przebój tygodnia ( piłkarskiego)

 

                    

Dzisiaj w Onecie przeczytałam wiadomość , że Jarosław Kaczynski urządzi dzisiaj konferencje prasową, na której poda trzy kroki, aby uzdrowić…… tak, tak,  to oczywista oczywistość, że w trakcie Euro można uzdrowić tylko piłkę nożną.
Ciekawe, jak ten człowiek. który nigdy nóżką piłki nawet nie kopnął i nawet  pewnie nie wie co to jest spalony i aut, podejmie odpowiednie kroki, aby nasza drużyna piłkarska była zdrowa, prężna i co najmniej Mundial następny wygrała A kto to wie najlepiej? Oczywiście nasz ukochany Ojciec Narodu, Zbawca Polski, najlepszy piłkarz we wszechświecie najwspanialszy trener  i najlepszy znawca wszystkiego co nas otacza…
No to pojechał tym razem Kaczor po bandzie, nie da się ukryć.
Cóż, trzeba przyznać, że Kaczynski kocha swój naród rozbawić, wystarczy przeczytać tylko komentarze pod tym artykułem, wszyscy ze śmiechu kulają się po kątach i podziwiają Wielkość Wielkiego MISTRZA!!!
Bo na uzdrowienie piłki nożnej do tej pory nikt nie znalazł lekarstwa, no oczywiście z wyjątkiem J.K.

HURRRA!!! nareszcie w Polsce znów się robi „normalnie”, chociaż Euro de facto jeszcze trwa, strach pomyśleć, co jeszcze nasz Wielki Mistrz wymyśli, gdy Euro dobiegnie końca? No tak, w sumie przez ostatnie 2 tygodnie miał sporo czasu do rozmyślań, siedząc na foteliku i głaskając kotka pod włos, bo media do głosu jakoś ostatnio go nie dopuszczały, były ważniejsze przecież sprawy, więc nasz Ukochany Wódz siedział sobie i myślał…myślał….myślał… i takie kocie i kacze  myśli do głowy mu przychodziły. Teraz się otrząsnął, powiedział, dosyć, muszę zacząć działać, bo inaczej Polska całkowicie upadnie , w domyśle czytaj PZPN upadnie. Stąd ta jego  gwałtowna decyzja. A ty marna istoto otwórz odpowiedni kanał TV i z nabożeństwem wysłuchaj, co Guru ma do powiedzenia i się ucz, bo tępy jesteś  jak nie wiedzieć co i o piłce nożnej i okolicach związku piłki nożnej nie masz żadnego, najmniejszego nawet  pojęcia.

Polskę dopadły teraz wielkie upały, rozpalające nasze umysły, szczególnie zagrożone są osoby starsze ( czy ja tez do nich też się zaliczam??), więc karetki szaleją, jeżdżą na pełnym gazie, na pełnym głosie wyjącej syreny, Na szczęście nasze piłkarskie, wysoko postawione emocje już się ukróciły, może to i dla nas lepiej, bo mieszanka upałów i emocji meczowych dla wielu byłaby nie do wytrzymania. A ja na szczęście mam włączony mój wiatraczek, który już teraz miele tylko to gorące powietrze, ale robi trochę wiatru przynajmniej i jest nieco lżej.A Euro owszem, oglądam, na szczęście na mniejszych emocjach, chociaż wczoraj miałam dylemat komu kibicować, czy Hiszpanom, czy Chorwacji, która w końcu przegrała, ale miała bardzo dobry mecz. No ale tak już w piłce nożnej jest: jeden zespół wygrywa, a drugi przegrywa.
Ale kto wie, kto wie, może i tu Guru ma jakąś dobrą receptę jak to uzdrowić  i okaże się, że wszystkie drużyny wygrały Euro??? Wszystkie  piłkarskie  drużyny zostały Mistrzem Europy, a nad nimi będzie królował Wielki Mistrz Jarosław. Mistrz nad wszystkimi Mistrzami, Zbawca Europy ( Zbawcą świata zostanie dopiero przy okazji nadchodzącego Mundialu), NAJLEPSZY ZNAWCA PIŁKI NOŻNEJ!!!!!

i znów od początku ło ło ło…..

 

 

Zaczął się nowy tydzień, pracujący tydzień, za nami feta i radość, za nami łzy i gorycz przegranej, a Euro nadal trwa.
Na razie dla mnie zainteresowanie meczami nieco zelżało, pewno oglądnę jeszcze ćwierćfinał i finał, a może nie.
Jednak troszkę boli…..Ale nie jest źle, przez ostatnie dni Polska żyła całkiem innym rytmem, pokazała, że może być pogodna, wesoła, daleka od nienawiści. Nawet brat, z którym dopiero co przegraliśmy mecz nie został naszym wrogiem, razem z Czechem Polak wypił kufel piwa i serdecznie się uścisnął.Czy to jest dziwne? Nie, wcale nie, nikt nam nie każe pielęgnować w sobie złych, czy wrogich odczuć, powinniśmy być otwarci na świat, a takie imprezy jak Euro, czy nadchodząca niebawem Olimpiada sprzyja pozytywnym spojrzeniom na siebie, na świat. I oby to pozostało, bo jad nienawiści tak szeroko w Polsce ostatnio szerzony już mierzi. A przez Euro podnieśliśmy trochę głowę do góry i zobaczyliśmy, że istnieje coś więcej niż nasz zaściankowy świat, ze świeci słońce, że zbliżają się wakacje…… nie jest źle

