Każda wiadomość o śmierci w Rodzinie przynosi ból.
Znów zamyka się pewna epoka, pewne rodzinne powiązania.
Wczoraj przyszła do nas smutna wiadomość z USA, umarła żona najmłodszego brata mojego Taty, Ciocia Jutta.
Była już co prawda wiekowa ( 90 lat) i bardzo schorowana, ale ciągle widzę ją pełną wigoru i życia, jak kiedyś, gdy byłam u niej i u Stryjka w USA, czy jak wtedy gdy przyjeżdżali do nas w odwiedziny do Polski. Zawsze pamiętała, że uwielbiam M&My ( wtedy w Polsce jeszcze ich nie było, no chyba, że w Pewexie), i nawet później mi je przywoziła, albo wsadzała do paczki, którą mi na Święta ongiś posyłała. Tak samo mi przysyłała swoje buty, które jej się już znudziły, ale zawsze były dla mnie szalenie wygodne, pewnie chodziła w nich kilka razy i przysyłała do mnie. W tamtych czasach takie paczki zawsze były mile widziane, a i teraz tymi super wygodnymi butami wcale bym nie pogardziła.
Biedny Wujek Jurek, został sam, wszystkie dzieci już szalenie dorosłe wyprowadziły się i założyły własne rodziny, a on zawsze z tą swoją Juttą mieszkał w niewielkim, ale bardzo miłym domku w Minnesocie. Zamykam oczy i wracam pamięcią do tamtych czasów, do Jutty, która zabierała mnie po swojej pracy na zakupy i oczywiście rozmawiała ze mną w języku angielskim, chciała, abym dobrze się w ten język wdrożyła, opowiadała mi wszystkie ploteczki o swoich sąsiadach, a potem tylko sprawdzała, czy na pewno zrozumiałam, o czym opowiadała.
Zawsze była strażniczką domowego ogniska, żywo interesowała się i w miarę interweniowała, gdy coś u jej dzieci było nie tak, mieli trzeba przyznać przed nią zawsze respekt, chociaż bardzo ją i Tatusia kochali.
Była z pochodzenia Niemką, urodziła się i mieszkała na dawnych terenach Prus, obecnie w terenach okolic Kwidzyna, ale większość życia spędziła w USA, gdzie wraz z mężem prowadziła swoją firmę. Wychowała trójkę wspaniałych synów.
Szkoda, że od nas odeszła 😦
Jest mi bardzo smutno !!!
Świeć Panie nad Jej duszą
NIECH ODPOCZYWA W SPOKOJU

