To ostatnia niedziela….

 

Ostatnie, bo jeszcze tylko 2 tabletki antybiotyku czekają na mnie do zażycia dzisiaj wieczorem ( 2 przedostatnie zażyłam dzisiaj rano) i… będę miala spokój, będę mogła śmiało powiedzieć : już jestem zdrowa

Ostatnia niedziela z liczbą 62, jutro kalendarz będzie dla mnie już mniej litosny.

Ostatnia, bo jutro botki już pójdą precz do lamusa i wreszcie założę moje nowe wiosenne, super wygodne  półbuty, które niedawno sobie kupiłam, nareszcie je wypróbuję nie w domu, ale w trakcie normalnego używania – przecież przez ostatni tydzień z powodu choroby nie wychodziłam z domu, więc nie miałam szansy dotąd ich jeszcze wypróbować. Jeżeli zdadzą egzamin, pora będzie o jakichś wygodnych  sandałkach  z tej samej firmy pomyśleć.

Pogoda? wiosna namyśla się jeszcze , czy słonkiem zarzucić, czy nie, niby jest, ale takie za mgłą.
Ale i tak jeszcze dzisiaj nie wyściubiam nosa poza dom, za wcześnie, chociaż miałam zaproszenie do Modlnicy. Poczekam jeszcze te  2 tygodnie i  już zdrowa na majówkę tam na pewno pojadę, bowiem  wtedy akurat będzie komunia św  Jaśka.

Dzisiaj w Londynie i w Warszawie odbywa się maraton, mam nadzieję, że nie z takim samym strasznym zakończeniem, jakie było na mecie maratonu w Barcelonie tydzień temu.
Ciekawa jestem, czy mój  Łukasz bierze udział w tym maratonie w Warszawie, nie wiem, bo przez moją chorobę nie miałam z nim przez  tydzień kontaktu. Na wszelki wypadek trzymam za niego kciuki.

Życzę wszystkim udanej niedzieli, jutro wstaniemy w jeszcze  lepszym humorze, wypoczęci i z wiosennym uśmiechem na buzi.
Nawet ja, bo jutro mam kontrolną wizytę u pani doktor pierwszego kontaktu i na pewno mi powie, że jestem już zdrowa.