
Słusznie mi Hanulka przypomniała, wczoraj był dzień teściowej, co w swoim blogu przegapiłam.
Ale ten wczorajszy wpis nastawiony był raczej polityczno – religijnie i stąd pewno mój błąd pominięcia tego ważnego święta, który dzisiaj naprawiam.
Tyle jest tych bardziej słusznych, albo bardzo niesłusznych kawałów o teściowych, na ogół przedstawiane były jako te złe matki,, które nie mogą wybaczyć
swoim synowym czy synowcom, że odebrali im ich najukochańsze dziecię i w dodatku na zmarnowanie je prowadzą.
Na szczęście nie mam i nie miałam teściowej i też nigdy teściowa nie będę, co może i dobrze, bo kto wie, jaka cholera by wtedy ze mnie wylazła?
Mogę co najwyżej pozazdrościć trochę, lub pocieszyć siebie, że nie do mnie ten problem na szczęście należy. I żadne moje chciejstwo, czy nie chciejstwo tego nie zmieni, tak się ułożyło i już.
A tak w ogóle muszę się dobrze zastanawiać, co w moim blogu wypisuję, bo ostatnio miałam pewne kłopoty z całkowitym zrozumieniem mojego tekstu i to w dodatku chyba ktoś całkiem źle ten tekst zinterpretował, bo miałam polecone dokładne przeczytanie tego wpisu, co wielokrotnie uczyniłam i żadnej ujmy w nim dla nikogo nie znalazłam.
I tu mam fantastyczną na to ripostę:
Za nadinterpretacje nie odpowiadam!!!
A a propos ostatniej sytuacji politycznej na świecie na koniec zamieszczam fajny żart:
Mam nadzieję, że tym razem nikt już żadnych pretensji wnosić nie będzie, nikt się nie upomni, że go wymieniłam, czy nie wymieniłam, czy nie wiem co jeszcze, bo nadal nie rozumiem i co gorsze nie zostało mi to wyjaśnione