I tym przesłaniem rozpoczynamy dzisiejszy dzionek, podobno bardzo słoneczny i gorący, takie też i mają być dni następne, też gorące, ale jakoś to przeżyjemy, chociaż przyjemniej byłoby siedzieć gdzieś nad rzeczką, czy jeziorem,  na słomkowym foteliku, z parasolem nad głową i popijać zimny drink z lodem – ale się rozmarzyłam, a tu za niedługo do pracy trzeba iść, gdzie ewentualnie ( gdy będę miała chwilkę czasu) można kawy się napić, a z zimnych napojów wodę z Daru Natury,

No to powodzenia

o czym tu dzisiaj pisać?

    

A może to był tylko zły sen, może okaże się, że to dzisiaj jest sobota i mecz dopiero przed nami??
Żarty, rozgrywki w Euro już za nami, nasza drużyna nie potrafiła podjąć się trudów rozgrywek, wyraźnie złą kondycją , która starczała im tylko na około 20 minut przegrywali, Trudno. Tak się stało, jak się miało stać, wszak krawiec tak kraje, jak mu materiału staje. Widać nasz piłkarski materiał jest bardzo cieniutki i szybko się pruje.
I nie mnie przypada ocena pracy trenera Smudy, na pewno się starał, a że mu nie wyszło??  Fakt, mało mamy naprawdę dobrych piłkarzy, ci lepsi grają w zagranicznych klubach, może za mało mieli czasu na dobre zgranie się drużyny?
Fakt, w takich meczach dużą rolę odgrywa też i szczęście, ale nie czarujmy się, jednak drużyna czeska była od nas o niebo lepsza, może na początku grali nieco asekuracyjnie, ale w dalszej części pierwszej połowy potrafili opanować  ataki Polaków, potem już się całkowicie rozkręcili, szczególnie takim uderzeniem dla nich była wiadomość, że Grecy wygrywają z Rosjanami ( a to już dla mnie całkowite kuriozum) i rozwinęli swoje skrzydła…….. wyszło im to na dobre, mimo, że mało kto dawał im szansę na wyjście z grupy, jednak to oni zagrają razem z Grecją w ćwierćfinale.
Ale święto piłki jeszcze trwa, nadal pozostajemy współgospodarzami tej pięknej młodzieżowej  imprezy i musimy się jakoś otrząsnąć i nadal pozostawać dobrymi gospodarzami, nie możemy teraz pokazać, że Euro nas już nie interesuje.
Jak już pisałam, na pewno niektórym politykom takie rozwiązanie całkiem się podoba, mają teraz satysfakcję, że Tusk przegrał ( a niby dlaczego Tusk ???)
i na pewno w najbliższym czasie wykorzystają ten fakt w swoich rozgrywkach: uderzą z całą siłą, ze wzmożoną wściekłością, aby odbić sobie ten czas, gdy musieli się na chwilę w cień polityczny schować, bo nikt nie interesował się polityką, oczy wszystkich były skierowane na Euro. Teraz będą  mieli szansę tę polską  klęskę wykorzystać, by uderzyć po raz kolejny w rząd. Słyszę te krytyczne słowa, po co tyle stadionów wybudowano, kto teraz za nie będzie płacił itd, co niestety w symbiozie z wizją nadchodzącej następnej fali kryzysu gospodarczego może  różnie zaowocować. Ale poczekajmy, zobaczymy, co dalej będzie, nie dajmy się zwariować kolejnym próbom wybuchu polskiego oszołomstwa.

A ja na przekór złemu losowi zamieszczam dzisiaj kwiatki z dedykacją dla naszych piłkarzy.
Chłopaki, po prostu wam się nie udało, chociaż chcieliście na pewno wygrać.

WYGRALI PO PROSTU LEPSI !!!

