jak było?

 

Normalnie, tak jak to w pracy bywa.
Fakt, że cieszę się, że wreszcie na świat wyszłam, wiosnę sobie pooglądałam, czyli malutkie pączki na drzewach, nawet je sfotografowałam.
Usiadłam też chwilkę na ławce, ale tylko chwilkę, bo wiatr był okropnie chłodny i wywiało mnie po kilku chwilach z tej ławki, ale wiosnę już czuć, naprawdę.
Czyli jednym słowem wiosna pani Ewo, wiosna!!!!!!.
Nawet wczoraj w kościach ją czułam, fakt, zażywałam Nimesil i nie było bólu, ale żeby od razu w sercu wiosna po jednym dłuższym wyjściu z domu zakwitła????
Świat jednak jest piękny, czyli m0ożna zaśpiewać sobie głośno : świat nie jest taki zły, świat wcale nie jest zły, niech no tylko zakwitną jabłonie.
No dobra, troszkę wyszłam przed szereg, ale to moje serce tak właśnie do tej wiosny wyrywa, co na to poradzić?
Na razie, jak zwykle co roku, cieszę się tymi małymi pączkami na drzewie i…czekam na więcej. Pewnie już niedługo bociany przylecą.
Zawsze wtedy przypominam sobie zadanie któregoś z małych jeszcze  dzieci mojej siostry ( chyba to był Marcin), który miał napisać zadanie o wiośnie, więc zaczął swoje opowiadanie od zdania ” przylecieli jaskółki”, z jakim sentymentem teraz te czasy się wspomina……

Nic specjalnego poza tym się wczoraj nie działo, dzisiaj też nie, no może prócz jakiegoś snu, podczas którego się dusiłam i wzywałam pomocy, ale nikt mnie nie słyszał, koszmarne  jest to odczucie, gdy krzyczysz ratunku, a głos nie chce ci przejść przez ściśniętą krtań. Na szczęście się przebudziłam i musiałam wielokrotnie mocno sobie pooddychać, żeby się uspokoić i dalej sobie zasnąć.
Zaraz do pracy wyruszam  Czekam tylko na poprawę pogody, ale to pewnie jeszcze nie dzisiaj, dobrze, że przynajmniej nie pada deszcz.
Życzę miłego wtorku

i w końcu nadeszło to jutro

 

wczoraj w blogu pisałam:

Dzisiaj niedziela, ostatnia przed….ale o tym dopiero jutro.
Koniec oglądania filmów do 2 – 3 w nocy bo…. ale o tym jutro

I dzisiaj to jutro nadeszło…
Domyślacie się na pewno?  Tak, dzisiaj wracam do pracy.
Co prawda pogoda nie jest szczególna na dzisiejszy powrót, ale człowiek nie wybiera, to tylko pogoda wybiera.
Co prawda aparat rtg nie jest jeszcze czynny, ale będzie, albo nie będzie, co robić, przynajmniej  na razie wychodzę ze skorupy.
Pomału, pomalutku wracam do świata żywych i twórczych 🙂
I wcale bynajmniej tym się nie martwię, a powinnam?????

NIECH SIĘ DZIEJE WOLA NIEBA Z NIĄ SIĘ ZAWSZE ZGADZAĆ TRZEBA !!!

Co prawda wolałabym, żeby za oknem nie było deszczowo i ponuro, by było tak pięknie, jak na moim zdjęciu, ale niestety nie zawsze można mieć wszystko, co się tylko nam zamarzy. Przyjdzie i na to pora.

W takim bądź razie mój  dzisiejszy wpis do blogu będzie krótszy, bo muszę pomału się już ” zagospodarować”, mam nadzieję, że będę wytłumaczona, bo takie pierwsze po długim czasie kilkugodzinne wyjście potrzebuje specjalnej oprawy.
Jutro za to ( może trochę dłużej) opiszę, jak ten pierwszy dzień pracy przeżyłam.
W każdym bądź razie mogę jeszcze dodać, że noc miałam koszmarną, późno zasnęłam ( jeszcze o 1.14 w nocy zaliczyłam jakiś głuchy  – stacjonarny telefon, który mnie zdenerwował, bo takie nocne telefony z reguły nic dobrego nie wróżą), za to obudziłam się już kwadrans przed szóstą, pewnie, gdy będę do pracy wychodziła moje oczy będą z ołowiu, ale cóż, najwyżej przekimam sobie godzinkę, dwie już po powrocie do domku.
No to na razie, miłego poniedziałku i fajnego całego tygodnia, chociaż pogodowo będzie on  podobno w kratkę, niestety.

