kolejny dzień choroby

 

Nic się nie zmienia, może jedynie to, że nie mam smaku, wszystko smakuje jednakowo, czyli bez smakowo, straszne, a gdzie przyjemność jedzenia?
Ale już nie narzekam, trudno, choroba, jak choroba, trzeba ją przejść i już. Narzekanie nic nie da.
Wczoraj dostałam wielką księgę z samego Senatu, tak, tak, ma się te znajomości, co?
Księga zatytułowana jest Senatorowie, losy przed i powojenne. Chyba już kiedyś wspominałam, że mój dziadek, a dokładnie Ojciec mojej Mamusi był senatorem
w latach 1930 – 1934. Teraz Senat zamówił wykonanie pięknej księgi, w której zamieszczeni są wszyscy polscy senatorowie. Przyjemnie jest poczytać tam o własnym dziadku, którego w sumie mało co znałam, albowiem zmarł, kiedy miałam zaledwie trzy lata. I chociaż teraz nazwa senator nieco się nie wiadomo czemu zdewaluowała, ale kiedyś senator był bardzo ważną osobą w państwie i było wielką dumą nim być i nosić ten zaszczytny tytuł. A teraz zastanawiają się, czy w ogóle nie rozwiązać senatu, jako zbytecznego organu władzy. Okropnie te czasy politycznie się zmieniają.

Dzisiaj kolejna środa, więc znów nieco co prawda zasmarkane, ale zawsze jednak uśmiechy ślę do Poznania, do Ulki. Mam nadzieję, że wraz z panem Kawusią cieszycie się 2w zdrowiu  rozwijającą się wiosną. Powodzenia!

A ja przez tą moją chorobę i nie wychodzenie na zewnątrz mogę tylko wiosnę obserwować przez gniazdo w Przygodzicach.Trzy dni temu doleciał drugi bociek i tylko patrzeć jak w gniazdku pokaże się jajeczko, a może nawet i już jedno tam jest, tylko samiczka na razie skrzętnie go skrywa ?
Zawsze fajny jest ten moment, gdy klują się pisklęta, a potem człowiek obserwuje, jak dorastają.
Chociaż bywa tak, jak dwa lata temu, gdy  upiorne deszcze i chłody zniszczyły cały przygodzicki miot. Ale mam nadzieję, że tak w tym roku nie będzie

Życzę miłego dnia, tylko gdzie to słonko się nam schowało?