś nie musiała się rozczarować.

I to by było na tyle na dzisiejszy poranny wpis, dzisiaj muszę być nieco wcześniej w pracy, a tyle jeszcze mam do zrobienia przed wyjściem…….

A najgorsze z nich, to dokonanie przelewu bankowego, wrrrr, jak ja tego nie cierpię……

Przepadało cały dzień

  

No prawie cały.

Aż się nawet wkurzyłam, czyżby  buskowskie prądy zniosły moje tajemne moce zaklinania?

Ale już wieczór, jak wracałam, deszcz nie padał.

Jednak mnie posłuchał, ale dzisiaj wyjątkowo  długp był oporny.

A czy wiecie, że za tydzień, dokładnie właśnie 1-szego listopada, meteorolodzy przepowiadają temperaturę plus 20 stopni Celsjusza?????

Świat się kończy, w październiku śnieg, w listopadzie słońce i prawie upały…….

Chyba to jednak wszystko  przez te atomy, że wariacką pogodę momy…….   

a za oknem ponury dzień

 

      

Iszy dzień mojej pracy już za mną,Nie było wcale tak najgorzej, jakoś nawet całkiem znośnie to przeszłam, chociaż nie obyło się  bez malutkich nerwów – poprostu jeden pacjent nie chcąc zapłacić za zrobione zdjęcie,wszczął awanturę i…udało mu się, zdjęcie opisane dostał i nie zapłacil ani złotówki…cóż, pójdzie z mojej kieszeni, ale za 50 zł nie warto zdrowia na nerwach tracić. Ludziska, jak to ludziska, są różni.

Za to podróż powrotna z pracy do domu była koszmarna.Trasa, którą normalnie autobus pokonuję w 15 minuy,wczoraj, z powodu korków, dokładnie przedłużyła się do 50 minut.

Nie wiem, jak można rozkopać główna arterię, jaką jest przedłużenie alej i nie zapewnić żadnego sensownego objazdu.

Normalna sprawa, że wszystkie auta, autobusy i busy jadą główną drogą, z północy na południe Krakowa, czyli Alejami Trzech Wieszczy,ale skandal, że na czas remontu nie zapewnili żadnego objazdu dla ciężkich pojazdów typu dżwigi i Tiry.Jak taki wepchnie się przed Ciebie już koniec z normalną podróżą.

W dodatku część Alei ma wydzielony pas tylko dla aytobusów i taxi, niestety normalne auta nie prestrzegają tej zasady i stąd korki i autobusowe spóźnienia….

Oczywiście żadnego stróża porządku na alejach nie uświadczysz, ciekawe co te Służby Porządkowe, już nie mówiąc o policjantach, robią……

Mówię Wam, koszmar.

Ciekawe, jak długo te remonty jeszcze przewidują.!

Ale i tak mam szczęście, że takie podróżnicze perypetie bywają tylko  w drodze powrotnej ( akurat w tą stronę tylko zawsze są korki), bo inaczej musiałabym ze 2 godziny wcześniej do pracy wychodzić, żeby się nie spóźnić.

Ale i tak na wszelki wypadek wcześniej wyjdę, bo kto wie, co za  autobusowe kłopoty jeszcze przedemną

A ZA OKNEM SMUTNY, PONURY,DESZCZOWY, ZIMNY, JESIENNY DZIEŃ…….

Hej ho…

 

HEJ HO, HEJ HO DO PRACY BY SIĘ SZŁO…..

no to idę, nie ma rady.Kiedyś trzeba popracować.

A jak miło potem  pieniążki się wydaje hihi….., tylko najpierw trzeba na nie zapracować, zwłaszcza jak się je ostatnio w nadmiarze wydało.!!!!

Własnie wychodzę z domku…możecie za mnie trzymac kciuki, bym ten pierwszy dzień jakoś przetrzymała,potem już będzie z górki…… taką mam nadzieję…..

Iszy pracujący dzień

 

                 

  Czyli koniec laby. Do pracy trzeba ostro się zabrać.

I bardzo dobrze, bo chyba zupełnie bym zgnuśniała???

Ale na koniec wlepiłam sobie jeszcze wspomnieniowy obrazek- widok z moich buskowskich okien, niech to pozostanie, jako ślad mojego tegorocznego wypoczynku, nie tylko w mojej pamięci,,,,,

Na pewno ciężko w I-szym dniu będzie,, bo coby człowiek nie powiedział, jednak człowiek bardzo jest rozleniwiony…….