Życzę miłej i słonecznej niedzieli

netowe wspomnienie

 

 

Wczoraj w gazecie ” Z życia wzięte” przeczytałam ciekawy artykuł pewnej lekko ponad sześćdziesiątkę pani ( co ci przypomina, co ci przypomina…) w którym wspomina jak stała się  czynną  blogerką. Wcześnie zawsze zapisywała swoje spostrzeżenia w brulionie, z czasem z braku czasu zaprzestała, oddając się życiu rodzinnemu, ale gdy dzieci odfrunęły do własnych gniazd, a mąż niestety zachorował i umarł nagle poczuła, że ma za wiele czasu, z którym nie wiadomo co robić. W sukurs przyszły jej dzieci, który kupiły jej komputer i wnuki, które uczyły ją serfowania po internecie. Dalej poszło już łatwo, jeden z jej wyników, który dowiedział się, że babcia ma zapisane bruliony wspomnień namówił ja na pisanie takowych w blogu, który jej założył. I odtąd „babcia” pełna werwy zaczęła blogować – wpisywała tam swoje obecne i z poprzednich lat  spostrzeżenie – nawet nie spodziewała się, że tak szybko odnajdzie w swoim blogu tyle wiernych czytelników, którzy komentarzami zachęcali ją do dalszych wpisów.

A jak było ze mną? trochę podobnie, tylko, że ja zaczęłam serfować nieco wcześniej. Właściwie namówiła mnie na to Agnieszka, żona mojego bratanka Michała, mianowicie namówiła mnie na wspólne kursy internetowe, Kursy trwały niedługo, bo tylko kilka tygodni,ale tam dostałam podstawy netowskich umiejętności. Oczywiście nie miałam wtedy własnego komputera, więc kiedyś z kolegą poszłam do kawiarenki internetowej mieszczącej się  na  krakowskim Rynku. Pamiętam, jaka wtedy byłam zdenerwowana, gdy usiadłam przed komputerem, włączyłam internet i…… właściwie nie wiedziałam co dalej mam zrobić, czego właściwie mam tam szukać. Więc naprzód kolega kazał mi w goglach wpisać własne nazwisko i okazało się, że nagle pokazało się wiele linków- odnośników do mojego nazwiska, część zresztą związana z osobami całkiem mi bliskimi. Czytałam wszystko z zapartym tchem, Potem kolega pokazał mi jak można wejść na czat, aby sobie z ludźmi porozmawiać – mój pierwszy pokój czatowy umieszczony był na Onecie, dopiero z czasem przeniosłam się na Polchat, gdzie poznałam wiele serdecznych i bliskich memu sercu osób, wtedy rozmawiałam jeszcze z internetowych kawiarenek, z czasem dorobiłam się własnego komputera i własnego internetu w domu i odtąd czatowanie stało się moją pasją. Miło było wchodzić do pokoju, gdzie wszyscy witali mnie internetowym uśmiechem : witaj Ewelinko, bo takiego  właśnie nicku wtedy używałam. Z czasem te internetowe znajomości przemieniane były na  znajomości realne, urządzane były różne netowe spotkania urządzane w jakimś wynajętym na tą okoliczność lokalu, na których zawsze były serdeczne nastroje. Również i ja z trzema koleżankami urządzałyśmy dwukrotnie wspaniałe krakowskie spotkania, wcześniej opracowywałyśmy szczegółowo oprawę artystyczną takiego spotkania, różne konkursy, zabawy, wszystko to było mile przez naszych gości przyjmowane. Szczególnie z pamięci zapadły mi te nasze  nocne śpiewy przy głosie gitary, na której grał jeden z naszych kolegów w ogródku kawiarnianym na Rynku w Krakowie. Wyobrażacie to sobie: grupka ludzi ( no już nie pierwszej młodości, ale bardzo wesołych, szczególnie po piwku, a wcześniej i innych napitkach, ale nie, nikt pijany nie był, każdy był tylko wesoły, szczęśliwy), pięknie  oświetlony nocny Rynek, rozmowy, śmiechy, nawet czasem i tany na bosaka, bo po tanach w lokalu już nogi bolały…… aż łezka w moim oku się kręci.
I tak leciały lata rozmów na necie, niestety, jak to w życiu  bywa, niektórych naszych polsatowskich przyjaciół ubywało 😦 Tu muszę wspomnieć Stanna, który był bardzo wielkim przeciwnikiem czatowskich głupich rozmów i zawsze nas napominał i na poprawne strony nas skierowywał, przyznam, był okres, gdy go nie lubiłam, szczególnie, że dosyć często skierowywał do mnie swoje złostliwostki, ale z czasem, gdy lepiej się poznaliśmy ( nigdy nie poznałam go osobiście) nasze stosunku stały się poprawniejsze. Z bólem przyjęłam wiadomość o jego chorobie i potem o jego śmierci.Tu muszę  wspomnieć moich dwóch przyjaciół  Joli ( marzeniee) i Marka ( typka), wspaniali i bardzo ciepli, zawsze z sercem na dłoni, zawsze służący dobrą radą. Nigdy nie zapomnę, gdy Jola podczas moich odwiedzin u niej piekła dla mnie specjalny chleb (byłam wtedy na diecie optymalnej), to był naprawdę bardzo miły czas. Po wizycie u Joli odwiedziłam też i Urszulę ( Usię)a potem właśnie w powrotnej drodze zahaczyłam o Gliwice, gdzie odwiedziłam Danę ( jarzębinę) i typka. Wiadomość o ciężkiej  chorobie marzeniee i typka były dla mnie ciosem, odeszli od nas w ciągu kilku dni po sobie. I wtedy coś chyba we mnie się złamało, to już nie był ten sam czat, pomału zaczęłam od nich odchodzić, rzuciłam się w wir gier, szczególnie kilka następnych lat zjadłam na plemionach, ale i tu kiedyś doszłam do wniosku, że wielką głupotą jest zarywać noce tylko dlatego, żeby atakować „wroga”, lub przed nim się bronić.
Przeniosłam się na gry na Facebooku, przynajmniej tu coś ciekawego buduję, tworzę wielkie miasta, pełne budynków mieszkalnych i użytkowych. Co mi to daje? – ano nic specjalnego,  to tylko taka lekka odskocznia od rzeczywistości, ale przynajmniej wiem, że gdy wejdę do swojego miasta nie znajdę go na przykład zburzonego, tak jak to było na plemionach, wiec stresy z grą związane ograniczyłam praktycznie do zera.
A mój blog? O nim wspomnę za kilka dni, bowiem za 6 dni będę już miała ósmą rocznicę, gdy go piszę. Była co prawda jakaś tam przerwa…ale

