Jakieś czary mary działy się wczoraj z moim telefonem i moim internetem, co jest oczywiście ścisłe ze sobą powiązane.
Ściągnęłam sobie film ( o tym napisze później) i nagle okazało się, że nie mam internetu, Kilka razy resetowałam to ” pudło”, czyli ruter, ale poprawy żadnej nie było. Sprawdziłam więc telefon, owszem, głuchy był jak ten pień. Całe szczęście mam jeszcze komórkę, więc zgłosiłam uszkodzenie telefonicznie ( oczywiście naszukałam się odpowiednich numerów na pogubionych gdzieś karteczkach, bo do tych na necie oczywiście nie mogłam dotrzeć), okazało się, że rzeczywiście jakaś awaria jest na mojej linii telefonicznej, nic, tylko muszę ubrać się w cierpliwość i czekać. Hm, dobrze powiedzieć, czekać, jak bez internetu tak jakoś głupio, jednak uzależnienie od netu jest ( chociaż z nim walczę), na szczęście akurat wczoraj Tomek podłączył sobie całkiem nową linię internetową z silnym radiowym głosem, więc spróbowałam się do nich ( oczywiście za zgodą, nie na dziko) podłączyć. No i co? – linię znalazłam, hasło ( dobre) wpisałam, ale ciągle wyskakiwał mi jakiś błąd połączenia, czyli guzik, nadal internetu nie miałam, chociaż w domu mamy już dwie nie zależne od siebie sieci. Pomyślałam sobie chwilkę i spróbowałam tą ich linię odnaleźć na laptopie, znów wpisałam hasło i… bez problemu sieć zadziałała. Zastanowiłam się więc, czemu na laptopie mam wejście, a na stacjonarnym nie i……. jeszcze raz weszłam na tą linię, tym razem ” głębiej” nieco i odnalazłam błąd połączenia na stacjonarnym, naprawiłam go i…..owszem miałam internet. HURRA JAKA JESTEM GENIALNA pomyślałam sobie, ale jeszcze coś mi nie dawało spokoju. podeszłam do kontaktu linii telefonicznej, wyjęłam na moment wtyczkę, włączyłam z powrotem i……. telefon ” zaskoczył”, miałam w ten sposób i telefon i „swój” internet z powrotem. No czyż nie jestem genialna???/ no właśnie, jestem!
Rano ( prawie skoro świt) obudził mnie telefon z biura napraw i pan dopytywał się, czy już jest wszystko w porządku, gdy odpowiedziałam mu, że tak, wystarczyło tylko rozłączyć i włączyć telefon z powrotem, pan odpowiedział, że zresetowałam telefon, czyli mądrze postąpiłam i w związku z tym nadaję się nawet do pracy w… telekomunikacji . Ha ha, przynajmniej ktoś moją genialność potwierdził, prawda?
A teraz a propos ściągniętego wczoraj filmu : wreszcie doczekałam się na Torrentach polskiego dramatu ” Chce się żyć” Nie powiem, film jest z gatunku tych „ciężkich”, ale warto czasami pochylić się nad losem ludzi niepełnosprawnych, szczególe, gdy tak wspaniale i przejmująco wczuwa się w rolę niepełnosprawnego
Dawid Ogrodnik, zresztą jego „poprzednik” z lat dziecinnych w wykonaniu Tymoteusza Marciniaka też jest wspaniały, ale cały sens walki o godność życia i o szczęście człowieka zawarta jest właśnie w tej drugiej części filmu – gorąco polecam.
Popatrzcie przez okno, jak już jest ślicznie i pomyśleć, że znów nam „ktoś” chce na kilka dni tę pogodę zniszczyć i to ciepełko zabrać.
Nie damy sobie tego odebrać, prawda?
Miłej soboty życzę