Na szczęście w tym tygodniu pracuję w godzinach popołudniowych, wiec tyle czasu rano mam dla siebie….

Moge spokojnie blog napisać, mogę pobuszować na swoich plemionach…..

No to…ZACZYNAMY….

Ale od dzisiaj mamy już nową , lepszą Polskę, więc i zapał do pracy powinien wzrosnąc

jesienne klimaty

 

  

Dzisiaj dopiero o godz 19, dokonuję wpisu, bo właśnie wróciłam……ze wsi.

No tak, dwie siostrzyczki 2 tygodnie spędziły razem, więc i na weekend nie mogły się rozstać.

A prawda jest taka, że moja siostra wczoraj obchodziła urodziny i z tej to okazji malutka impreza była.

Ale dzisiaj musiałam powrócić, bo oczywiście trzeba było  dokonać obywatelskiego obowiązku i oddać musiałam swój głos na……

Ciekawa jestem, czy dzisiaj po godz 20.25 ( przedłużyli o 25 minut wybory) będę krzyczała HURRA, czy będe brzydko przeklinała??

Ale wóćmy do dzisiejszego dnia.Był dosyć chłodny, chociaż trzeba powiedzieć, że słoneczny.

Niestety noc nie była najlepsza, bo łóżeczko u siostry bardzo wąskie, prawie jak w Busku i omalże nad ranem z niego nie spadłam ( po jednym drinku i 2 lampokach wina???), w ostatniej chwili nad "przepaścią" się obudziłam….

Oglądałam dzisiaj budujacy się domek Magdy, nawet go sfotografpwałam i dzisiaj w blogu miałam go zamieścić,ale oczywiście aparat pozostał na stole w stołowym siostry – będę musiała później ten ważny dokument rozwoju domu umieścić.

Oczywiście również fotografowałam wszystkie odcienie jesiennego ogrodu – jak pięknie natura te kolory rozprowadza, jak najlepszy malarz.

A wogóle jutro po raz pierwszy po urlopie powracam do pracy,a więc dzisiaj ostatni dzień swobody.

Na następny będę musiała czekać rok  ( nie licząc oczywiście niedziel, wolnych sobót i innych świątecznych dni).

WYTRZYMAM!!! Wszak tyle sił ostatnio nabrałam na kuracjach……..

 

 

SPADŁ ŚNIEG…

 

  

Dzisiaj spadł pierwszy śnieg w Krakowie.

W Busku-Zdroju pewnie też, jak to ładnie z jego strony,że sobie poczekał,aż powrócę do swoich botków pozostawionych w Krakowie.

Ogólnie mówiąc, nie powinnam narzekać na aurę, która mnie owijała każdego dnia mojego sanatoryjnego pobytu.Co prawda były może dwa dni chłodniejsze, ale dzięki temu jestem właścicielką ciepłej, polarowej kurtki, czyli nie ma złego, coby na dobre nie wyszło.

Za to barzo wiele dni było słonecznych i miłych, co jak na tą porę roku jest raczej sprawą nadzwyczajną.

Oczywiście pierwsze co, odrazu zaglądnęłam do moich ukochanych wiosek, które dzięki zastępstwom zastałam w fantastycznej wprost kondycji.

No to poróciłam do złych nawyków : rano kawa, papieros i internet,

A tyle prania jeszcze na mnie czeka……..Będę musiała to uskuteczniać partiami, bo miałam tyle ciuchów, że wystarczy chyba na 3 zmiany prania.

Oczywiście, jak zwykle zabrałam za dużo swoich rzeczy, mimo, że przebierałam się kilka razy dziennie i tak kilka rzeczy nie udało mi się ubrać na siebie.

Stanowczo za mało na balety chodziłam, dwie wizytowe bluzki nietknięte powrócą do szafy……

A żebyście wiedzieli, jak wspaniale na swoim tapczaniku ( szerokim!!) się tej nocy  wyspałam, hm.

Tylko , z przyzwyczajenia oczywiście, wstałam już o 6.10 – tak jak wstawałam w Busku.

Tam musiałam, bo po porannej toalecie i przymusowej kawie spieszyłam się jeszcze rano, przed śniadaniem, na jakis zabieg.

Dzisiaj już spokojnie kawusię wypiłam bez pośpiechu ….

Niestety, teraz już nikt jedzonka mi  pod nos nie poda, trzeba więc samemu zatroszczyć się o jakieś zaopatrzenie lodówki, która jakoś dziwnie jest pusta.