Tajemnica Filomeny

 

 

Filomena Lee  jest prostą, religijną Irlandką. Jako młoda dziewczyna zaszła w ciążę  i zhańbiona została odesłana do klasztoru. Tam urodziła dziecko, które zakonnice wbrew jej woli  oddały do adopcji. 50 lat później Filomena stara się zmazać z siebie to piętno grzechu, które ze sobą nosiła, a które było jej największa tajemnicą, z którą nie dzieliła się nawet z najbliższą rodziną i  postanawia odnaleźć syna. Pomaga jej Martin Sixsmith  – błyskotliwy dziennikarz polityczny, zainteresowany kontrowersyjnym tematem.
Polecam do oglądania  chociażby ( bez żadnych ograniczeń) na iptak.pl, znakomity dramat psychologiczny, prowadzony z lekką nutką ironii i czasami z małą dawką humoru, znakomita rola przede wszystkim odtwórczyni roli  starszej pani, Filomeny, kobiety dostojnej, ale przy tym skromnej, pełnej dystansu do samej siebie i do otaczającej jej rzeczywistości
Naprawdę film godzien obejrzenia.

Dzisiaj bardzo newralgiczny dzień na Krymie, gdzie ma się odbyć referendum o przyłączeniu Krymu do Rosji.
Sprawa i tak wydaje się już niestety przesądzona, Krym pewnie pozostanie przy Rosji, chociaż referendum według mnie nie jest całkowicie praworządnie przeprowadzone, bo jak można mówić o praworządności, gdy w pogotowiu są rosyjskie sprzęty pancerne i inne militarne środki zapobiegawcze? Boję się tylko,  żeby nie doszło do zawieruchy rozprzestrzeniającej się na inne obszary świata, mogącej przynieść katastrofalne skutki.
Konflikt na Ukrainie przybiera coraz to inne, groźne wymiary i strach pomyśleć, czym by to się mogło skończyć.
A trudno w tej sytuacji powiedzieć słowami klasyka ” niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna,byle polska wieś spokojna”
Ale zostawmy te problemy innym mądrym głowom, już oni radzą, co uczynić w tej materii, aby tej hydrze łeb ukręcić tak, by nas za bardzo nie bolało.

Dzisiaj niedziela, ostatnia przed….ale o tym dopiero jutro.
Koniec oglądania filmów do 2 – 3 w nocy bo…. ale o tym jutro


Pogoda jaka jest wszyscy widzą. więc dzisiaj na pokrzepienie serca śliczny kwiatek i kubek, albo nawet dwa pysznej kawy jakoś  pozwoli dzisiejszy dzień przeżyć.
Nawet, gdy wczoraj, czy dzisiaj nie wszystko po naszej myśli poszło, takie jest życie.

O tak sobie

– Państwo w Europie na literę „K”
– Kowalscy
– Co rośnie korzeniem do góry?
– Ząb w górnej szczęce
– Przed kim król zdejmuje koronę?
– przed fryzjerem
– jak się nazywa zastępca lotnika?
– zalotnik
– Co myśli żaba tuląc się do jeża?
– miłość jest cierpieniem
– co myśli kura uciekając przed kogutem?
– zrobię jeszcze dwa okrążenia wokół kurnika, żeby pozostałe kury nie plotkowały,że jestem łatwa
– jak się nazywa byk po kuracji odchudzającej?
– skurczybyk
– ile pies ma zębów?
– cały pysk
– co leci w kinie w Wąchocku?
– tynk ze ściany
– jaki jest najbardziej niebezpieczny pocisk na świecie?
– Kobieta -wpada w oko, rani serce, szarpie nerwy, dziurawi kieszenie i wychodzi bokiem.

Trochę nietypowo zaczęłam dzisiejszy wpis, ale dziś jest sobota, więc wszystko wolno.
Pogoda rzeczywiście się zepsuła, jednak tym razem meteorolodzy nie kłamali, udało im się dobrze ” trafić ” pogodę.
Oby w przyszłym tygodniu lepiej optowali.

