małe polityczne rozważenia: kto nie chce, niech nie czyta !!!

                     

Dzisiaj przeczytałam ciekawy artykuł pani  Katarzyny Zalewskiej – Kolendy. Gdzie?  oczywiście tzw Gadzinówce, czyli znienawidzonej przez Pis Gazecie Wyborczej.
No, ale skoro jedni nie cierpią Naszego Dziennika, gdzie cała  prawda spływa wprost rwącymi strumieniami, są tacy, którzy w kłamstwa ( same kłamstwa) Gazety Wyborczej też wierzyć nie będą i już!.
No ale wróćmy do pani Katarzyny – tytuł jej artykułu to ” Tak zostaliśmy zaczadzeni, że nie odróżniamy normalności od paranoi.”
I jest to prawda, zostaliśmy zaczadzeni tym, co rano pan prezes łaskaw jest do tłumu powiedzieć i przemyślenia mądre maluczkim przekazać.

„”Kaczyński i jego giermkowie nauczyli nas – a my wszyscy się poddaliśmy – że wszystko, co powie, jest na wagę złota” – pisze Kolenda-Zaleska. Według dziennikarki, jeśli słów prezesa PiS nie przyjmie się z odpowiednią pokorą i powagą, to jest się sklasyfikowanym jako zdrajca. Nazywa to emocjonalnym szantażem, któremu czas powiedzieć „stop”.

Tylko kto się ośmieli to STOP powiedzieć? Nawet  sama pani Kolenda Zalewska przyznaje ze skruchą, że też niejednokrotnie zaczadzeniu uległa, teraz tak jakby nieco troszkę się z tego stanu ducha otrząsnęła, ale czy na pewno jest na tyle silna, aby się przeciwstawić samemu GURU?
Jest co prawda jedna, najlepsza zresztą chyba metoda, po prostu  ignorować wszystkie prezesowe i pisowskie przemówienia ( zresztą ta reszta pisowskiej  rzeszy i tak mówi dokładnie to wszystko, co ich przywódca gada). Po prostu nie latać z tymi mikrofonami za prezesem i resztą jego świty i nie nagrywać, tylko…. no właśnie, co wtedy wszelakie dzienniki w TV będą pokazywać, co wszelkie gazety będą pisać? Z tej politycznej posuchy możnaby nawet dziennikarskie stanowisko utracić, bo z kolei premier i jego świta nabrali wody w usta i nic nie chcą powiedzieć, no chyba, że go któryś z dziennikarzy czy dziennikarek  nieco podjudzi i wtedy może mu ( a raczej jej) udać się publikę  przekonać, że to był napad czynny przez polityka na Bogu winną dziennikarkę przeprowadzony.
A odnoszę wrażenie ( nie tylko zresztą i ja), że Kaczynski i pisowcy należą do grupy tych, którzy uznają zasadę ” niech mówią o mnie ( o nas) nawet źle, ale niech mówią i dlatego z wielką przyjemnością plotą androny, patrząc jak innych w nerwy wprowadzają. Ba, nawet chyba ostatnio zrobili konkurs na największego piewcę pisowkiej głupoty, bezsprzecznie wygrał ją Jan Tomaszewski, niestety ze względów technicznych na miesiąc od piersi prezesa musiał być odsunięty – oficjalnie, bo nieoficjalnie na pewno nadal pierś ową ssie i mleko pisowskiej ” mądrości” z niej wysysa, no bo ile tej pisowskiej mądrości trzeba od Guru pozyskać, by potem samemu na totalną głupotę ją przerobić. No i siedzi taka pisowska pszczółka ( truteń??) i tą Kaczyńską papkę przerabia na słowa politycznej miłości i prawdy . A miesiąc bez prezesa, to miesiąc stracony, więc gdzieś tam w cieniu przed ogółem plącze się pan Janek i uszy nadstawia, aby po banicji znów mógł słowa prawdy wszem i wobec głosić.Zresztą czas szybko mu zleci, bo teraz i tak czas Euro już nastaje i każdy raczej będzie się w rozgrywkach zatracał, a nie w słowach politycznej paplaniny. A babcie moherówki przez ten czas będą mogły nowe bereciki dziergać, aby gdy nastanie stosowny czas, mogły w nowym umundurowaniu w szeregu stanąć i bronić racji Prawdziwych Polaków do krwi ostatniej, żadna zima w nowym moherowym bereciku nie będzie im już straszna.
Jeżeli ktoś  teraz mi zarzuci, że mój wpis jest wyrazem nienawiści jest w błędzie, to wynika tylko z mojej troski o biedne, starsze już panie, które nic innego nie mają do roboty niż wierne  służenie jedynej słusznej racji stanu, dawniej latały do kościółka na różaniec, teraz prezes dał im szansę krzewienia swojej wiary  w procesjach na ulicach Warszawy, co prawda tylko raz w miesiącu ( a może i to da się zmienić), ale niech chociaż i raz w miesiącu cały świat wysłucha słów Ewangelii wg Jarosława –  Zbawcy i do serca te słowa sobie przybierze.

I to by było na tyle na  dzisiaj.