A dzisiaj dla Polski ważny meczowy dzień : dzisiaj gramy z Czechami i serce moje dyktuje mi wynik 2:1 albo 3:1 dla Polski, chociaż rozum mówi, że nie koniecznie tak musi być. Ano, pożyjemy, zobaczymy.

ALE POLSCE ŻYCZĘ DZISIAJ ZWYCIĘSTWA !!!

Trzymajcie kciuki.

P.S. ja w szaleńczych młodzieńczych latach też jak ta blogerka z gazety  pisałam i wiersze i prozę, ale niestety wszystko to gdzieś w niebycie się pogrążyło……

Palermo, czyli powrót do przeszłości

 

Nie wiem, czy ktoś ze starszych nieco czytelników pamięta wspaniałą pralinkę ( ciastko?)  Palermo?
Jet to orzech zamaczany w skrystalizowanym  orzechowym syropie – niebo w gębie. Ten przysmak przypomina mi czas mojego dzieciństwa, gdy takie Palermo można było kupić w cukierni, mój Tata kupował go dla mnie, a moja gębusia uśmiechała się  ze szczęścia wtedy od ucha do ucha. Przez długie ponad 50 lat nie spotkałam się z tym smakołykiem, aż nagle……..wczoraj po wizycie u fryzjerki wstąpiłam do Koktajl Baru na kawę i…………. w moje oczy rzuciło się właśnie leżące na spodeczku, w papierowej ( jak ongiś) karbowanej miseczce zapomniane, a tak uwielbiane przez zemnie  to moje dziecinne marzenie.
Czy mogłam się więc oprzeć pokusie? W żadnym wypadku!!!! ( na wszelki wypadek jutro rano nie dokonam pomiaru cukru).
Przysięgam,  to był ten sam smak, jaki z dziecinnych lat pamiętam. Wzruszyłam się bardzo, oczywiście myślałam o moim Tacie, o moim szczęśliwym dzieciństwie i o tym, co już przeminęło. Poczułam się, jakbym dostała nagrodę z nieba za ten smutny, kilka dni temu dokonany wpis, w którym wspominałam samotność po odejściu Rodzeństwa i Rodziców. Na osłodę dostałam Palermo, tak jakby mój Tata mówił : nie martw się, jesteśmy daleko, ale o Tobie wszyscy pamiętamy. Nie jesteś sama!!!!!!
Oczywiście nie omieszkałam podzielić się z panią wiadomością, że palermo było pyszne, takie jak przed wielu laty jadłam ( ze wzruszenia nawet tych lat nie udało mi się dobrze policzyć) i dostałam od pani odpowiedź ” już wiele osób tu przychodzących mówiło podobnie jak pani „.
Czyli nie tylko mnie ta słodycz przynosiła miłe wspomnienia……………
I  co ciekawe, szukałam w goglach wiadomości o tym smakołyku  i znalazłam…ale jednak z wielkim trudem.
Ba, nawet znalazłam przepis na jego wykonanie, gdyby ktoś był chętny…….

