Już dobrze, bo dzisiaj już piątek…

 

Wczorajszy dzień w pracy nie był dla mnie łagodny, no, może nie cały,

ale około południa zaczął się szał; nie dość, że przychodził pacjent za pacjentem, a każdemu

trzeba było wypisywać karty pacjenta, to jeszcze tą kartę wypełnia się tak, inną inaczej, tą się

 nie kseruje, do innej  trzeba skserować inne dokumenty, tu znów nie można zapomnieć o

paragonie i w dodatku tyle telefonów, które uparcie  akurat w tym samym momencie dzwonią….

Fakt wyszłam z wprawy z pracy w rejestracji, zresztą wiele od czasu,gdy tam w rejestracji 

pracowałam się zmieniło, większa biurokracja wprowadzona głównie przez NFZ, a procedur

przestrzegać trzeba.

Jest naprawdę wtedy co robić i bardzo trzeba się pilnować, by czegoś nie namieszać..

Zresztą wczoraj było wyjątkowo sporo pacjentów, tak że z ulgą wielką około 13.30 swoje

stanowisko w pracy opuściłam, gdyż już miałam fachową zmienniczkę Anię.

Tu muszę podziękować mojej kochanej Madziuni, która pomagała mi, przygotowując płyn

do pojenia pacjentów. Miałam więcej czasu na  „biurokrację”

A ponieważ ciężko sobie wczoraj popracowałam, postanowiłam tym bardziej uczcić wczorajsze

święto, czyniąc sobie przyjemności, a więc poszłam do pedicure, do fryzjera, a wracając

do domu, wskoczyłam na małą kawkę ze szarlotką na gorąco ( Magda pomiń to zdanie!!!),

a co tam, wczoraj mogłam być przecież słodką kobietką, co nie?

Dzisiaj się już ustatkuję, naprawdę !!!

Na szczęście dzisiejszy dzień będzie już spokojniejszy, bo będę robiła to, co do mnie należy, czyli

zdjęcia rtg dzieciaczkom ze skrzywionymi kręgosłupami, to oznacza zatem, że dzisiaj

przyjeżdża mój ulubiony doktór od  skoliozy kręgosłupa, naprawdę przemiły człowiek.

Czyli dzisiejszy dzień będzie  miły, no, nawet śmiem powiedzieć, że jeszcze

milszy od wczorajszego, zwłaszcza, że zaczyna się weekend, a kto weekendów nie lubi

niech podniesie ręce ( obie !!!).

No i przede mną dwa w miarę spokojne dni ( bez odwiedzin?) i słodkie nic nierobienie.

Ech, ale będzie nudno… dobrze że przede mną dwa nowe seriale, które polubiłam;

jeden to Komisarz Alex ( zgrabna przeróbka niemieckiego serialu o Maxie, psie – wywiadowcy),

a drugi staro – nowe Ranczo, przezabawne perypetie mieszkańców pewnej wioski, stanowią

dokładny przekrój zachowań naszego polskiego społeczeństwa.

Oby nie były tylko słabsze, niż oryginały, ba każde ‚wymuszanie” takich następnych

odcinków naogół niezbyt pozytywnie wpływają na ich jakość.

Zobaczymy.

Na razie dzisiaj pochmurny piątek za oknami, gdzie nie gdzie w Polsce jeszcze śniegiem

sypnęło, znać, że zima nie za bardzo chce się dać wyrzucić, ale cóż w marcu podobno

jak w garncu!!

Miłego piątku.

nie płacz……

nie płacz kiedy odjadę

sercem będę przy Tobie………..

  

Taką piosenkę powinnam dzisiaj usłyszeć od V.I.P,a, który w daleką podróż się udaje i mnie

pozostawia w smutku  całą i we łzach tonącą.

Bo kto mnie  teraz rano będzie nękał, że blog jest jeszcze nie napisany, no kto?

