hej ho, hej ho, do pracy by się szło….

Po długiej, nawet bardzo długiej przerwie, powracam dzisiaj do pracy, co prawda nie na swoją placówkę, bo „mój” aparat nadal jest zepsuty i mimo intensywnych starań niestety jak na razie nie znaleziono powodu usterki, ale do tego czasu będę pracowała w naszej rodzimej placówce. Przyznam, że mam lekkiego pietra, bo co prawda ,  kiedyś już tam robiłam zdjęcia, ale kiedy to było?….ho, ho, albo jeszcze dawniej,  na pewno jeszcze sporo czasu przed chorobą mojego Brata.
Ale wtedy tam był całkiem inny aparat, no i inne czasy. Teraz od nowa będę musiała zderzyć  się z nową rzeczywistością, wiadomo, każdy aparat ma swoje własne sekrety i ktoś, kto na nim pracuje już ma łatwiej, gorzej takiemu ” staremu – nowemu”. Muszę wiedzieć co i jak przycisnąć, żeby aparat zaczął działać, no i jak nastawiać warunki ekspozycji, by zdjęcie było dobre i ostre, bo każdy aparat ma inne parametry doboru warunków. Reszta pozostaje taka sama, czyli technika  wykonywania zdjęć pozostaje już  wszędzie taka sama. Najlepsza stroną tej zmiany mojego stanowiska pracy jest to, że rzeczywiście mam bardzo bliziutko, wystarczy zjechać windą na parter i pokonać sześć schodków, ot i cała filozofia, już jestem w pracy 🙂 Drugą bardzo dobrą stroną mojej nowej pracy jest to, że doskonale wszystkich tam pracujących  znam, co jest ważne, nie muszę wchodzić w całkiem nowe środowisko. Co prawda nigdy raczej nie miałam kłopotów z nawiązywaniem nowych znajomości, ale zawsze lepiej jest pracować wśród „swoich”. Tylko żebym za bardzo do tej nowej pracy się nie przyzwyczaiła, bo jednak  do Żabińca i do personelu tej „naszej” przychodni mam ciągle wielki sentyment i tak już chyba pozostanie, wszak pracuję tam już   dobrze ponad dziesięć lat.
Daleko, ale swojsko……… u siebie…….
Tylko mam nadzieję, że znów na jakiegoś księdza z Caritasu się nie nadzieję, bo teraz nie miałabym już czasu tak miło z nim pogawędzić, jak z tym poprzednim.
A zresztą, czy naprawdę wszyscy Caritasowcy muszą znać nasza Olcię? Czy ona rzeczywiście jest aż tak sławna?? 🙂
No, ale jeżeli spotkam kogoś z Caritasu, kto będzie też tak dobrze o Oliwce się wyrażał, posłucham go na pewno z radością !!! Zawsze jest to miłe mojemu sercu.

Jeszcze ciągle lato trwa, mimo, że straszą nas opadami, moje kostki na razie o tym nie wspominają, przespałam wspaniale całą noc, ale na wszelki wypadek Nimesil sobie zażyłam, żebym miała dzisiaj w pracy siłę tuptać. Niestety, ten Nimesil też już trwale muszę włączyć w listę zażywanych  lekarstw i przynajmniej raz na trzy dni muszę go zażywać, a gdy przyjdzie pora deszczowa, pewnie i częściej.

Wczoraj dostałam wreszcie wynik z tego specjalistycznego badania w kierunku cukrzycy, które zlecił mi dr.P. Na szczęście okazuje się, że moja trzustka wciąż produkuje insulinę, która jednak przez pokład mojego tłuszczyku opornie dostaje się tam, gdzie powinna, więc niestety dieta w moim przypadku jest konieczna!!! Tylko jak tu oprzeć się pokusom, zwłaszcza, gdy ma się nazwisko na literę W?
Na przykład wczoraj odwiedziły mnie dziewczynki Daria i Wika ( to one odebrały moje wyniki z analityki i przyniosły kochanej Cioci do domu) i oczywiście zamówiłam wspaniałą pizzę, miałam się patrzeć, jak one jedzą ją ze smakiem? A któż by taką torturę wytrzymał? Pewnie, że uległam, ( obłudnie) oszukując siebie, że dietę rozpoczynam od jutra. Tak, tak, od dzisiaj tylko zielona sałata i woda mineralna, ile razy już tak mówiłam?
Ale w końcu przyjdzie moment, gdy będę musiała się zmobilizować, bo skoro moja cukrzyca wzbudzana jest li tylko moją tuszą, może warto spróbować jeszcze raz? Przecież wiem, że jak się zaprę, to potrafię wiele w tym kierunku zrobić. Nawet ten blog to wie, czytałam kiedyś moje stare wpisy, w których opisywałam moją skuteczną walkę z nadwagą, tylko niestety ten efekt jojo zawsze mnie powalał, łakomstwo też, przyznaję się bez bicia, w końcu każdy ma prawo mieć jakieś swoje słabostki……
Żegnajcie lody i inne frykasy, Ewusia idzie na wojnę z nadwagą!!!!!! Tym razem na serio!!!!

No to odrywam się od mojego ulubionego fotela, od komputera i od polityki ( ciekawe, co zrobią z Gowinem?) i idę w życie.
Miłego wtorku wszystkim życzę.