Wiwat Zakopane

 

Pomału Zakopane staje się moim drugim miastem.

 Czemu?, bo tu jakoś ostatnio spędzam święta, a to Wielkanocne, a to Boże Narodzenie.
I bardzo dobrze, bo góry mają swój urok, nawet wtedy, gdy nie można osobo nożnie je zwiedzać.

Zakopane przywitało nas  wczoraj wspaniałym słonkiem, co po dziwactwach w postaci porannej śnieżycy w Krakowie było
sporym zaskoczeniem.I wbrew okropnym prognozom i wizjom podróż była wspaniała, nie było żadnych zasp i gołoledzi, ani
żadnych korków na zakopiance. No i ten widok, białe ośnieżone szczyty w blasku słonka, nie zapomniane, wprost bajkowe.

Magda zabroniła mi pisać źle o naszej kwaterze, więc nie piszę, ma swoje plusy i minusy, na pewno jak to wczoraj
Jasiek zauważył Sheratonem raczej nie jest, ale jest czysto, trochę zimno, telewizory  śnieżą ( w końcu coś w górach
śnieżyć musi, ale jest to co lubię i bez tego żyć nie mogę, czyli WI-Fi
Jak wiecie, mam kłopoty z chodzeniem, więc reszta rodziny spaceruje, a ja sobie serfuję i dobrze jest, tak jak powinno,
Widać swoje już w życiu wychodziłam.
Jedzonko smaczne i owszem, ale tylko 2 razy dziennie, czyli śniadanie i coś, co nie wiem dlaczego nazywają obiadokolacją,
bo to jest typowy obiad,a to jak na mój wrzód i na moją cukrzycę jest stanowczo za mało, ale mam prywatną wałówkę
w postaci krakersów i wafli ryżowych, które będę w międzyczasie przegryzała, gdy głód mnie zmorzy, bo między posiłkami jest
najpierw 7- 8 godzin, a potem nawet między tą obiadokolacją a śniadaniem 16 godzin, a takie przerwy są żywieniem niedozwolonym. Oczywiście mam też koło siebie całe multum
Nałęczowianki – niestety w sklepie nie było ulubionej mojej Muszynianki, ale taka odmiana od czasu do czasu wody mineralnej
też dobrze robi.
Kokosów nie ma, ale też źle nie jest, przecież i tak i tak szybko te Święta zlecą

Życzę wszystkim smacznej święconki
P.S. przepraszam za  błędy i inny ( zły) rozkład wierszy, ale na moim małym laptopiku naprawdę fatalnie się pisze