Bo V.I.P. uprał się, że w podróż swojego małego laptopika nie weźmie , pewnie się boi, że go

 w podróży napadną i „skarb” odbiorą i żadne moje argumenty, że przez długi czas nie będziemy

mogli się na skype oglądać nie pomogło. może ma i rację, bo co prawda to już inne czasy,ale

nadal pełno zbójców jest na drodze…….

No cóż, pozostaną nam tylko rozmowy telefoniczne , ewentualnie może sobie jakieś jego

zdjęcie rozwieszę nad łóżkiem i spoglądać tęsknie będę?????

No proszę, a jak ludzie się porozumiewali, gdy jeszcze pan Bell nie wynalazł telefonu?

Panienki pisały tęskne listy  na perfumowanym papierze, domalowując tam różne

kwiatki, ptaszki, czy motylki, a potem tęsknie  czekały na odpowiedź, a czas się dłużył i dłużył…..

Wynalazek Bella był wielkim skokiem do przodu, ale telefony były drogie i nie wszystkich

na nie stać było.Wszystko poprawiło się, gdy w powszechne życie wprowadzono rozmowy

przez wygodny telefon komórkowy no i oczywiście przez wszystkie możliwe internetowe

komunikatory. A gdy jeszcze  podpięli do tych komunikatorów kamerki, jeden rozmówca może

siedzieć na Alasce, drugi gdzieś na południu Australii czy innego kraju i nie dość, że się

słyszą, to jeszcze się widzą – niesamowite prawda?

Fakt, że te łącza nie zawsze idealnie funkcjonują, często bywają przesunięcia, ale jednak

kogoś oddalonego można zobaczyć i mniej tęsknić.

A dzisiaj specjalnie o 5 rano wstałam, aby ten blog napisać, aby V.I.P. przed odjazdem

mógł jeszcze go przeczytać, następne będzie dopiero czytał za jakieś 2 tygodnie.

A czy zauważyliście, że w dzisiejszym blogu umieściłam śliczną śnieżyczkę uwiecznioną przez

moja koleżankę Elę  kilka dni temu?? Tak, tak, to nie zeszłoroczne zdjęcie, już gdzieś tam

śnieżyczki się pokazały, abyśmy uwierzyli, że wiosna stoi tuz za progiem naszych drzwi.

No i nie można zapomnieć o dzisiejszym Dniu Kobiet, który raczej jest mało obchodzony,

ponieważ jest kojarzony  jako przeżytek czasów socjalizmu, tylko dlaczego??

Czy teraz kobiety są mniej wartościowe?

Ja wszystkim naszym kobietom życzę powodzenia w tym co robią na co dzień, czasu na uśmiech i

rozrywkę i przede wszystkim na miłość i piękną różyczkę do życzeń dołączam :

 

 

NIECH SIĘ ŚWIĘCI  DZIEŃ KOBIET  – cokolwiek miałoby to znaczyć !!!!

 

poimprezowo

                  

V.I.P. jutro jedzie pociągiem do Gdańska, trochę się obawia tej podróży, dziwicie się?

Ja raczej nie dziwię się mu wcale. chociaż starałam się otuchy dodać, no cóż dzisiaj nikt nie

jest pewny dnia dzisiejszego czy jutrzejszego, takie czasy!

A dzień wczorajszy był bardzo miły : obchodziliśmy spóźnione imieniny VIPa,  były same

pyszności i pieczony kurczak  i sushi i oczywiscie „Luksusowa” No cóż, jak na mój gust tej

ostatniej  było chyba troszkę jak na mnie  za dużo i potem do  późnych godzin wieczornych

musiałam przyjmować tylko pozycję horyzontalną, inaczej miałam dziwne zawroty  i bóle głowy.

Oj Ewusiu, to już nie te lata. gdy bezkarnie można sobie było imprezować.