Czytałam wczorajszy blog Dawidka, na szczęście wszystko się dobrze udało, wszczepili mu te komórki macierzyste i teraz tylko trzeba czekać, aż zaczną działać.
Przynajmniej wczoraj nie narzekał już na gorączkę, czyli idzie ku lepszemu, dosyć się już to dzieciątko nacierpiało.
Jeszcze raz podkreślam, każde cierpienie jest straszne, ale gdy cierpi małe, niewinne dziecię to jest już okropne.
Nie wiem, czy ktoś oglądał zdjęcia Dawidka, ale on ma tak niesamowicie piękne niebieskie oczka i te podkręcone jak u laleczki rzęsy – tym bardziej chwyta to za serce. Ja nadal będę mu dopingowała w tej nierównej walce z jego choróbskami.

Dzisiaj już minął tydzień od tajemniczego zniknięcia malezyjskiego samolotu  i nadal nieznane są jego losy i losy jego pasażerów
Powstało sporo już teorii, co jedna bardziej lub mniej prawdopodobna, czasami brzmi jak jakaś bajka, niestety, nadal ani samolot ani jego wrak nie został odnaleziony.
Ostatnia teoria mówi o porwaniu samolotu pełnego podobno sztabek złota, czyżby w XXI wieku piractwo nowe oblicza przywlekło?
Przywykliśmy już do średniowiecznych piratów z klapką na oczach, ile tych klapek ma współczesny pirat, skoro myśli, że tak całkiem bezkarnie taki wielki samolot uprowadzi. Prędzej, czy później niestety okaże się, że gdzieś tam wrak samolotu leży rozwalony na jakiejś wyspie bezludnej czy coś podobnego, z tym, żer raczej żaden z rozbitków już żyć nie będzie, a są tacy, którzy jeszcze wierzą, że ich najbliżsi żyją

Spokojnej soboty życzę,skoro ślicznej nie mogę życzyć. Ale następny weekend już na pewno będzie i śliczny i wiosenny

 

 

Szczęście Dawidka

 

Już kiedyś wspominałam chyba o Dawidku Spałek, który jako wcześniak przyszedł na świat w 22 tygodniu życia z wagą porodową 450g.
Niestety nie dawał oznak życia, był reanimowany i…jak to w blogu Dawidka ( a blog prowadzi jego Mama, a pisany jest w osobie Dawidka) napisane zostało został ochrzczony i natychmiast życie zostało mu przywrócone.Marne i bardzo ciężkie życie  ma to dziecię, bowiem spadły na niego wszelakie nieszczęście związane z wcześniactwem :
„Teraz napiszę ze ściągawki, bo ja nie znam się na tym 😉 Miałem i mam nadal zespół zaburzeń oddychania, dysplazję oskrzelowo-płucną, a przy tym bezdechy. Krwawienie do mózgu 3. stopnia, wodogłowie pokrwotoczne… to chyba poważne 😦 W czerwcu miałem zabieg zamknięcia przewodu Bottala na serduszku. Zakażenie wrodzone, w lipcu przypałętała się jakaś posocznica układu pokarmowego… ojjjj ciężko było, nie mogłem pić mleczka mamusi, miałem drgawki, nie mogłem spać, miałem duży brzuszek i taki innego koloru, niby bordowego…” tak opisuje niektóre przypadłości swojego wcześniactwa w blogu Dawidek, dawali mu wtedy tylko 1-2 procent na przeżycie.”
24 maja Dawid skończy 2 lata, niestety ma wiele niedowładów i innych niedoskonałości zdrowotnych, ale stale jest pod opieką wszystkich możliwych „cioć i wujków”. którzy prowadza bardzo intensywną rehabilitację zarówno ruchową jak i ćwiczą inne jego narządy np oczy ( cierpiał na retinopatię), ćwiczą też i jego słuch, uczą go jeść ( wciąż jest karmiony, chociaż czasami stara się sam zjeść biszkopta, który ma w rączce) Bardzo biedny chłopak.
Kilka tygodni temu wykonywano mu w szpitalu w Prokocimiu (Kraków) rezonans główki, niestety zmiany w jego głowie są bardzo duże i raczej nieodwracalne, ale podjęto decyzję o pobraniu od niego komórek, by wyhodować komórki macierzyste.
I dzisiaj jest ten wielki dzień, gdy Dawidek będzie miał wszczepione te macierzyste komórki, które mają pomóc w zwalczaniu nieprawidłowości jego życia.
Oby to był szczęśliwy dla naszego Dawidka dzień.
Był trochę problem, bo prawie dwa tygodnie temu Dawidek nabawił się paskudnej infekcji, która bardzo trudno było zwalczać, jeszcze nie jest całkiem zdrowy, ale jednak postanowiono, że ten zabieg dzisiaj się odbędzie. Trzymam kciuki za Dawidka, przy nim nauczyłam się na nowo modlić co wieczór, bo w każdym swoim wpisie prosi o rozmowę z Bozinką o jego zdrowiu, więc modlę się nie tylko za Dawidka, ale za wszystkie dotknięte chorobą dzieci, one są takie bezbronne i tak bardzo przez los doświadczone. Całe szczęście, że Dawidek ma bardzo kochających go rodziców, często rodzice nie wytrzymują tego  naporu stresów  towarzyszących chorobie. w tym przypadku trzeba przyznać, że i mama i tata dziecka są wprost idealni
Jeżeli ktoś zainteresowany jest losem Dawidka zapraszam na Face Book, wpisując w przeglądarkę jego imię i nazwisko lub na stronie jego bloga http://dawidekspalek.blogspot.com/ Wpisy są bardzo rozczulające i czyta się je z wielkim zainteresowaniem, pewnie dzięki stylowi, którym matka w imieniu dziecka pisze.

