pieczona świnia…..

 

…..czyli przygotowania przed balem.

Myślę już o sobocie, to jeszcze kilka dni i zabawa na całego.

Szaleństwa: fryzjer, kreacje, makijaże, toalety, bransolety……

to wszystko nie dla mnie.

Ja sobie skromnie w kąciku siądę i obserwowac świat wielki cichutko oglądać będę.

Niech młodzi szaleją, moje 5 minut już dawno minęło.

Tylko czemu ten biedny świniak zawinił?

Ale to jeszcze kilka dni.

Narazie przedemną znów zmagania z moim ukochanym rentgenowskim

diablikiem – aż strach pomyśleć, co będzie, gdy go po remoncie skutecznie stamtąd

wywalą????

Dzisiaj znów nieco mniej badań,  przynajmniej nie ma tych badań kontrastowych,

same zdjęcia do wykonania, mogę się bawić w włączanie i wyłączanie aparatu

ale jutro ….

Będę o tym myślała jutro, w piątek zostawie pole popisu dla Jareczka.

Ech, ja to mam jednak urozmaiccone życie ….zawodowe, co nie?