Dzisiaj zresztą  nadal mam taką niepewną głowę, ale mam nadzieję, że do wyjścia do pracy ten

ból głowy nieco ustanie. Jednak pozostaje z tego jeden wniosek, jedyny napój, który mi

nie zaszkodzi to….ziółka, chociaż nigdy ich nie lubiłam od czasu, gdy wszystkie choroby od kaszlu

począwszy na  sr….ce skończywszy,  moje ciocie leczyły właśnie ziółkami i gdy dziecięciem

bywszy  podczas wakacji w Zawoi dostawałam się w ich ręce  zawsze męczarnie cierpiałam .

I tak mi pozostało do dzisiaj, zawsze wszelakie ziółka kojarzą mi się z tymi koszmarnymi terapiami 

moich ciotek. Może i dlatego za herbatą nie przepadam, bo ta też jest pewnego rodzaju ziółkiem?

Ale od czasu do czasu ją piję, szczególnie z cytryną smakuje dosyć smacznie.

Od kawy też mnie nieco odrzuca ostatnio, nie za bardzo mi smakuje i zdarzają się dni, że

piję ja tylko dla podniesienia sobie nieco ciśnienia, inaczej zasnę.

Pozostaje tylko woda mineralna, osobiście sporo ostatnio piję właśnie Muszynianki.

O jest jeszcze jeden wspaniały napój – mleko, którego też bardzo ostatnio lubię się napić,

niekoniecznie związane jest to wcale z wczorajsza imprezą, takie zimne mleczko, prosto

z lodówki ( powinno być prosto od krowy, ale w mieście jest to raczej niemożliwe), a do

tego kromka chleba nawet z masłem, to przepis na pyszne śniadanie, czy pyszną kolację.

To tyle byłoby na tematy luźne, mam jeszcze jedno pytanie:

GDZIE JEST TA OBIECYWANA WIOSNA ????

o czym pisać?

 

Właściwie tematu z tak zwana myślą przewodnią nie mam, ale…..

W TVN – 24 ciągle jeszcze o katastrofie gadają i gadają. Nie dziwię się, bo temat dosyć

szeroki, tragedia objęła całą Polskę. Nie rozumiem tylko, dlaczego niektórzy politycy chcą

na siłę wykorzystywać temat dla swojej wojennej ścieżki ? Przecież to niesmaczne, trzeba

uszanować pamięć zmarłych i ból rannych…..

Jaka Kolej jest – wszyscy wiedzą. Pamiętam, ze od lat mówiło się, ze Kolej to takie państwo

w państwie, zupełnie innymi,  bardzo specyficznymi prawami się kierowała.

Mieli własną politykę i do czasu nawet  ta wielka firma  jakoś działała, chociaż od

dziesięcioleci nie była dofinansowywana tak jak należy. Cały tabor robił się coraz bardziej stareńki,

coraz mniej wydolny, Wystarczyło pojeździć sobie tylko koleją – żadnego komfortu swoim

klientom nie zapewniała, widać uznali, że cena biletu zawiera tylko sam fakt przejazdu, a

warunki, w jakich człowiek podróżuje nie należą już do zawartości biletu, stąd bylejakość

podróży była ( a może i nadal jest) typowa dla polskich kolei – , lepiące się od brudu przedziały,

już nie wspomnę o toaletach, które urągały wszelakim warunkom higienicznym – to był

wstydliwy problem nie do opanowania przez władze ówczesnej PKP.

Potem było jeszcze gorzej, PKP rozdzieliła się na kilka spółek kolejowych, co rozdrobniło

to tylko kolejowy kapitał, nie wnosząc wcale pozytywnych zmian rywalizacji, które powinny

były nastąpić. To znaczy i owszem, spółki walczyły o tory, ale nie o  swoich klientów.

Wystarczy tylko wspomnieć drastyczne sceny z zimowych potyczek pasażerów z koleją.

