Wielka woda….

czyli  wyrównuję zaległości.

 

Nie za bardzo nacieszyłam się swoim własnym łóżeczkiem z poniedziałku na wtorek.

Robiło sie w Krakowie naprawdę bardzo niebezpiecznie.

Mieszkam niedaleko mostu Dębnickiego i…. bałam się, że rzeczywiście woda

przeleje się wierzchem i…poleci na Stare Miasto.

Nawet przez dwa dni Most Dębnicki zamknęli na cztery spusty, widać zagrożenie

wielkie było.

Co prawda mieszkam na IIgim piętrze,ale,…. mogli wyłączyć prąd, gaz, no i nie

mogłabym nawet do pobliskiego sklepiku po chlebuś ( czytaj papierosy) wyskoczyć.

Dlatego znów zdecydowałam się na wyprowadzkę do Modlnicy, skoro mnie tam zaprosili.

Tym razem mieszkałam u Maciusia.

Dobrze mi było, nie powiem, zadbali o starą Ciotkę, ale…

najlepiej jednak jest we własnym domku, prawda?

Dlatego wczoraj wieczorem powróciłam w domowe pielesze i jestem całkiem happy.

Mam nadzieję, że w najbliższym czasie żadne kataklizmy juz mi zagrażać nie będę

i będę mogła spokojnie cieszyć się swoim urlopem.

Nie było by źle, gdyby mnie te skurcze łydek tak nie meczyły, mimo zażywania

i potasu i magnezu, skurczybyk zrywa mnie bezlitosnie z łóżka i nie ma zmiłuj się.

Co za uparta bestia z tego skurczybyka, ale go pokonam, nie ma mocnych.

Zawsze jakieś diabliki mnie prześladuje….

No cóż, taki już diabli mój los