A ponieważ dzisiaj to jest TEN DZIEŃ, co najwyżej duże zdjęcie, a mało słów zamieszczam.
Bo i o czym pisać?
O polityce nie wypada, o pogodzie to banalne…. ( denerwuje mnie tylko ten znaczek deszczu i burzy na mapie pogody Krakowa)
Niewinne dzieciaczki dzisiaj po raz pierwszy z biciem serduszek przyjmą Komunię świętą, na pewno ten obraz pozostanie im na całe życie
Kiedyś, gdy już będą osobą w słusznym wieku, na pewno powrócą wspomnieniami do tego słonecznego dnia, gdy były bohaterami dnia, a cała rodzina wokoło nich się skupiała i z uśmiechem życzyła….no właśnie zastanawiałam się dzisiaj rano nad tym, czego tym dwóm moim dzieciaczkom życzyć? Można powiedzieć jakieś słowa pełne patosu, co mnie, jako seniorce rodu właściwie już wypada powiedzieć. Na przykład coś o Rodzinie, która jest taka ważna, czego może jeszcze do końca nie rozumieją, o wartościach, które dzisiaj nabierają całkiem innego kształtu, a które pozostaną w nich do końca życia…..
Tyle jeszcze można by dodać, ale czy dzisiaj dzieciaczki będą miały czas , aby to wszystko wysłuchać ze spokojem? Ale skąd, im się będzie spieszyło do innych dzieci, do innych atrakcji, zabiorą pewnie kopertę z ręki, kiwną mądrze główkami i…… już ich nie będzie. Taki jest przywilej dzieci Tylko my starsi siądziemy gdzieś za suto zastawionym stole i będziemy gadać, gadać, gadać, bo każdy będzie na szczęście czas, nigdzie nie będzie się spieszył….
Taka rodzinna impreza ma więc pozytywne działanie, tylko oczywiście nie dla dzieci, dla nich to będzie czas zabawy z rówieśnikami, mimo, że sukienka czy ubranko może się zabrudzić, ale to już problem rodziców, którzy przez cały biały tydzień ubranko w białości utrzymywać będą musiały.
Wciąż trwają dyskusję, czy wiek przyjmowania I-szej Komunii nie jest za wczesny, mimo, że teraz dzieci i tak rok później niż dawniej do niej przystępują.
A jaka to w sumie różnica 9 czy 10 lat ?, pewnie niewielka, przez ten rok dzieci nie przestają nadal być dziećmi i ich rozumowanie nadal jest dziecinne, co jest ich przywilejem i całe szczęście, że jest. To rodzice niejednokrotnie robią imprezy całkiem jak małe wesela, to my ciocie, babcie, już nie wspominając Chrzestnych wymyślamy wielkie i urozmaicone prezenty, dzieci tylko biernie tym wszystkim zabiegom się poddają.
Nie dziwie się wcale Rodzicom, że ulegają pokusie urządzania po komunijnej imprezy w lokalach, jest to co prawda kosztowne, ale jakie wygodne, nie trzeba robić wielkich zakupów , nie trzeba piec i gotować a potem zmywać i sprzątać po gościach, zresztą i tak i tak taka impreza kosztuje, tu dodatkowo nie trzeba ponosić dodatkowych trudów, impreza trwa 2-3 godziny i każdy potem wraca do swojego spokojnego i wysprzątanego domu i może wypocząć i nie nie koniecznie jeszcze musi dodatkowo skakać przez całe popołudnie i wieczór przy namolnej cioci czy babci : a napiłabym się jeszcze herbatki, a może jeszcze poproszę o kawusię, a ten śledzik był taki pyszny, jeszcze bym coś przekąsiła, czy został jeszcze kawałek tego pysznego torciku??………
Tu przypominam sobie historie przed laty, gdy zmęczona już przygotowaniami do I-szej komunii Maćka moja siostra poszła koło północy spać, a my z sąsiadką, panią Marią, do białego rana przysmaczałyśmy sałatki, układały półmiski i zastawę na stole, a gdy już po kościelnej uroczystości przyszli goście nie wytrzymałam zmęczenia i poszłam normalnie się przespać do swojego pokoju. Na szczęście to nie był mój syn wtedy bohaterem dnia i na takie ciche umknięcie z imprezy mogłam sobie pozwolić, moja siostra, a jego mama czyniła wtedy honory gospodyni domu. Teraz jest inaczej, mama dziecka nie musi już borykać się tymi problemami i może spokojnie pełnić honory rodziny,
Co do prezentów….. no cóż, dawniej dziecku radość przynosił zegarek na rękę, na ogół pierwszy zresztą w życiu, dzisiaj są już inne mody na prezenty:
w zależności od zasobności kieszeni bywają to laptopy, aparaty cyfrowe ( hmm, a gdzie te dawne czasy z „Zorkami”??) , podobno nawet i kłady,a w przyszłości pewnie będą to auta, a może i prywatne samoloty, kto wie? Podobno w tym roku hitem prezentów komunijnych jest…… jeż kalifornijski, ale wyobrażam sobie minę Basi, czy Elżbiety, gdyby Weronika, czy Leon takiego jeża od Cioci by dostali.Zresztą obydwoje już mają inne zwierzątka w domu, bądź to szczura, bądź to kota i jeż nie byłby wcale mile widzianym prezentem, więc pozostanę przy tradycyjnej kopercie i okazjonalnej czekoladzie.
No to pomalutku zbieram się do stosownych przygotowań, a wszystkim życzę miłej niedzieli.
Miało być mało słów, a i tak wyszła niezła epopeja, hi, hi
P.S. Wczoraj Pan Józio zmienił mi wygląd blogu, a dokładnie zmienił sposób wpisu, myślę, że jest teraz lepiej, prawda?