Zdecydowanie spółka Intercity jest w lepszej finansowej kondycji, stąd i zapewnia nieco

lepsze warunki podróży, ale za  podwyższoną cenę biletów, a każdy woli podróżować i taniej i

wygodniej i w odpowiedniej czystości pociągach,już nie wspomnę o punktualności, czy to

naprawdę aż taka wielka sztuka do opanowania, jakby nie było w XXI wieku???

I nie wystarczy tu tylko zmiana taboru, wymiana torów ( co jednak jest też konieczna i to

w trybie natychmiastowym), ważna jest zmiana polityki całej kolejowej branży, sposobu

ich myślenia i stanowczych zmian w każdym wymiarze .

I nie ma co  na razie teraz myśleć o wprowadzaniu kolei o zwiększonej prędkości, skoro

podstawowe struktury kolejnictwa sięgają prawie XIX wieku.

I niech sobie nawet będą te spółki kolejowe, może taka rywalizacja pod względem zapewnienia

coraz lepszego komfortu podróżujących przyniesie pozytywne zmiany,  ale

z tych spółek powinien być wyłowiony jeden wspólny dla wszystkich spółek organ, odpowiadający

za całokształt tego wielkiego przedsiębiorstwa, oczywiście w porozumieniu z odpowiednimi

organami rządowymi, które też  powinni być pociągane do odpowiedzialności za politykę podróży,

nie tylko zresztą kolejowej, pewnie w bardzo podobnej sytuacji jest komunikacja autobusowa,

również nieodpowiedni dofinansowywana przez rząd.

Rozumiem, że państwo teraz ma spore wydatki, stara się łatać  jedne wydatki, oszczędzając na

innych, nie mniej  ostatnia katastrofa była dla rządu jakby alarmem, że nadeszła pora

cos zmienić, nie patrząc na to, co poprzednie ekipy wykonały czy nie wykonały w tym kierunku.

Teraz priorytetem powinno być zapewnienie wszystkim Polakom bezpieczeństwo w podróży,

wszak każdy człowiek gdzieś się przemieszcza i musi wierzyć, że dotrze do celu szczęśliwie.

I na koniec takie moje  spostrzeżenie : skoro nadeszła wszechmocna pora komputeryzacji,

dlaczego dróżnik jak w XVIII czy XIX wieku  ciągle przestawia ręcznie  zwrotnice ? Człowiek jest

omylny, komputer podobno nie, czy to aby nie komputer powinien czuwać nad naszym

bezpieczeństwem i czuwać, czy zwrotnice są należycie przestawiane, a człowiek miały jeszcze

nad tym tylko dodatkowy dozór?

W XVIII w praliśmy na tarach, teraz używamy automatycznych pralek, czemu w XXI wieku jakby

nie było  i taka komputerowa automatyka nie jest wprowadzana na kolei?

To moje mrzonki tylko????

A podobno chcemy wkrótce  na Marsa wyruszyć……………

Ludzcy Ludzie

 

Cała Polska żyje tą wielką traumą, jaką przeżyli podróżujący w sobotę pasażerowie  z Krakowa do

Warszawy  i z Warszawy do Krakowa.

Już wszyscy wiemy, że  pod Szczekocinami doszło tragicznego wypadku, czołowego zderzenia się

tych dwóch pociągów.

I tu dochodzimy do sedna, pierwsi, którzy byli na miejscu wypadku to mieszkający nieopodal

mieszkańcy wsi, w której doszło do tej tragedii. Potrafili się natychmiast zmobilizować, brali

do ręki łomy i siekiery i polecieli wybijać okna pociągu, aby ratować uwięzionych w tych

pogniecionych żelastwach, pozostałościach po  przedziałach, ludzi. Byli pierwsi, aczkolwiek już po

kilku minutach przyjechały pierwsze wozy strażackie rozpoczynające już fachową pomoc.

Fachowa segregacja poszkodowanych wg ratowniczych procedur.

Ale mieszkańcy nie odeszli od poszkodowanych, tkwili tam dalej, przynosząc im

ciepłą herbatę, otulając ciepłymi kocami ( trzeba nadmienić, że temperatura spadła

poniżej zera), robiąc opatrunki, albo po prostu trzymając za rękę dodawali otuchy.