Dzisiaj za oknem piękny piątek, a tu na sobotę ogłaszają deszcz ze śniegiem, prawda, że się pomylili?
Miłego piątki i całego weekendu życzę

Wiosna Ulu!

Wiosna Ulu, wiosna. Już i małe listki się pokazują nawet i kwiatki rosną, a tu pani Zima zapowiedziała, że jeszcze powróci.
A Kysz zimo, to już nie Twoja pora !
Dzisiaj nasza środa Uleczko, dlatego tak wiosennie rozpoczęłam ten wpis, serdecznie Cię pozdrawiając i słoneczko do Poznania podsyłając, chociaż przypuszczam, że i u Ciebie ono się tez pokazało.

Ciągle śledzę losy tego zaginionego samolotu, bardzo dziwne, czyżby znów mamy nowy, tajemniczy  trójkąt, w którym giną samoloty?
Czemu wciąż telefony komórkowe zaginionych pasażerów są czynne? Gdyby były zamoczone w oceanie, pewnie same aparaty by się wyłączyły i taki abonent byłby niedostępny, nikt na to nie zwraca uwagi?
Dlaczego jeden z pasażerów pokazał się na necie ( przypuszczam, że na Facebooku), ale gdy ktoś z rodziny do niego się odezwał nie było żadnej odpowiedzi?
To wszystko całkiem jest tajemnicze, z pogranicza fikcji.
Co dalej z tego wyniknie? Wszak był podobno przypadek, że strzępki wraka zaginionego samolotu odnaleziono dopiero po 2 tygodniach.