Składniki:

500 g mielonych orzechów włoskich
500 g cukru pudru
50 g drobno posiekanej skórki pomarańczowej w cukrze
50 ml brandy
50 ml spirytusu
orzechy do ozdoby

polewa:
100 g cukru
kilka łyżek wody

Wykonanie:

  1. Wszystkie składniki przełożyć do miski i dobrze wymieszać. I to właściwie koniec przepisu 😉
  2. Z masy formować kulki, ja robiłam takie na około 3-4 cm średnicy. Kulki lekko spłaszczać, ozdabiać orzeszkiem i wbić w każdą kulkę wykałaczkę. Odstawić na noc lub przynajmniej kilka godzin.
  3. Następnego dnia: rozpuścić cukier z wodą (powinno jej być tyle, by cukier nią nasiąkł) i gotować do uzyskania syropu. I tu jest właśnie to „ale”. Oryginalny przepis zatrzymuje się w tym momencie, ja zaufałam jemu, zamiast własnemu doświadczeniu (co zawsze, zawsze, się źle kończy) i dlatego moje kulki są matowe, a nie piękne i błyszczące. Jeśli mają być błyszczące, gotujcie syrop tak długo, aż przestanie gwałtownie bulkać. Jeśli zacznie się karmelizować, to znaczy, że właśnie przegapiliście właściwy moment, ale to nic, bo to i tak lepiej, niż w ten sposób, w który ja zrobiłam.
  4. Syrop zdjąć z ognia i maczać w nim palermo tak, by całe pokryło się polewą. Odkładać na pergamin i wyjmować wykałaczkę. Jeśli syrop zacznie za bardzo się ciągnąć (w postaci cukrowych nitek), należy go podgrzać.
  5. Wersja bardzo łatwa (zamiast cukrowej polewy): zróbcie trochę mniejsze kulki i obtoczcie je w kakao, cukrze pudrze albo polejcie czekoladą.
  6. Zrobiłam z połowy porcji, wszyły mi 22 kulki.

 Koniec  przepisu a ja już wiem, kto taki przepis wykorzysta, chyba Elusia, która uwielbia takie różne „dziwne” przysmaki wykorzystywać 🙂

Dzisiaj nietypowy ( dla mnie) wpis, brak w nim słowa o polityce, ale muszę się troszkę  odreagować, bo to co czytam na różnych forach przyprawia mnie o palpitację serca.Szczególnie, gdy przeglądam stronę „Rzepy” czyli Rzeczpospolitej, tam absolutnie obiektywni redaktorzy zawsze krytykują to co peowskie, nie znajdują żadnej dobrej idei w jakichkolwiek rządowych działaniach, co ciekawsze oskarżając dziennikarzy z innych gazet o brak obiektywizmu.
No cóż, tu działa stara zasada: punkt widzenia zależy od miejsca zasiedzenia. I chociaż niektórzy co bardziej zapalczywi w krytyce redaktorzy z Rzepy zasadniczo odeszli, teraz obsmarowują rząd w innej prawicowej gazecie Uważam rze i mają się wspaniale, ciekawe, na ile ta gazeta jest wspierana finansowo przez jedną słuszną partię prawdziwych polskich patriotów?

Po wczorajszej wielkiej ulewie w Krakowie ( jak tak może beznadziejnie lać przez calutki dzień?) wstał dzionek z przemykającym zza chmurek słonkiem, może później zrobi się też i cieplej?

A ja dzisiaj idę robić zdjęcia małych, dziecinnych  kręgosłupów dla mojego ulubionego pana doktora…….

 



taki jeden…..

    

 

Taki jeden mądrala z Pisu oczywiście, bo jakże inaczej, w dodatku siedzący na państwowym stołku, albowiem jest on radnym miasta Warszawa ( nomen omen), niejaki Maciej  Maciejowski napisał na swoim blogu: Honoru Polski musieli bronić „kibole”. Brawo dla nich! Nie dajmy sobie pluć w twarz . A dalej myśl swoja rozwinął w owy sposób :„Żałuję, że Policja nie zabroniła marszu Rosjan i honoru Polski musieli bronić „kibole”. Brawo dla nich! Nie dajmy sobie pluć w twarz” -, czy trzeba cos jeszcze dodawać?

Trzeba! Nie tak chyba rozumiemy słowo honor, jak ów radny!!!!, nie możemy zapominać kim są kibole. To są  takie osobniki ( specjalnie nie piszę ludzie), które za pieniądze  zrobią wszystko co im każą, nawet gdyby miało to być morderstwo własnej matki. Oni nie znają uczuć, tym bardziej dla nich słowo patriotyzm jest obcy, mogą więc śmiało być wykorzystywani jako  oręż do walki, której i tak nie rozumieją. Oni działają na zasadzie cyborga, każą tak, więc tak robię, byle zdobyć kasę na jakieś tam narkotyki, alkohol itp. Szkoda, że tak niskie pobudki są tak często wykorzystywane przez jedną partię, która w dodatku wskazuje na  siebie jako  na wzór prawdziwego patriotyzmu. Kiedyś Kaczyński powiedział : oni stali tam, gdzie stało ZOMO, dzisiaj mogę powiedzieć o partii Kaczyńskiego : oni stoją tam, gdzie stoją kibole!!!!!
A może właśnie to dobrze, że ta sprawa pana radnego została tak nagłośniona?, może nawet do niektórych zapisiałych mózgów dotrze właśnie wiadomość, że partia, którą tak hołubią jest zła, ma złe podstawy istnienia, wyznaje złą ideologię, jest wroga dla własnego państwa? Może zrozumieją, że nie warto popierać partii, która wnosi do polskiej sprawy tylko zamęt i wrogość, nienawiść? – to na pewno nie scala wszystkich Polaków, to jest tylko podstawa do tworzenia coraz większej przepaści między Polakami i dziwne jest w tym to, że taką postawę kreuje radny miasta, ten, który powinien być był zaangażowany w to, żeby  cała impreza w stolicy przechodziła spokojnie, w końcu za to przecież dostaje społeczne pieniądze.