Podjęli się też opieki nad mniej rannymi, którzy zostali przewiezieni do świetlicy czy do

pobliskiego kościoła.

Taka postawa mieszkańców, spontaniczna empatia  nie  jest chyba dla Polaków czymś

nowym. Zawsze w sytuacji zagrożenia Polacy stanęli na wysokości zadania.

Wspaniała była postawa całej służby, która te pierwsze godziny zabezpieczała.

Profesjonalne przestrzeganie reguł, olbrzymie zaangażowanie wszystkich pracowników

medycznych, sprawna rozdzielczość chorych,spontaniczna pomoc wszystkich lekarzy i

pielęgniarek, którzy mimo, że nie dyżurowali znaleźli się w szpitalu, by im pomagać…..

Kto teraz powie, że pracownicy służby zdrowia są bezduszni?

Bezduszne są tylko przepisy, które Służbą Zdrowia rządzą

Dzisiaj obchodzimy Imieniny Kazimierza ( i Kazimiery też)

   

A ponieważ jeden Bardzo Ważny dla mnie Kazimierz czyta mój blog, to jeszcze tutaj zamieszczam

dla niego te piękne kwiatki oraz   piękne imieninowe życzenia:

Niech wszystkie Twoje dni będą takie piękne, słoneczne i promieniste jak ten dzisiejszy, słońcem

rozjaśniony.

 Tak bardzo chciałam, żeby dzisiejszy  blog był dzisiaj bardzo promienny,   nie  zawierał żadnych

złych niusów, jednak  wczorajsza kolejowa katastrofa znów nerwy człowiekowi przyniosła.

Przez czyjąś nieuwagę, niefrasobliwość, głupotę, nie wiem  przez co jeszcze, poniosło śmierć

co najmniej 15 osób, ponad 50 osób zostało rannych, w tym wiele bardzo poważnie rannych.

Jak mogło dojść do tego, że dwa  pociągi jadące  w przeciwnych kierunkach, zostały puszczone po

tym samym torze. Pociągi jechały po tak zwanej Magistrali Południowej, czyli pociągi mogły

rozwinąć tam maksymalną, około 120 km/godz prędkość, stąd 4 wagony zostały całkowicie

zmiażdżone, stąd tyle strat. KOSZMAR!!!!

Ale nadmienić też trzeba, że w tej dramatycznej sytuacji wspaniale zdały egzamin wszystkie

służby biorące udział w ratowaniu poszkodowanych : i służby medyczne i straż pożarna i

zabezpieczająca teren policja.Pomoc zorganizowana została w bardzo krótkim czasie,

bardzo fachowo dokonano transporty chorych do szpitali i udzielano  pomocy mniej 

poszkodowanym na miejscu .

Czyli w sytuacji zagrożenia Polacy są bardzo dokładnie i skutecznie  przeszkoleni.

Smutny to był wczoraj dzień, ciężki dla nie jednej rodziny dzień dzisiejszy, a miał być taki

kolorowy……..

sobota i słonko

            

Już od rana sobotnie słonko świeci wesoło za oknami, nareszcie, zima co prawda od czasu

do czasu chce nas jeszcze postraszyć, ale już musi odejść, taka jest kolej rzeczy, najwyższa

pora na wiosnę, którą chyba już wszyscy z niecierpliwością wyczekują.

A co tam w polityce? Oczywiście Pisowce znów mają powód do wyrażania swojego oburzenia,

tym razem spowodowane jest to podpisaniem przez premiera paktu fiskalnego, który oznacza

ni mniej ni więcej, że państwo nie może przekraczać pewnego procentu PKB – co oznacza

rzeczywiście globalne oszczędzanie, mam nadzieję, ze rząd takie oszczędzanie rozpocznie

od siebie, a nie przeleje wszystko w dół, na i tak biedny lud.

