posobotnio

 

A u nas w domu wczoraj też było straszno, ale na szczęście nie groźno.

Co prawda dwa duchy ( jeden olbrzym, drugi nieco mniejszy) usiłowało się wepchać wczoraj

na urodzinową imprezę, ale udało nam się jakoś ich spacyfikować.

I było po sprawie, więcej temat nie powrócił, a duchy odpłynęły w  siną dal.

I oby już powrócić do nas nie chciały !!!!., mimo, że niezłym groszem sypnęły.

Wczorajszy dzień był dla mnie bardzo ciekawy, bo nie dość, że były urodziny z duchami,

to wcześniej jeszcze miałam wizytę mojego Maciusia i o zgrozo zauważyłam, że nie tylko włosy, ale

i  brwi mu już posiwiały….kiedy minęły te czasy, gdy w pięknym różowym ubranku wiozłam go

przez Błonia i zauroczyła się nim pewna Kopenchażka. Chociaż trzeba przyznać, że w tej

siwiźnie nadal jest przystojniakiem..

A ten wiosenny spacer z małym Maćkiem wydawało się, że był dopiero co przedwczoraj.

Byłam też wtedy młoda, miałam taki fajny granatowy długi płaszcz i też nie byłam jeszcze

siwa (!!!), nie wymawiając też miałam o wiele lepszą figurę ( w tym płaszczu zwłaszcza), niż teraz.

Ale to się już nie wróci, więc trzeba cieszyć się tym, co mamy, nawet jeżeli duchy nas

czasami nawiedzają.

A propos, jednego takiego ducha w mieszkaniu już od dawna mamy, na szczęście do tej pory

widziały go tylko 3 osoby. Jest to czarna postać w kapturze, która sunie przez nasz

długi przedpokój i potem ginie, gdzieś się rozpływa, a widać go tylko z jednego miejsca w

środkowym pokoju.

Podobno w czasie wojnie w naszym mieszkaniu toporem odcięto głowę jakiejś kobiecie  i od czasu

do czasu nawiedza ona nasze mieszkanie, może  nadal szuka swojej głowy????

To nie bajka, naprawdę, kto nie wierzy może spytać mojej bratowej, która też kiedyś tam tą

postać widziała!! Nota bene  mnie też owa postać raz się ukazała, ale czy można mi wierzyć?

Coś w tym musi być, bo na przykład w moim mieszkaniu i na dole w gabinecie kiedyś

wywoływaliśmy duchy i one dosyć chętnie przychodziły.

Ale od  dawna zaniechałam tych  okropnych rytuałów, szczególnie, że kiedyś mieliśmy spore

kłopoty z odwołaniem pewnego  ducha z powrotem i przysięgłam wtedy sobie: nigdy więcej

i tej przysięgi się  twardo i zdecydowanie trzymam !!!!!

A że te dwa wczoraj przyszły na urodziny? to nie moja wina, ja ich nie zapraszałam!!!!!!

I tak żadnego pożytku z nich nie ma, bo nawet poprawnie wytypowanych numerów lotka

nie potrafią podać i zamiast  zostać multimilionerem okazuje się, że znów tylko następny

podatek od głupoty zapłaciłam!

A co słychać z moją komórką? Otóż  wczoraj Maciek podłubał w tym porcie ładującym komórkę i….

po około 15 godzinach komórka się naładowała i owszem, nawet całkiem skutecznie, bo o godzinie

6.45 mnie obudziła ( do cholery, kto tak wcześnie włączył alarm??) całkiem niepotrzebnie,

przecież nigdzie w niedzielę rano tak skoro świt się nie wybieram. Zważywszy, że tej nocy była

zmiana czasu mogę się czuć, że wstałam za piętnaście minut szósta….wrrr……, bo komórki oraz

komputery to inteligentne bestie i same sobie czas poprzestawiały w odpowiednim momencie

i już według czas letniego działają

Maciek powyjmował wczoraj z tej komórki kartę sim, kartę pamięci aparatu, pewnie dzisiaj znów

będzie na  kawusię do Ciotki  musiał przyjechać i przy okazji uruchomi komórkę, tylko ciekawe, jak

długo ona będzie działać i czy się da następnym razem naładować?

Na koniec króciutko , z reporterskiego obowiązku napomknę, że wczoraj narodziła nam się

nowa partia ” Solidarna Polska”, już oficjalnie jako partia działa.

A co z tego wyniknie???……..  na razie jest tylko kupę wrzasku!

A ponieważ to miała być ostatnia dzisiejsza wiadomość, życzę miłej, słonecznej niedzieli.