WSTYD PANIE radny, wstyd przynosi pan stanowisku, którą pan piastuje, gdyby pan posiadał jakikolwiek honor, powinien pan sam podać się do dymisji

Tylko który pisowiec posiada coś takiego jak honor??????
Dla chęci utrzymania się na stanowisku nawet diabła całował by po rękach i własną dusze mu zaprzedał.

Drugi „mądry pisowiec” Błaszczak usiłował udowodnić, że winę za te zamieszki ponosi oczywiscie rząd i premier Tusk, a jakże by inaczej mógł gadać następny nadęty bufon , który pobiera też pensje opłacaną z naszych kieszeni, a franzoli  teraz głupoty. Zapomniał, która to gazeta głosiła hasła ” moskala bij, bij, bij”, zapomniał, kto nachalnie zaczepia naszych  zagranicznych gości z napisem „zabili nam prezydenta – pomóż ” i wieloma jeszcze innymi hasłami. które wzbudzają nienawiść do naszych wschodnich sąsiadów??????
A oni przyjechali po prostu pograć z nami w piłkę nożną, a ich kibice przyjechali sekundować swoim piłkarzom, to nie ma nic wspólnego z polityką, którą koniecznie chcą krzewić podczas Euro – 2012  przepełnienie nienawiścią wyznawcy sekty pis.
Tak, świadomie napisałam sekty, bo niestety pisowców trudno nazywać teraz partią, skoro ich ideą jest burzenie a nie odnowa. Dla swoich partykularnych interesów  ( dorwanie się do władzy) wykorzystują  antypolskie hasła, pokazują, że  nasz kraj jest zacofany, skostniały, nie godny zaufania, stara się skłócić nas z naszymi sąsiadami, to nie jest na pewno dobra polityka.
I albo ta „partia” zmieni całkowicie swój wizerunek, w co nie wierzę, przynajmniej gdy na jej czele pozostanie „skrzywdzony przez cały świat”  Jarosław Kaczyński, albo po prostu powinni całkowicie  zniknąć z  politycznej powierzchni.

Brońmy naszej racji stanu, ale  nie hasłami przepełnionymi nienawiścią, ale mądrze prowadzoną polityką, tak krajową jak i zagraniczną.
Nie jesteśmy pępkiem świata, nie jesteśmy też  wielkim mocarstwem, które może sobie na wiele pozwolić, jesteśmy  tylko cząstką naszej Europy i musimy czuć się w niej pewnie i zauważalnie. A obecna polityka partii pis raczej temu nie sprzyja, wręcz  nas od tego odsuwa.

Eeeeeee

   

A mogło być tak pięknie! a było tylko 1:1. ( ha ha, a dla kogo??).
To i tak lepiej niż to, co przewidywałam, na szczęście moje gdybanie nie spełniło się.
Bardzo dobrze, że nie spełniły się jeszcze inne przewidywania, co prawda doszło do rozróbek naszych pseudo kibiców, czyli tzw kiboli, którzy zaatakowali rosyjskich kibiców, ale i  niektórzy rosyjscy kibice nie byli  wcale wiele dłużni. Po prostu wstyd na cały świat, jako, że mecz ( i zachowanie przed i po ) oglądał cały świat, nie, nie ma w tym przesady, dziennikarze dokładnie z krajów nam odległych, nawet pozaeuropejskich ten mecz i wszystkie okoliczności pilnie relacjonowali. No, ale dla małego chociaż  wytłumaczenia, kiboli – awanturników jest też i w całym świecie wiele, na zasadzie każda okazja do rozróby jest dobra. Za to pochwalić muszę (?) doskonałe przygotowanie ochrony meczu, policjanci spełnili swoje zadania, byli tam gdzie trzeba było być i reagowali tak jak powinni reagować ( mówię o tych wykorzystanych w odpowiednim momencie armatek, czy kulek gumowych), tak, że na szczęście wszystkie rozruchy były na czas rozgramiane i nie rozszerzały się na cała stolicę, chociaż były  punkty zapalne w wielu różnych jej miejscach.