Miłej środy wszystkim

z czego przyszło mi się cieszyć


Lubię takie zdjęcia. Oczywiście nie podszywam się pod jego autorstwo, ale przeczytałam przy nim, że w najbliższym tygodniu ( a może i weekendzie) pogoda ma sięgać omalże letniej temperatury ok 20 stopni i od razu tak promiennie na duszy mi się zrobiło.
Bo gdy nie za bardzo jest się czym cieszyć, a ostatnio niestety wszystkie medialne wiadomości nie są zachęcające, trzeba się umieć cieszyć nawet drobnostkami, które albo już są, albo niebawem ( mam nadzieję) nadejdą.
A ja już się cieszę, bo albo w ten, albo w następny weekend  ” urzędować” będę w Modlnicy na małej rodzinnej uroczystości, na która już zostałam zaproszona, dokładna data będzie niebawem mi podana.
Może uda się już usiąść w naszej cudownej altanie i nadsłuchiwać, jak ptaszki świergolą wesoło i podpatrywać jak trawka zaczyna się zielenić, listków małe pączki się pojawiają, sprawdzać, czy gdzieś nie pojawił się już zalążek kwiatuszka…..
No więc sami widzicie, już mam się czym cieszyć, oczywiście nie wspominając rodzinnej atmosfery przy uroczystym pysznym obiadku.
A jednak moja ” żarłoczność” musiała wypłynąć na wierzch, nie udało się jej ukryć za zakumulowanym opisem wiosennej aury 🙂
Czy rzeczywiście to tylko drobna przyjemność? Życie składa się z nocy i dni, ale czasami bywają niedziele, to słowa przytoczone z  powieści Nocy i dni, te słowa mówiła Barbara podczas spaceru wraz z Bogumiłem, ona też potrafiła się cieszyć z tego co ją otacza, bo na moment pomogło się jej to otrząsnąć z szarej rzeczywistości.
I ja też się otrząsnę z marazmu, który ostatnio usiadł na moich ramionach  i taki kontakt z naturą jest mi konieczny właśnie teraz do życia.
Najgorsze, że kręgosłup tak ostatnio daje mi do wiwatu, że praktycznie nie wychodzę z domu, wiem, że jest to złe, bo coraz bardziej niestety się starzeję i coraz mniej sensu  życia widzę w sobie, co chyba też przenosi się na coraz większą izolację od ludzi ( z niektórymi już zupełnie nie potrafię się porozumieć)
Tylko powrót do pracy może mnie chyba uzdrowić, bo znów będę pośród ludzi, będę zmuszona wyjść z domu, będę mogła się udzielać w życiu ale czy to jeszcze potrafię?????

P.S. Parodiując studencką ongiś piosenkę ze smutkiem śpiewam : mnie nie jest wszystko jedno, nie dla mnie cały świat, bo człowiek bez pieniędzy (  na które nie potrafi  sam zarobić) jest guzik wart

tajemnicze porwanie?

 

Jak już wiecie, ostatnio zajmuję się ( czasami) śledzeniem lotów, przeglądam mapy i…..
Właśnie zastanawiam się, co właściwie u tych wybrzeży Wietnamu tajemniczego się  stało z tym zniknięciem samolotu.
Dlaczego zniknął z radaru, czemu pilot wyłączył namiary samolotu, a zresztą, gdyby nawet rzeczywiście takie urządzenia wyłączył, to i tak ( podobno) jakiś ślad po nim pozostał, chociażby w postaci  małego punkcika.
Samolot to nie mucha, gdzieś jakiś ślad po nim pozostać musiał, a tu co rusz nowe hipotezy podają, które natychmiast są weryfikowane jako niewiarygodne.
A co z tymi 239 pasażerami, się stało, którzy prawdopodobnie nie żyją, tylko gdzie są szczątki ich ciał?
To straszne nieszczęście dla rodzin tych zaginionych pasażerów, a może jeszcze niektórzy pośród nich łudzą się, że ich najbliżsi jeszcze żyją?
Pooglądałam sobie  na mapie wczoraj okolice, gdzie ten straszny przypadek ( specjalnie nie piszę wypadek) mógł się stać, szkoda, że nie jestem jasnowidzem i nie mogę w ten sposób pomóc w poszukiwaniach, muszę, jak i wszyscy pozostali czekać na wiadomości dotyczące tych poszukiwań.
Boże, a jak wszyscy zostali pożarci przez jakieś rekiny i dlatego nie pozostał żaden ślad? No tak, ale samolotu ani nawet jego kawałków rekiny by nie pożarły?
Lepsze takie rozmyślania, niż zastanawianie się nad tym, jak to Putin wszystkich za nos wodzi i robi co chce, wcale nie przejmując się żadnymi ostrzeżeniami.
Ale nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka, Hitlerowi też do czasu się tylko udawało, ale przyznać trzeba, że i tak wiele krzywd wyczynił, zanim z tego świata w piekielne otchłanie odszedł
NU Putin, pogodi, to jeszcze nie koniec!!!

