Wszyscy, Pepa też. Wybierali się co prawda jak sójka za to morze, ale jakoś udało im się pozbierać i wczoraj koło 20-stej opuścili Kraków, udając się via Italia.
To nie pierwszy zagraniczny występ Pepy, kiedyś była zimą na nartach w Alpach, więc teraz pora, aby pobaraszkowała po ciepłym piaseczku i w morskiej fali umoczyła swój mały tyłeczek ( bez ogona).
I znów w domu zapanowała ta niesamowita cisza, a tak przez te dwa ostatnie dni było gwarno…….
Ale nie martwcie się o mnie, w domu jest Julka, tzn bywa, a przynajmniej śpi, nie muszę się niczego obawiać.
A swoją drogą jak to wszystko potrafi się zmieniać, kiedyś cieszyła mnie ta cisza w domu, dzisiaj trochę mnie denerwuje. Najwyżej gdy jest za głośno zamykam swoje drzwi do przedpokoju, gorzej gdy puszczają przez głośniki muzę na full, wtedy włączam bieg ” kopytny”, czyli walę klapką w drzwi i po pewnym czasie wszystko się w miarę uspokaja.
Ale ta całkowita cisza nieco przeszkadza, dobrze, że telewizor czasami gada, czasami ja mu odpowiadam….. ( hi hi)
Jednak dwa tygodnie szybciutko minie i znów dom będzie rozbrzmiewać codziennym gwarem.
A ja dzisiaj te jestem nad morzem, dokładnie na Targu Rybnym w Gdańsku ( dzięki TVN -wstajesz i wakacje), jak tam pięknie.
Lubię bardzo Gdańsk, jest chyba drugim polskim ślicznym miastem po Krakowie.
Dobra, dobra, Poznań i Wrocław tez są śliczne, każde miasto ma swoje uroki, każdy zakątek Polski też.
I po co to szukać ” guza ” w Grecji, Włoszech, czy Hiszpanii???
Kiedyś była taka studencka piosenka : pieniążki kto ma ten jedzie autobusem, a kto pieniążków nie ma, za autobusem kłusem.
A ja dzisiaj śpiewam : pieniążki kto ma zamorskie zwiedza kraje, a kto pieniążków nie ma to w domu pozostaje….
Ale póki co cieszmy się jeszcze latem, póki ono trwa.
W końcu ile tych wakacji jeszcze mamy? to już końcówka, nawet nasi milusińscy będą musieli pożegnać się z beztroską i w ławach szkolnych zasiąść.
