Pamięć

Dzień 2 września zawsze jest dla mnie smutnym dniem.
Dzisiaj mija czterdziesta rocznica śmierci mojego Taty, Mój Boże, czterdzieści lat tak, jakby zaledwie kilka dni. Wszystkie wspomnienia wracają….
Tato, nigdy o Tobie nie zapomnę i zawsze czuję Twoją pomoc. Kocham Cię.

Wczoraj do godziny 17 stej jakoś się trzymałam, potem zaczęły się nerwy.
Myślę, że to jest normalne, nie wyobrażam sobie człowieka, który by tam nie wymiękał, to tak trochę podobnie jak przed siadaniem na fotelu dentystycznym, jedni się boją, a drudzy udają bohaterów, chociaż wszystkie nerwy w nich drgają. Coby nie mówić jest to jednak stres dla  człowieka, najpierw czekając na badanie, a potem czekając na wynik.
Zachowywałam się jednak odpowiednio, skoro nawet pan doktor mnie pochwalił, No fakt, miałam robione oba badania, czyli i gastroskopię i kolonoskopię pod uśpieniem i tak polecam wszystkim, którzy na kolonoskopię się wybierają, nie ma co chojrakować , z odgłosów z sali, gdzie to badanie wykonują bez uśpienia słyszałam jednak głośne jęki, po co się dodatkowo stresować?
A samo „uśpienie” trwa dosłownie z 10 – 15 minut i nawet człowiek nie wie, kiedy go już nie ma i kiedy znów się pojawia.
Fakt, że jednak czasy bardzo się zmieniły ( na korzyść), przypomniałam sobie, jak takie czekanie po narkozie ( gdy na przykład usuwałam ropne zęby) wyglądały ongiś, gdzieś na ciemnym korytarzu leżałam na wąskim wózku i cały czas bałam się, żebym nie spada. Tu wysoka kultura. Co prawda same badania miałam na wózku, ale zaraz potem zostałam przewieziona do sali wybudzeń, gdzie leżałam na całkiem wygodnym łóżku, zresztą bardzo krótko, bo po pierwsze od razu się wybudziłam ( jeszcze na sali), spałam bardzo krótko, a poza tym byłam ostatnią pacjentką i wszystkim też spieszyło się do domów, jako, że dochodziła prawie 22 godzina.

 

A co o samym zabiegu: no cóż, wszyscy w tej Medicinie na ul Barskiej są bardzo sympatyczni i pielęgniarki i pani doktor- anestezjolog, która mnie znieczulała, już nie wspomnę o panu doktorze, który mi i gastroskopię i kolonoskopię wykonywał, był po prostu szalenie przystojny!!!!
Najpierw miałam zrobioną gastroskopię więc w czasie zasypiania wsadzili mi rurkę do gardła ( pewnie, żeby mieć ze mną kontakt w trakcie jej połykania), ale spokojnie, bez żadnego odruchu wymiotnego, zresztą dokładnie nic nie pamiętam. Wydawało mi się, że cały czas słyszałam ich rozmowy i że ciągle jeszcze nie śpię, toteż wielkie było moje zdziwienia, gdy nagle mi ktoś powiedział, to już wszystko, dziękujemy. A ja wciąż czekałam, kiedy zabieg się zacznie ha ha ha.
No i po co te nerwy???
Potem jeszcze chwilkę poczekałam na wyniki i okazało się, że jelito grube mam zdrowe, nic, żadnych zgrubień, czy polipów, a w dodatku nawet mój wrzodzik chyba się  przestraszył, bo gdzieś zanikł, pozostała tylko lekko zmieniona opuszka XII-cy ( stan po wrzodowy) no i niestety zarzucanie żółci do żołądka i to powoduje jego stan zapalny i ból. Wystarczy odpowiednia dieta (!!!?????) i wszystko będzie ok.
No właśnie, dieta…….
A po powrocie co prawda nie zjadłam tego prawdziwego smażonego steku, jak mi się marzyło, ale Tomek przyniósł mi wspaniałą chińszczyznę, którą sam zrobił,
małe kawałki mięsa, papryka, pieczarki i makaron, to wszystko we wspaniałym sosie słodko kwaśnym, mówię wam, pychotka, zajadałam, aż mi się uszy trzęsły.
No, ale to był pierwszy wspaniały posiłek po tych trzech dniach głodówki, to tym bardziej smakowało.
Jestem szczęśliwa, że te badania mam już poza sobą i że wszystko jest OK.
Teraz już nie mogę narzekać, że pewno zgodnie z rodzinną tradycją szybko umrę, bo jestem na to za zdrowa!!!! Prócz cukrzycy, na która teraz jest kolejka do uregulowania i oprócz bólów reumatycznych, którym nic już nie pomoże, są i koniec, nic mi nie dolega. Będę mogła pożyć sobie do tej osiemdziesiątki plus.
Zresztą mam wpisane w karcie wyników, że następną kolonoskopię powinnam wykonać za 10 lat. I właśnie też mi tak doktor powiedział, następnym razem spotykamy się za 10 lat. Z całą przyjemnością przystojny panie doktorze, będę już od dzisiaj odliczała te dni do następnej wizyty u pana 🙂
A tak w ogóle to mam jakieś naprawdę szczęście do miłych lekarzy, począwszy od pani doktor pierwszego kontaktu, przez przesympatycznego pana doktora chirurga od blokad do tego wczorajszego pana doktora, a po drodze jeszcze na pewno wspomniałabym kilku innych.
I pomyśleć, że wszyscy narzekają na służbę zdrowia!!!!

Kończę już ten dzisiejszy wpis, zaraz muszę lecieć  jak na skrzydłach do pracy, bo taka zdrowa osoba jak ja tylko może z radości fruwać:-)
Miłego dnia życzę, co prawda rano jest pochmurno, ale podobno potem ma być już o wiele lepiej.