Dzisiaj zaczynamy nowy piękny i słoneczny tydzień, więc wznieście uśmiech na swoja twarz, wojny nie będzie!!!
A żeby miło ten tydzień rozpocząć dodaję wesołe zdjęcie, uśmiech wszak zawsze jest wskazany.

zachwyt

 

Zachwyciłam się teraz bardzo ciekawa stroną http://www.flightradar24.com pokazującą trasy przelotów samolotów na całym świecie.
Można wybrać sobie jakiś lot i śledzić jego lot od startu aż po lądowanie, szczególnie przydatne to jest, gdy ktoś bliski gdzieś tam sobie leci i można poobserwować jego lot i jego szczęśliwe (!!!) lądowanie.
Ten link dostałam wczoraj od Elusi, ,więc przy obserwowałam dobie lot z Londynu do Dubaju, z tym, że nie do końca, sen jednak mnie troszkę zmożył, mam nadzieje, że szczęśliwie wylądowali.
To fajne nawet zajęcie, w lecie obserwowałam polskie plaże, teraz śledzę samoloty…
A dzisiaj piękna  niedziela za oknem, prawdziwa wiosna, ciepło, słonecznie, aż w duszy gra.
Polityki trochę słucham jednym uchem, zaczyna to już być całkowicie nudne,  ta już wolę  te moje samoloty
Właściwie to cały mój wpis na tą niedzielę, innych nowych i ciekawych tematów już nie mam

To pozostaje mi życzyć miłych godzin niedzielnego odpoczynku

8 Marca = Dzień Kobiet


Pierwsze życzenia z okazji Dnia Kobiet dostałam już dwie minuty po północy.
Na tej pięknej kartce były napisane miłe życzenia: Życzę Ci tego, czego życzą wszyscy mężczyźni
kobietom na tej planecie Ziemią zwanej.
Dlaczego przytaczam te słowa? Bo są szczere i nie banalne, nie szablonowe, dziękuję ofiarodawcy, mam nadzieję, że za tymi słowami idą także czyny?
Nie spodziewam się dzisiaj innych życzeń, no może któryś z Panów na Face Booku coś skrobnie, ale czy to jest takie ważne?
Kto teraz obchodzi ten dzień jako święto?
Kiedyś i owszem, teraz może w rodzinnym kręgu, albo wśród najbliższych przyjaciół docenia się Kobietę, kiedyś było to państwo narodowe, napompowane goździkami, paczką kawy czy parą rajstop, które w dodatku musiały być potwierdzone podpisem osoby ofiarowanej, może dlatego nosiła karykaturalne rysy.
Dzisiaj jest na szczęście już normalnie, co oznacza, że jeżeli ktoś docenia Kobietę, znaczy,że jest ona tego warta ( przynajmniej dla tej osoby).
Ot, taka moja krótka dygresja na temat dnia dzisiejszego.

Nie dość, że mam kłopoty ze snem, to jakiś idiota obudził mnie  telefonem o 5 rano wrzeszcząc na mnie: no, gdzie ty jesteś?
A gdzie miałabym być? wiadomo o tej porze smacznie sobie spałam, ale po 2 telefonach od owego ” przyjemniaczka” sen odpłynął w siną dal.
Ludzie, sprawdzajcie, do kogo dzwonicie, szczególnie o tej porze pomyłki telefoniczne są skandaliczne. Cały dzień mam ” z głowy” a tak fajnie się zapowiadał…
Wczorajszy dzień też był b. miły, szczególnie wieczorkiem, gdy przyszedł do nas Łukasz ( mój bratanek), zadał mi kilka fascynujących zagadek logicznych, na niektóre o dziwo nawet udało mi się odpowiedzieć, czyli Alzheimera raczej nie mam. Ale troszkę sobie głowę połamałam, ale to jest właśnie najlepsze lekarstwo na ćwiczenie własnego mózgu, dłużej sprawny pozostaje . Skoro ćwiczy się ciało, trzeba i ćwiczyć od czasu do czasu mózg, chociażby rozwiązując takie zagadki, albo na przykład krzyżówki.

Wszystkim moim Koleżankom  w tym szczególnym dniu życzę wiele uśmiechów i wiele pięknych kwiatów  i prezentów z cudownej  biżuterii, bo ciągle mam nadzieję, że gdzieś tam trochę prawdziwych dżentelmenów pozostało.

P.S. a dzisiaj jest istnie  świąteczna kumulacja w Lotku, można wygrać aż 10 milionów złotych, ale fajnie by było taką sumę wygrać co?