Ale prawda jest taka, że oszczędzać trzeba. bo nikt nam nic za darmo nie da i każdy logicznie

myślący człowiek doskonale o tym wie.

Dla rządu nie będzie to taka prosta sprawa, bo łatwiej się mówi, gorzej przeprowadza, zwłaszcza

niezbyt  popularne reformy,szczególnie, gdy wydatna część opozycji mówi NIE BO NIE, nie

dając żadnych innych propozycji, tylko mówiąc, że owszem,  takie propozycje mają, niebawem

je przedstawią i…na tym się kończy cała opozycyjna afera.

Niestety stanowczość rządu może doprowadzić do tego , że ta nieodpowiedzialna za losy

Polski, a snująca tylko sny o swoim  chwalebnym dojściu do władzy część opozycji

( no dobrze, wszyscy wiedzą, że o Pis  chodzi) wyprowadzi swoich podburzonych wyznawców

na ulicę, co doprowadzić może do  politycznych zawirowań , niestety sytuacji ekonomicznej

kraju nie naprawi.

Pisowcy zresztą każde potknięcie lub zarządzenie obecnego rządu szybko chce przerobić na

własny polityczny sukces, marząc tylko, aby dorwać się do władzy, a wtedy……

Nie można panie K. rozdawać biednym, trzeba zabierać tym, którzy maja za wiele, ( większe

podatki) ale też w umiarkowany sposób, bo niestety kapitalizm na tym polega, że jedni mają wiele,

inni niestety mało.

Skoro obaliliśmy już socjalizm, gdzie ponoć wszyscy mieli po równo ( co jest oczywiście

absurdem), musimy ponosić skutki obecnego systemu ekonomicznego, czy nam się podoba to czy

nie, a samo narzekanie żadnych pozytywnych skutków przynieść nie może.

Tak krawiec kraje, jak mu materiału staje – mówi przysłowie, każdy żyje na takim poziomie

na jakim może żyć, tak było, jest i będzie, to się niestety nigdy nie zmieni.

Powinno się  jednakowoż uważać i usuwać wszelakie patologie, które powstają na wskutek

zwyczajnej ludzkiej chciwości, co często cechuje osoby postawione na tak zwanym świeczniku.

Nie jest wcale łatwo, wszyscy to doskonale wiedzą i niektórzy przyjmują tą prawdę na siebie i

próbują coś z nią zrobić, inni tylko narzekają.

Ale przychodzi taki moment, gdy mówimy dosyć, ruszamy do przodu i mam nadzieję,że temu

rządowi uda się wydobyć się z marazmu, w którym tkwimy już od wielu, wielu lat

DO PRZODU POLSKO !!!!!

P.S. ja nadal trzymam za obecny rząd kciuki.

 

UWAGA!!! OSZUSTWO !!!

 

Jak to dobrze, ze czytam internetowe niusy : wczoraj właśnie na jakimś portalu przeczytałam o

kłopotach starszych  osób, które nieświadomie i w sposób podstępny podpisują umowę z

TelePolską, która się podszywa pod popularna TPSA

Po przeczytaniu tego artykułu  szybciutko poszłam do mojego dokumentu, nie tak dawno mi

podstawionego przez kuriera i….kazało się, że też dałam się nikczemnie nabrać, też taką umowę

podpisałam no i teraz mam kłopoty.

Wygląda to tak : dzwonią z tej firmy, owszem przedstawiają się TelePolska, co brzmi dosyć

podobnie do Telekomunikacji Polskie SA  i pytają jaki płacę abonament, bo jest możliwość jego

obniżenia.

Ani jednego  nie ma w tym wytłumaczenia, że firma, z której dzwonią jest całkiem inną firmą, niż

ta, do której jesteśmy przyzwyczajeni, ba nawet proszą, żeby przygotować ostatni rachunek

telefoniczny, jaki płaciliśmy, co może przekonać nie jedną osobę, że wszystko jest ok.

