Włóczęga

Nie wróciłam po balandze do domu.

Poszłam na włóczęgę.

Czyli pojechałam do Modlnicy i dopiero co tera,z w poniedziałkowy wieczór do

własnego domku przyjechałam.

Czyli zaliczyłam taki dłuuugi weekend, szkoda tylko, że deszczowy taki.

To co się za oknem dzieje, to jakiś horror.

Cała Małopolska i nie tylko zalana deszczem, drogi w wodzie,t ory kolejowe w wodzie.

Dzisiaj wracałam do domku z Magdą i patrzyłam jak całkiem malutka krakowska rzeczka

Wilga wylala, drzewa stały  w samym jej środku.

O Wiśle nawet nie myślę, podobno nie ma już całkiem bulwarów.

Co prawda  teraz już nie ma takich intensywnych opadów jak wczoraj, ale mży i jest

nadal całkiem mokro.

Do tego była niezła wczoraj wichura, wiele drzewek w Modlnicy ucierpiało, gdzie

indziej jest jeszcze gorzej.

Oliwka miała pojechac dzisiaj na zielona szkołę, ale z powodu ulewy i nieprzejezdności

dróg wyjazd odwołano.

Szkoda, Olcia tak się cieszyła wczoraj jeszcze wieczór na ten wyjazd, pomagałam jej

się pakować i była tym wyjazdem zaaferowana.A tu taki zawód….

Rano jej powiedziałam, że pewno odwołają wyjazd, gdy wróciła z odwołanego

wyjazdu powiedziała mi: Musiałaś wykrakać.

Musiałam,wszak jestem czarownica.