Jest wiele powodów, jeden to to, że dzisiaj jest leniwa sobota, a drugi, ważniejszy, że rano się wnerwiłam na mój telewizor, a dokładnie na dekoder.
Nie wiedzieć dlaczego, wczoraj wieczorem jeszcze działał bez zarzutu, rano nie czytał programów.
A jak coś nie działa to od razu jestem zła.
Najpierw naszukałam się numeru telefonu do biura obsługi, nie mogłam nijak go w internecie odnaleźć, ale jakoś jest, nareszcie!!
Potem okazało się, że ten numer telefonu mam wbity na karcie dostępu, która i tak i tak wyjąć z dekodera musiałam, bo trzeba było podać numer abonamentu.
W końcu porozumiałam się z panem z biura obsługi, który kazał mi odłączyć dekoder na około 10 sekund, wcale to łatwe nie było, bo akurat mam całą masę pokręconych ze sobą jak węże kabli do różniastych urządzeń, ale wyłączyłam listwę. Potem kazał mi odłączyć na parę sekund antenę, jak ją już odkręciłam, to ją tak całkowicie rozmontowałam, że musiał przyjść Maciek, aby ją z powrotem zakręcić, zresztą pan i tak i tak podawał mi krok po kroku co mam zrobić, i tak nic z tego nie wynikało, więc się wściekłam i rzuciłam słuchawkę. Trudno, nie będzie telewizora…..
Ale już po zamontowaniu anteny w dekoderze znów zatelefonowałam do biura obsługi, tym razem miła kobieta podała mi całkiem inną ścieżkę naprawy i dekoder zaczął działać, po prostu trzeba było przywrócić dane techniczne i już. Dziwne, że ten facet z obsługi tego nie wiedział. Jednak co kobieta, to kobieta.
Reasumując telewizor działa, dekoder też, komputer też nie uległ żadnej szkodzie ( chociaż rano kilkakrotnie myszka mi się zacinała) i jest dobrze.
A pewnie wszystko to przez to, że śnił mi się wściekły wąż, który użarł mnie w łydkę Widocznie to była zapowiedź tego wężowego poplątania tych wszystkich kabelków, muszę z tym w końcu zrobić porządek. W końcu co jakiś czas ktoś mi to rozplątuje, a one same z powrotem robią węże gniazdo, dziwne, przecież ja ich wcale nie ruszam.
I mam nadzieję, że to jest koniec moich sobotnich przygód, dobrze, że jutro jest niedziela i będę mogła się trochę odstresować po tej sobocie pełnej wrażeń.
Życzę miłego sobotniego popołudnia i wieczorka
A ja popatrzę sobie na piękne, wiosenne zdjęcie Elusi, to, które zamieściłam dzisiaj w blogu i….sobie pomaże.
Bo wiosny ciągle nie widać…… i bociany jeszcze do Przygodzic nie zleciały……. a zazwyczaj 6 kwietnia pojawiało się już w bocianim gnieździe jajeczko, albo nawet dwa.