Zastanawia mnie tylko ten wszechobecny entuzjazm, jaki ogarnął Polaków po tym meczu. Bardzo dobrze, że pokazała nasza drużyna, że nie boi się przeciwników, ale po wczorajszym meczu mam pewien niedosyt: gdyby to była wygrana np 2:1 albo jeszcze większa, np 4:1, rzeczywiscie moglibyśmy być dumni z naszej drużyny, mogłabym powiedzieć, że to jest drużyna na miarę Euro 2012, ale zachwycanie się przeciętnością możliwości naszej drużyny jest jednak przesadą, a taki rezultat remisowy, jak był wczoraj świadczy niestety, że nasza drużyna na tytuł mistrza Europy nie zasługuje,
A więc mojego malkontenctwa ciąg dalszy: dobrze, że nie przegraliśmy, ale euforia, że był remis zupełnie do mnie nie dociera, Co to za zespół, który na tak wielkiej imprezie jaką jest Euro zadowala  się byle remisem 1:1  Nie zrozumiałe dla mnie jest też to, że  w dodatku wszyscy  pieją peany  o heroizmie naszych piłkarz, przecież to żaden wielki wyczyn, oni do tego byli przez miesiące przygotowywani, a miernością się zadowalają, nie zależy im na osiągnięciu lepszych wyników? Czy byle, byle jakoś  jest  naprawdę dla nich  wystarczające ?
Dobrze, może jestem niesprawiedliwa, ale ja wciąż w oczach mam tą drużynę piłkarską z 1974 roku,  naszą srebrną drużynę, która potrafiła pokazać, jak się gole przeciwnikom wbija, a tu w każdym z  dotychczasowych meczów Polaków zaledwie ( i to z wielkim trudem) po jednym golu potrafiliśmy tylko wpakować, przy okazji też po jednym golu tracić. To nie tak miało być chłopaki, nie tak.
Przed nami sobotni, decydujący mecz z Czechami. Tu nie może być byle, byle, tu musimy wygrać i moje pytanie: Czy Polaków na to stać? Obawiam się, że jednak słowo „wygramy” jest dla nas za dużo w tej Euro imprezie.Tu może i jeden gol by wystarczył, pod warunkiem, że też i nie pozwolimy go sobie wbić, ale najwyższa pora, aby polscy piłkarze się obudzili i zaczęli naprawdę z sercem grać. Co by mnie zadowoliło” No na przykład taki wynik 4:1 dla Polaków,wtedy z serca  mogłabym powiedzieć, że jestem dumna z naszej drużyny. Tylko…….
To nie znaczy wcale, że sobotniego meczu nie będę oglądała, to nie znaczy wcale, że  nie będę naszym piłkarzom dopingowała, to tylko oznacza, że wcale nie jestem aż tak bardzo jak pozostali , których słyszę,  bezkrytycznie zachwycona.

O to tyle, co na temat wczorajszego dnia mam powiedzieć.

Gdybanie

 

Takie dni jak przedwczorajszy ( rocznica śmierci siostry) i wczorajszy ( urodziny mojego brata) pokazały, jak bardzo jestem samotna, jak bardzo mi ich brakuje. Niech mówi  kto chce, ale rodzeństwo zawsze odgrywa ważną rolę w naszym życiu, czasem może nie do końca można się z nimi w niektórych sprawach porozumieć, ale zwłaszcza wtedy, gdy brak już rodziców, rodzeństwo jest ciągle tą rdzenną częścią naszej rodziny i gdy ich też zabraknie, czuje się wtedy wielką pustkę……. A kiedyś, gdy była mama, tata, siostra brat było tak fajnie……. teraz pozostały  wspomnienia tylko…….

A jak tam Euro??? Ano oglądałam wszystkie do tej pory rozgrywane mecze, zawsze znajdowałam sobie jakiegoś faworyta, któremu kibicowałam.
Wczoraj moim  faworytem była Chorwacja, która naprawdę  wspaniale grała, zresztą i ich przeciwnik Irlandia, również podejmował rękawicę i dzięki temu mecz był ciekawy. Ciekawy był też wczorajszy  mecz  Szwecja – Ukraina, co prawda w pierwszej części meczu nie za wiele się działo, za to w drugiej Ukraińcy nabrali wiatru w żagle i strzelili Szwedom aż dwie bramki, niestety tracąc jedną bramkę

A dzisiaj????

Dzisiaj szykuje się pogrom Polaków, niestety, jakby człowiek nie patrzył nasza drużyna jednak nie jest tak wspaniale przygotowana do Igrzysk, jak ongiś,w pamiętnym 1974r. Tamte czasy już się nie powtórzą, może dlatego, że nikt już nie zyska takiego autorytetu, jakim cieszył się trener Górski, może dlatego, że nasi piłkarze już są za bardzo rozkapryszeni, wszak większość tych lepszych  gra poza naszymi granicami, ze wspaniałymi apanażami, których nasi rodzimi, też nieźle zarabiający piłkarze mogą im zazdrościć, a może zbyt krótko trwał czas przygotowań i zawodnicy wcale dobrze na boisku nie potrafią się porozumiewać, co jest przecież najważniejsze podczas rozgrywania meczu?