A potem przychodzi kurier, skutecznie nadal mąci w głowie, ogląda ostatni rachunek telefoniczny,

coś tam u siebie w kajeciku niby zapisuje i…podsuwa umowę do podpisania, nadal nie tłumacząc,

że to jest całkiem inna firma, zbliżona ( dla niepoznaki)  nazwą do TPSA, nawet nie pozwala

dokładnie umowy przeczytać ( bo się oczywiście spieszy)..

TelePolska odczekuje obowiązkowe 10 dni, gdy od umowy można się jeszcze  odwołać i następnie

przesyła wiadomość do TPSA, że taka a taka to osoba właśnie zerwała z TPSA umowę i podpisała

nową umowę z Telekomunikacją Polską. Niby wszystko pod względem merytorycznym w porządku,

ale jakże nie całkiem legalną i na pewno nie uczciwą drogą jest to przeprowadzane, nie mówiąc

już, że jest to załatwiane poza plecami zainteresowanego.

Klient TelePolski dopiero po czasie może się przekonać, ze został oszukany, ale wtedy musi

płacić już karę za…zerwanie umowy, jeżeli chce wrócić do TPSA.

Ja rozumiem, powstała wielka konkurencja na rynku telefonicznym, ale dlaczego transakcje

z klientem są przeprowadzane  kręta drogą, wystarczy powiedzieć: jesteśmy nową firmą,

konkurującą z TPSA i mamy do zaproponowania Panu/Pani taką a taką ofertę, czy Pani

na to jest zdecydowana?

Kiedyś nadawałam na TPSA, teraz lecę na pocztę, aby napisać odwołanie do nowej umowy, bo

nawet jeżeli Telekomunikacja Polska miałaby rzeczywiście lepsze oferty niż TPSA, zostałam przez

nich potraktowana lekceważąco ( z trudem dowiedziałam się w jaki sposób mogę się od tej umowy

uwolnić) no i przede wszystkim zostałam przez nich oszukana, trudno takiej firmie zawierzyć.

Oczywiście najbardziej byłam wściekła na samą siebie, stara a głupia i naiwna.

Bo kto lubi, jak się go w bamboko robi, no kto?

Ile takich nieuczciwych firm jeszcze funkcjonuje i bogaci się przez naiwność innych ludzi.

Teraz na każdy miejski telefon, który do mnie zadzwoni, odpowiem NIE, ,anim ktokolwiek cokolwiek

mi zaproponują. A tych firm, które dzwonią i proponują jest coraz więcej, nawet nie sprawdzają

dokładnie, kto jest właścicielem danego numeru, maja stare dane, którymi się posługują.

Już wielokrotnie mnie ktoś pytał, czy rozmawia z panią Anną, co mnie wścieka, bo telefon

 już od kilu lat jest na mnie przepisany, wiem całkiem niegrzecznie odpowiadam NIE i odrzucam

dalszą rozmowę. Skoro pani lub pan chcą mnie do czegoś nowego przekonać, niech będą łaskawe

sprawdzić dane osoby, z którą chcą rozmawiać, tak wymaga grzeczność i fachowość firmy, która

do mnie telefonuje, inaczej mogę uznać, że jestem przez taka firmę lekceważona.

No dosyć ataków, teraz muszę zabrać się za to, co popsułam, czyli muszę gnać na pocztę,

aby wysłać listem poleconym i priorytetem  to odwołanie, dzisiaj ostatni dzień do odwołania,

podobno mają mi go uznać, gdy będzie odpowiednia data.

I jeszcze raz  przestroga !!! Ludzie uważajcie, co podpisujecie, bo na bazie naiwności

inne firmy oszukując wzbogacają  się czyimś kosztem!!!

 

Trup w szafie…..

czyli morderstwo w domowej spiżarni i  nie tylko….

