Dzisiaj odbywa się w Krakowie . XII Cracovia Maraton.
Oczywiście udział w nim bierze też udział „Mój” Łukasz, czyli mój bratanek. Trasa jest trudna, ale bardzo piękna, przeprowadza sportowców, między innymi ulicami starego Krakowa.
Jeden z odcinków przebiegał pod moimi oknami, więc już po 9.30 ( czas startu maratonu) rano usadowiłam się z kawusią po oknem i oczekiwałam uczestników.
Był to też tzw punkt kontrolny maratonu, przygotowane były kubki z wodą dla maratończyków i w czasie ich przebiegu obok byli głośnio informowani : WODA, WODA Każdy chętny dostawał kubek z wodą i biegł dalej, porzucane kubki były w miarę możliwości zbierane wielką miotłą przez organizatorów na bok.
W maratonie biorą udział również i niepełnosprawni i to oni dostali fory w postaci około 2 minutowego wcześniejszego startu.
Dlatego też i oni jako pierwsi pokazali się pod moimi oknami, sowicie nagradzani brawami przez stojących na drodze ludzi.
Z biegających zawodników pierwsi przez mój punkt obserwacyjny przebiegli trzej ciemnoskórzy biegacze, dopiero po dłuższej chwili pokazali się pierwsi Polacy, a za nimi grupkami pokazywali się pozostali. Trwało to nawet spory odcinek czasu, wreszcie przebiegli już wszyscy by nadal biec przez Kraków do Nowej Huty i z powrotem do mety, która będzie na al 3 maja, czyli w miejscu, gdzie odbył się i start maratonu.
W momencie gdy pisze te słowa pierwsi biegacze pewno zbliżają się już pomału do mety, bo ostatni rekord maratonu osiągnął Kenijczyk z czasem 2 godziny 18 minut, czyli porównując zeszły rok, do mety niektórym już niewiele pozostało.
Oczywiście przez to moje sławetne okno wypatrywałam Łukasza, ale z wysokości II piętra prawie co drugi zawodnik wyglądał jak Łukasz, więc jasna sprawa, że go nie dojrzałam, ale mocno zaciskam kciuki, by szczęśliwie do mety dobiegł z doskonałym czasem, aby poprawił swój zeszłoroczny rekord, bo na pewno na to zasługuje, biorąc pod uwagę jego zaangażowanie w przygotowaniach do udziału w tym maratonie.
Życzę wszystkim miłej niedzieli ( u nas pada drobny deszcz, czego mogłam się spodziewać, bo okropnie mnie wszystkie kostki wczoraj bolały i musiałam zażyć Nimesil), a ja idę na stanowisko czuwania, czyli czekam na jakieś wieści o dzisiejszych losach Łukasza
