Już dobrze, bo dzisiaj już piątek…

 

Wczorajszy dzień w pracy nie był dla mnie łagodny, no, może nie cały,

ale około południa zaczął się szał; nie dość, że przychodził pacjent za pacjentem, a każdemu

trzeba było wypisywać karty pacjenta, to jeszcze tą kartę wypełnia się tak, inną inaczej, tą się

 nie kseruje, do innej  trzeba skserować inne dokumenty, tu znów nie można zapomnieć o

paragonie i w dodatku tyle telefonów, które uparcie  akurat w tym samym momencie dzwonią….

Fakt wyszłam z wprawy z pracy w rejestracji, zresztą wiele od czasu,gdy tam w rejestracji 

pracowałam się zmieniło, większa biurokracja wprowadzona głównie przez NFZ, a procedur

przestrzegać trzeba.

Jest naprawdę wtedy co robić i bardzo trzeba się pilnować, by czegoś nie namieszać..

Zresztą wczoraj było wyjątkowo sporo pacjentów, tak że z ulgą wielką około 13.30 swoje

stanowisko w pracy opuściłam, gdyż już miałam fachową zmienniczkę Anię.

Tu muszę podziękować mojej kochanej Madziuni, która pomagała mi, przygotowując płyn

do pojenia pacjentów. Miałam więcej czasu na  „biurokrację”

A ponieważ ciężko sobie wczoraj popracowałam, postanowiłam tym bardziej uczcić wczorajsze

święto, czyniąc sobie przyjemności, a więc poszłam do pedicure, do fryzjera, a wracając

do domu, wskoczyłam na małą kawkę ze szarlotką na gorąco ( Magda pomiń to zdanie!!!),

a co tam, wczoraj mogłam być przecież słodką kobietką, co nie?

Dzisiaj się już ustatkuję, naprawdę !!!

Na szczęście dzisiejszy dzień będzie już spokojniejszy, bo będę robiła to, co do mnie należy, czyli

zdjęcia rtg dzieciaczkom ze skrzywionymi kręgosłupami, to oznacza zatem, że dzisiaj

przyjeżdża mój ulubiony doktór od  skoliozy kręgosłupa, naprawdę przemiły człowiek.

Czyli dzisiejszy dzień będzie  miły, no, nawet śmiem powiedzieć, że jeszcze

milszy od wczorajszego, zwłaszcza, że zaczyna się weekend, a kto weekendów nie lubi

niech podniesie ręce ( obie !!!).

No i przede mną dwa w miarę spokojne dni ( bez odwiedzin?) i słodkie nic nierobienie.

Ech, ale będzie nudno… dobrze że przede mną dwa nowe seriale, które polubiłam;

jeden to Komisarz Alex ( zgrabna przeróbka niemieckiego serialu o Maxie, psie – wywiadowcy),

a drugi staro – nowe Ranczo, przezabawne perypetie mieszkańców pewnej wioski, stanowią

dokładny przekrój zachowań naszego polskiego społeczeństwa.

Oby nie były tylko słabsze, niż oryginały, ba każde ‚wymuszanie” takich następnych

odcinków naogół niezbyt pozytywnie wpływają na ich jakość.

Zobaczymy.

Na razie dzisiaj pochmurny piątek za oknami, gdzie nie gdzie w Polsce jeszcze śniegiem

sypnęło, znać, że zima nie za bardzo chce się dać wyrzucić, ale cóż w marcu podobno

jak w garncu!!

Miłego piątku.