a czwartek???

No cóż, dziwnym jest trochę dniem, nie jest już ulubioną moją i Uli środą, a jest tuż tuż przed ostatnim pracującym dniem tygodnia – piątkiem..
Wczorajszy dzień był całkiem ” normalnym” dniem, nic specjalnego, godnego uwagi w moim blogu  w nim się nie działo.
No może tylko był ciut cieplejszy niż poprzedni, co dobrze na weekend wróży, bo najprawdopodobniej będę go spędzała w Modlnicy.
Piszę najprawdopodobniej, bo zaproszeni  już mam , ale czasami los ( nie daj Panie Boże) płata figle i jakaś przypadłość może się mi przyplątać, albo co?
Tak więc byle do soboty!!!!. Mam nadzieję, że w słonku  na tarasie, na weneckiej kanapie wygrzeję się do woli!!! No i oczywiście popijać będę pyszną kawusię.
Trzeba na następny tydzień akumulatory naładować.

Wczoraj z przyjemnością oglądnęłam sobie jeszcze przedwojenny film  z Elżbietą Barszczewską w głównej roli ” Granica”
Film taki  „życiowy”, człowiek ciągle dąży do zapewnienia sobie i swoim najbliższym jak najlepszej egzystencji, najczęściej zalepiony w swojej nieomylności i to nie jest wcale źle, ale jednak są granice, których przekroczyć nie można, wtedy cała taka życiowa inwestycja w ciągu krótkiego czasu może obrócić się przeciwko tej osobie. Takie było mniej więcej przesłanie powieści Zofii Nałkowskiej o tym samym tytule, na której to powieści film ten został nakręcony.
A swoją drogą o ile przyjemnej się ogląda film, czy nawet czyta książkę, gdy nie wisi nad nimi widmo lektury szkolnej ha ha.

To by było chyba tyle na dzisiejszy, czwartkowy wpis.
 Na razie, póki co  idę do pracy