Świętowanie – grilowanie

      

Wczorajszy dzionek rozpoczął się pięknym słonkiem i zapowiadał  się bardzo pięknie.

Nic więc dziwnego, że rodzinka zaplanowała na ten dzionek wielkie grilowanie.

Przyjechała siostra Jacka z mężem i dzieciaczkami, zostawili na trochę u nas zapasy- wiktuały

i wybrali się na rycerski piknik nieopodal Olkusza. Ale  skoro tylko tam dojechali, z nieba

zerwała się  burza i fontanna deszczu , przemokli do suchutkiej nitki ( ha ha ha na to

powiedział Jacek), więc czym prędzej zjechali do Modlnicy i grilowanie rozpoczęło się nieco

wcześniej, niż to plany przewidywały.

No właśnie, plany planami, a rzeczywistość……..niestety do nas burza też

dotarła, co  prawda nie taka groźna i ulewna, ale przyniosła znaczne ochłodzenie i porywisty

wiatr tak więc Jacek grilował sobie na tarasie, a my  biesiadowaliśmy przy otwartym oknie

na taras salonie. Potem jednakowoż wiatr nieco ucichł, zrobiło się ciut ciut cieplej, tak

więc rodzinka rozegrała mecz towarzyski w piłkę nożną Nawet i mi udał się jednego gola

do pustej o prawda bramki, ale jednak strzelić – HURRA!!!! GOL!!!!Ale był to bardzo udany

i dzionek i wieczór, bo przynajmniej nie musiałam siedzieć przed TV i słuchać, co Kaczorek

mądrego  powiedział na Jasnej Górze, gdzie znów zamiast święta ku czci Matki Boskiej

Królowej Polski odbył się wiec polityczny Jarosława Kaczyńskiego,

Że tez ręka  Boża nie ukarze go za takie świętokradztwo!!!!!

Noc tradycyjnie już jak na moim wyjeździe przeszła dosyć nieciekawie, bo pomimo, ze poszłam

spać o wpół do dwunastej w nocy, o czwartej trzydzieści  już nie spałam, przynajmniej

mogłam sobie ten poranny wpis dzisiaj zrobić,

A zresztą nie ma po co już kłaść się spać, bo dzisiaj ja mam dyżur w przychodni i niebawem

razem z Magdą tam pojedziemy, a potem znów na dwa dni wracam do Modlnicy.

Może tym razem pogoda dopisze, chociaż  niepokoją mnie te chmury na niebie.

Przez wszystkie słoneczne dni wybierałam się do Modlnicy i dojechałam prosto na burzę i brak

słonka, podobnie, jak wszystkie gorące dni w Krakowie przeżyłam bez zamówionego

wiatraczka, który pewnie przyjedzie w poniedziałek, gdy temperatura spadnie do 15 stopni.

JA TO MAM SZCZĘŚCIE CO???????