Pomimo, że to był wczoraj mój ulubiony dzień, nie była to moja najszczęśliwsza środa. Trudno, tak bywa…trochę mi się wczoraj oberwało po uszach, nie było to przyjemne, nawet muszę powiedzieć odbiło mi się to całym ” zmarnowanym” dniem, nawet porcja kręconych lodów wodnych ( mniej kaloryczne) wcale nie podniosła mnie na duchu. Już taki mam ( głupi ) charakter, że dość trudno przyjmuję wszelakie porażki i potem niestety cały dzień je w sercu pielęgnuję.
No nic to, te wczorajsze róże miały bardzo ostre kolce i bardzo boleśnie mnie ukłuły, prosto w moje serce.
A może jednak trochę przesadzam? Bo przecież w życiu bywa tak zwyczajnie, trochę dobrze, trochę źle…….
Ale na szczęście znów wstał nowy dzień, złe wspomnienia i złe sny oddałam do lamusa i zaczynam optymistycznie moje nowe zadania. I tak mi musi starczyć na cały dzisiejszy dzień, a może i jutrzejszy i kilka następnych?
Jeszcze dzisiaj i jutro będę pracowała ” pod opieką” koleżanek, a od poniedziałku zaczynam już samodzielną pracę. Jeszcze czasami mi się myli ta procedura skanowania zdjęć na skanerze, jest zupełnie inna, trudniejsza, niż w mojej przychodni, ale już wiem, co zrobić, jak nacisnę nie to co potrzeba ( zdarza się każdemu), jeszcze parę prób i będę miała mistrzostwo świata, ha ha ha. Najważniejsze, żebym do sprawy podchodziła ze spokojem i z uwagą, bo pośpiech i nerwy przydatne są tylko przy łapaniu pcheł. Przecież to tylko zmiana placówki, praca wciąż pozostaje taka sama. Zresztą zawsze potrafiłam szybko asymilować się w nowym miejscu pracy, dlaczego teraz miałoby być inaczej? Trochę przeszkadza mi, że w tym samym pomieszczeniu ciągle jest tyle na raz ludzi, przez co robi się lekki harmider, u mnie w przychodni w pracowni byłam sama, no chyba, że dr. Łukasz akurat robił badania, nikt mi nie przeszkadzał no i ja nikomu nie przeszkadzałam, tu niestety jest inaczej, bo muszę dzielić i gabinet i opisownię z lekarzem i jeszcze kilkoma innymi osobami. Ale przecież to ja do nich doszłam, muszę się więc stosować do panujących warunków, tylko muszę wypracować swoją własną metodę pracy tak, aby wszystko dobrze działało. I musi być dobrze, nawet bardzo dobrze, bardzo mi na tym zależy.
Po jutrze jest weekend, ostatni w ten wakacyjny czas, czyli w sobotę i w niedzielę rozpocznie się „zjazd rodzinny” i dopiero wtedy się zacznie…….
Dziewczyny zaczną szukać czarnych spódniczek, białych bluzek, prać je i prasować, czyli ogólny domowy pogrom, żegnaj błoga ciszo……
Po drodze odbędą się jeszcze urodziny Zojki, ale z tego co wiem, cała uroczystość odbywać się będzie u Babci Zosi, więc mnie ta uroczystość ( na szczęście) nie będzie dotyczyć. Czemu na szczęście? Po pierwsze nie będzie kulinarnych pokus, a po drugie…… ech, nie będę pisała czemu, mam powody i to musi wystarczyć.
Ale jak to przysłowie mówi ” indyk myślał o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścięli”, więc po co myśleć o tym, co będzie w niedzielę.
Muszę cieszyć się tym co jest dzisiaj.
Najważniejsze, że mam już włączoną także (prócz komórki) blokadę na rozmowy z numeru zastrzeżonego również i na domowym telefonie, teraz nie będzie mnie już nikt niepokoił.
Niestety, nie udało mi się oddać tego niedawno zakupionego laptopa, musiałabym zgrać wszystko w krótkim terminie, a więc także usunąć pewne ściągnięte programy, niestety pan Józio nie znalazł dla mnie czasu, będę musiała się więc „męczyć” z takim laptopem, jaki mam. Zresztą już przyszło z banku zawiadomienie o spłacie rat, muszę tylko jeszcze dopytać się dokładnie, czemu policzyli mi 10 rat, a nie 24, o jakie wnioskowałam.
Klamka zapadła, laptop jest mój nieodwołalnie. To znaczy jeszcze nie mój, ale banku, który teraz będzie czekał , aż je spłacę, może do końca moich spłat ten laptop wciąż jeszcze będzie działał?, wszak raczej mało go używam, w domu wolę pracować na tym stacjonarnym.
To chyba tyle na dzisiejszy dzień w moim blogu. O polityce nadal konsekwentnie nic nie piszę, chociaż wiele się dzieje, a to co akurat się dzieje, oceniam na zwykłą polityczną awanturę i hucpę. W jednym minister Rostkowski miał na pewno rację: opozycja zainteresowana jest tylko krytyką partii rządzącej, ale sama nie ma pomysłu na nowe propozycje, czyli jak pan minister świetnie to określił, nie potrafi być konstruktywną opozycją.
Przed nami jesienna porcja politycznych zawirowań, zobaczymy, co z tego wyniknie. Tylko dlaczego my, szarzy podatnicy, musimy tą sejmową szopkę z własnej kieszeni opłacać ??????
Życzę wszystkim przyjemnego dnia, cieszmy się ostatnimi słonecznymi i ciepłymi chwilami, bo podobno jesień stoi tuż za progiem.