Co prawda mam jeszcze nikłe pozostałości wałówki przywiezionej z Buska, jakieś pozostałości nie wypitych jogurcików, soków pomidorowych,ale to troch za mało, jak na nadchodzący weekend.

A..racja, oczywiście solennie obiecałam sobie, że po powrocie z wyjazdu powrócę też do swojej diety cud, bo przyznam strzeże, dość mocno się rozbisurmaniłam w tym Busku : nie dość, że jadłam normalne trzy razy posiłki  ( a po co jadłam tą zupę mleczną  na śniadanie??), to jeszcze sobie dojadałam a to jakimiś paluszkami,a to szarlotką na gorąco z bitą śmietaną i lodami miętowymi z czekoladą, nie wspominając juz tych drinków : martini z sokiem grejfrutowym, lodek i cytrynką…palce lizać.

Oj napiłabym się takiego drinka jeszcze, napiła.

A tu KONIEC , czeka mnie DIETA i juz, bo aż strach na wadze stanąć….

W domku

Już mój pobyt w Busku można zapisać do histori.
Dzisiaj o godzinie 18.45 powróciłam na swoje miejsce, czyli do domeczku.
I fajnie mi w nim, chociaż pokój mam wywietrzony na iment ( czyżby wietzył się całe 12 dni??),ślad po dymie papierosowym nawet nie pozostał,
Muszę chyba od nowa „popracować” nad specyficznym zapachem mojego pokoju ( hehe),wszak nawet w sanatorium nie oduczyli mnie palenia.
Oczywiście odrazu ruzyłam do mojego kochanego komputera, bo chociaż w Busku niby dostęp do internetu miałam, ale Edge, podłączony do Idei, był tak słaby,że czasami nawet jednego wpisu do blogu nie mogłam zrobić, bez kilkurazowego połączenia.
A tak na neostradę narzekałam kiedyś…
Dzisiaj jeszcze walizki pozostawię na wpół zapakowane, od jutra będe musiała wielkie pranie urządzić, chyba normalna sprawa po powrocie z takich kilkudniowych wypadów…..
No to fajnie jest, jak jest.Nareszcie jestem u siebie, sama w pokoju i nawet chrapać będe sobie mogła dzisiaj w nocy, nareszcie porządnie wysypiając się na wygodnym i co najważniejsze, szerokim moim ukochanym tapczaniku.
Czyli wszędzie jest dobrze, ale jednak najlepiej u siebie w domu.
Ale do następnego roku napewno ta maksymę zapomnę i znów wyruszę w świat,do Buska, po zdrowie

ARIVEDERCI BUSKO

 

                       12 D M P W B – Z

     POCZĄTEK I KONIEC  

Jeszcze tylko masaż,kąpiel,mrozenie i rowerek-wszystkiego po jeden.

I żegnaj Busko,za rok znów tu się pojawię……

Dzisiaj żle trochę spałam,reisefiber przed podróżą??

Ale jaka to podróż?? Półtora godziny spod sanatorium pod sam dom,własny dom,w Krakowie.

Koniec dobrego, pora powracać do rzeczywistości

 

popołudniowy spacerek

Dżinsy na pupę, sweterek i ciepła polarkowa kurtka, kijki w ręce i  można wyruszać na miły popołudniowy spacerek.

Właściwie przydał by się jeszcze jakiś  walkman  dla animuszu, może raźniej by się wtedy szło w takt fajnej muzyki,alecóż……

Pogoda nawet na spacerek była niezła, nie padało, był lekusieńki wiaterek, pod nogami dywan z  opadłych,nieco mokrych liści.Widać, że sporo ludzi opuściło już uzdrowisko, nie można powiedzieć,że całkowicie już się wyludniło,ale napewno bardzo przerzedziło.

Chociaż muszę powiedzieć, że w naszym sanatorium na brak frekwencji wciąż nie mogą narzekać, jest ciągła zmiana turnusów, jedni przyjeżdżają, inni,nie zwracając uwagi na pogodę, nadal przyjeżdzają się kurować.

Dzisiaj idziemy na pożegnalne balety, trzeba jakoś uczcić ostatni wieczór w Busku Zdroju.

Kondycję na dzisiejszy wiecz.ór zdobywałam rano na ćwiczeniach gimnastycznych ( oj dzisiaj bardzo dokładnie i przykładnie ćwiczyłam) ,a potem na owym wyżej wymienionym spacerku.

Jeszcze wypiję sobie jednego dinka i…nogi same tańczyć będą, oby tylko partnerzy dopisywali i dotrzymywali mi kroku , hehe.