Pierwszy dzień już za mną, oczywiście mówię o nowej pracy. Właściwie wcale się nie napracowałam, raczej przyuczałam się do obsługi aparatu i skanera.
Trochę się już nauczyłam, reszta przyjdzie z praktyką. Nie wiem, czemu akurat czarne myśli nocą przychodzą, przebudziłam się w środku nocy i…… myślałam sobie o tym, jak to będzie w tej nowej pracy, oczywiście zaraz czarne scenariusze wymyślając, nie potrzebnie, ale troszkę adrenaliny sobie wyprodukowałam.
Ale gdy się już obudziłam było o’key, za oknem wstał piękny, słoneczny dzień. I w dodatku dzisiaj mamy środę!!!!!!!
Hallo Uleczko, słyszysz? znów mamy kolejną środę i kolejne uśmiechy i całuski z Krakowa do Poznania pędzą. Niech ta środa dla Ciebie i dla mnie będzie piękna i i uśmiechnięta.
Jak to dobrze, że jeszcze dla nas słonko świeci, prawda? Na szczęście upały zelżały i jest tak, jak lubię, ciepło i słonecznie- i tak niech jak najdłużej trwa.
Wczoraj miałam następne kulinarne pokusy , Julka ( córka Moniki) obchodziła swoje 23 urodziny, zaprosiła kilku swoich przyjaciół i zostałam w związku z tym poczęstowana wspaniałą tortillą. No i znów odchudzanie nieco się opóźni…….
Ale bez przesady, tortilla była li tylko warzywna ( cukinia, bakłażan, czerwona fasola, kukurydza itp), więc pewnie aż tak wiele kalorii nie posiadała, nawet licząc ten kleks śmietany na jej wierzchu. Przyznam się, że ostatnio wolę takie meksykańskie, czy śródziemnomorskie jedzenie niż tradycyjne polskie np. tłuste kotlety, które potem bardzo długo mi się przypominają. Zresztą chyba tymi wędlinami i mięsem nieco się już przejadłam ( ile kilogramów tego już w życiu swoim zjadłam ?), teraz mój żołądek preferuje lżejsze jedzenie – serek, pomidor, makaron z warzywami – ale jednak od czasu plasterek jakiejś wędliny też się w mojej diecie zaplącze. Chociaż kiedyś tęsknie patrzyłam na jakiś program, w którym królowało chrupiące golonko, ślinki trochę sobie nałykałam, ale to już niestety też nie jest jedzenie na mój schorowany żołądek. Zresztą generalnie mówiąc osoby nieco wcześniej urodzone, (jak to pięknie kiedyś określiła Darka) zmieniają swoje smakowe gusty, widać na starość człowiek dietetycznie mądrzeje.
Zresztą te wszystkie szyneczki, do których ongiś , gdy były mało dostępne człowiek tęsknił, mają bardzo porównywalny, byle jaki smak. Gdzie im do dawnych
wspaniałych szynek z kością, na których to kościach obrośniętych naturalnym tłuszczykiem mój Tata bigosik gotował?
Pamiętam, że gdy kiedyś mięso i wędliny były na kartki, a te lepsze wędliny kupowało się od tyłu sklepu mięsnego ( oczywiście, gdy ktoś miał tzw. „znajomości”), spytałam mojej siostry, co by było, gdyby okazało się, że można już wszystko kupować w dowolnej, dużej, czy malej ilości i nie trzeba by chować zapasów do zamrażarki ” na święta”. Nie wierzyła wtedy w takie możliwości i stwierdziła, że nadal zamrażarka byłaby pełna. teraz tak jest, jak sobie kiedyś marzyłam, możesz kupić 10 dkg tej czy tamtej szynki, 10 dkg pasztetowej czy innej wędliny, tylko….że one wszystkie są mało smaczne. Może właśnie dlatego, że są ogólnodostępne i nie trzeba aż tak bardzo się starać?. A powinno być inaczej, spora konkurencja powinna ulepszać smaki produktów, tak niestety tylko dzieje się w………. reklamie. Reklamy są piękne, kolorowe, wesołe i przekonują o wspaniałej jakości, niestety realia pokazują co innego. I niestety nic nie wskazuje na to, że będzie lepiej, dlatego coraz więcej osób odchodzi od tradycyjnej polskiej kuchni i preferuje na przykład tą śródziemnomorską, lżejszą i o wiele smaczniejszą. Może nie każdy uwielbia owoce morza ( ja lubię, ostatnio nawet przekonałam się do krewetek czy muli, ktore kiedys dla mnie były obrzydliwe), ale jest tyle innych wspaniałych przepisów – na prawdę polecam. Ich ceny nie są wcale duże, ich przyrządzanie wcale nie jest trudne i czasochłonne, a ta dieta jest po prostu zdrowa, oparta na naturalnej oliwie, warzywach i niektórych serach no i często własnie na owocach morza i rybach, które są zdrowsze niż tradycyjne mięsko.
Zresztą taką kuchnię preferuje właśnie Julka, a także Monika i Tomek. Mnie się po prostu nie bardzo chce się gotować, ale gdy zostaję przez nich takimi daniami poczęstowana, moje podniebienie i mój brzusiu są zdecydowanie usatysfakcjonowane.
Specjalnie nic nie piszę o polityce, szczególnie o tych zachodnich ekscesach w Syrii i o ewentualnej interwencji USA i Francji z jednej strony i Rosji z drugiej strony. Robi się bardzo niebezpiecznie, skóra cierpnie, gdy człowiek o tym myśli, jak blisko jesteśmy blisko światowego nieszczęścia.
Oby to wszystko rozwiało się w pokojowej atmosferze.
Kolorowego dnia życzę