Że co, że jestem malkontentką?  Nie, jestem tylko realistką, więc na dzisiejszy mecz ( mimo, albo raczej wręcz patriotycznym odczuciom)  prognozują niestety niezbyt ciekawy wynik, czyli 3:1 dla Rosjan.
I obym się myliła ( 4:1 ????), bo  dla naszej drużyny  raczej wyglądało by to na  pożegnanie z Euro, zresztą ważny dla nas będzie wynik innego,  we wcześniej rozgrywanych godzinach mecz Grecja – Czechy.

Pamiętacie tą piosenkę z Mundialu 1974:

Po zielonej trawie piłka goni, albo my wygramy, albo oni

albo będzie dobrze, albo będzie źle

PIŁKA JEST OKRĄGŁA, A BRAMKI SĄ DWIE

to był bardzo długi weekend

Ponieważ w piątek miałam wolny od pracy dzień, więc miałam stosunkowo długi, 4 dniowy weekend , w sam raz na dobry odpoczynek.
No i tak go wykorzystywałam, czyli odpoczywałam pełną gębą. Ale dzisiaj koniec tego dobrego, trzeba do pracy wyruszać.
Trochę będzie to utrudnione, jako, że zostało ukarane moje łakomstwo i lenistwo – wczoraj zamiast podgrzać sobie upieczone kurze udko, zjadłam go prosto z lodówki no i teraz wydatnie kopie mnie to udko w moje kiszki, czyli mam …..no dobrze, medycznie nazywa się to biegunka, a popularnie sr…… 🙂
Trudno, nie chciało mi się wczoraj iść do kuchni, to dzisiaj biegam za karę do WC 🙂  Wyraźnie to kara za grzechy.

Wczoraj odbyła się kolejna miesięcznica katastrofy smoleńskiej, podczas której Jarosław przekonywał prawdziwych patriotów, że już całkiem niedługo krzyż z kościoła św Anny wróci na swoje miejsce pod Pałac, dziwne, a prawdziwy katolik powinien mu powiedzieć na to, że miejsce krzyża jest  jednak w kościele, najwyższa pora, żeby nie był nadal profanowany i służył jako polityczny oręż. Zresztą przeczytałam w dzisiejszej wyborczej bardzo ciekawy artykuł po pewnym normalnie myślącym księdzu, który nie uważa wcale, że jest prześladowany, Podaję link i polecam przeczytać ten ciekawy artykuł :

http://wyborcza.pl/1,75480,11873160,Odloz_miecz__katoliku.html?fb_ref=su&fb_source=timeline Tytuł tego artykułu to odłóż miecz katoliku ( podaje go dla tych, którzy drogą linkową by go nie odszukali)

Zresztą już niejednokrotnie poddawałam wątpliwości pytanie, czy Jarosław naprawdę jest dobrym  katolikiem, czy tylko udaje, że nim jest, Skoro dla niego życie doczesne, wraz z jego profitami jest ważniejsze niż życie wieczne, powinien zastanowić się, bo jednak, zważywszy na jego wiek raczej powinien pomyśleć o tym drugim i zabezpieczyć sobie wieczną szczęśliwość. Pewnie, nikt doskonały nie jest, mnie też wiele do doskonałości wiele brakuje,ale różni nas to, że  Jarosław w swoim mniemaniu jest prawy, nieomylny, czyli ALFA I OMEGA w jednym. Być katolikiem to nie tylko przyjmować Sakrament ( szczególnie na pokaz, gdy wszyscy to widzą), ale wypełniać Boże przykazania, między innymi kochać każdego bliźniego, a nie tego wybranego, który mu przyklaskuje, ale już o tym kiedyś pisałam, nie będę się więc powtarzała.
Jeszcze jedna ciekawostka: wczoraj hołd ofiarom katastrofy smoleńskiej oddała też drużyna rosyjskich piłkarzy, ale zrobili to skromnie, bez pompy i tego nadęcia, złożyli wiązankę pod tablicą upamiętniającą ta katastrofę, umieszczoną  na ścianie Pałacu, a nie  na samym środku, z dodatkowym krzyżem przytarganym specjalnie na ta okazję.
Pytam : po co pisowcy co miesiąc ten krzyż tam ustawiają i co ma oznaczać śpiewanie hymnu państwowego z okazji tej miesięcznicy? Czy to aby  nie jest nadużywanie polskich symboli ??

No dosyć tych para politycznych mych rozważań, wracamy do szarej ( przynajmniej za oknem) rzeczywistości.Przedwczoraj i wczoraj namiętnie  oglądałam
mecze, odezwał się we mnie duch sportowca 🙂 Czekam niecierpliwie na dzień jutrzejszy, ale przewiduję niestety sromotną klęskę naszej drużyny, obym się myliła.

Miłego poniedziałku i miłego całego tygodnia, pełnego sportowych i pewnie nie tylko wydarzeń

P.S. Amelio, jak znajdziesz już ten numer telefonu do Nieba, to mi go podrzuć, sama chętnie tam zatelefonuję