Trup sypał się gęsto, no prawie gęsto, bo jeszcze ktoś by mnie o masowe morderstwa  oskarżył,

a i wróg znów tak licznie nie występował……..

Raid przeciw molom był czołową bronią przeciwpancerną, pomagało mu jeszcze mydło w kostkach

Dove umieszczone we wszystkich szufladach komody i….. już mi nic nie fruwa w pokoju.

A dokuczliwe były te małe istotki, ciągle latały mi prosto pod nosem, albo przed ekranem

telewizora.

Specjalne płatki  przeciw molom spożywczym zostały umieszczone również w mojej prywatnej,

podręcznej spiżarce, czyli we sprytnie schowanej szafce  w ścianie. To są właśnie uroki starego

budownictwa, szafka ukryta jest tuż koło okna, więc i zimą może służyć też jako pół – lodówka,

albo jako schowek na wszelkie mąki, makarony, kasze ( które mole wprost uwielbiają) i niejadalne

dla moli np sól i cukier.

No właśnie sól :  problem wielki ostatnich dni. Skandal z podróbką soli przemysłowej na

sól jadalną rozszerza coraz szersze kręgi. W  tej soli  przemysłowej,sprzedawanej wielu

zakładom przemysłowym, produkującym przede wszystkim żywność zawarte  są składniki tak

zwane kancerogenne, czyli powodujące choroby nowotworowe, czyli skandal, jak powiedziała mi

wczoraj oburzona moja koleżanka Ela, a ja i wielu innych Polaków zadziwia się, w jaki to sposób

przez tyle lat można było oszukiwać Polaków i nikt tym się wcześniej  nie zainteresował.

I nie zależnie od tego ile osób zostanie oskarżonych i postawionych przed sąd za ten

solny skandal, nigdy nie dowiemy się, w jakim stopniu każdy z nas został narażony na

niebezpieczeństwo, a ile osób zapłaci czyjąś niefrasobliwość, to delikatnie powiedziane,

ale czyjąś zachłanność na kasę, ciężką chorobą.

A może wśród tych chorych jest ktoś  z najbliższej rodziny takiego przestępcy ( bo to jest

przestępstwo na skalę krajową!!!) albo i sam taki zadowolony ze swojej kasy  twórca

narodowego horroru? Pewnie mając kasę odżywiał się głownie właśnie pysznymi, pełnymi

takiej soli wyrobami mięsnymi, albo rybnymi, chociaż mam pewne wątpliwości: kto bogaty,

ten zajada frykasy z zagranicznych półek, wolnych od przemysłowych zanieczyszczeń.

Biedak zajadał kiełbasę wrocławską, bogaty jakieś np hiszpańskie frykasy…..

Na koniec muszę dodać słowo o wczorajszym meczu: wbrew wielu malkontentom  mecz

Polska Portugalia odbył się na nowo otwartym narodowym stadionie, było one  całkiem

dobrze przygotowane i wytrzymało napór kibiców, więc pani Ministro (!!) Mucha nie musi

już wokół Narodowego biegać w kółko, no chyba, że dla zdrowotności.

Mecz nie zachwycił raczej kibiców, bo i też gra nie miała czym zachwycić i jeżeli miała to

być zapowiedź formy naszych piłkarzy (wyłączając może bramkarza), to raczej nie ma co

liczyć nawet  na wyjście z grupy, a co dopiero na coś więcej……..

Ale nie ma co narzekać, mamy przynajmniej wspaniały Stadion i trzeba przyznać, że

wczorajszy dzień pokazał, że pod względem organizacyjnym umiemy pokazać klasę, szkoda,

że nie w grze…….

P.S. no i niepostrzeżenie nadszedł miesiąc marzec, a co prawda w marcu jak w garncu, ale jakby

na niego nie patrzeć, jest już pierwszym wiosennym miesiącem,  co prawda wiosna przychodzi

dopiero pod koniec tego miesiąca, ale jednak przychodzi….Ona…..upragniona…. W I O S N A !!