Nudny temat, ale o czym mam pisać o czwartej trzydzieści rano?
Zasnęłam wczoraj, jak na ostatnie moje możliwości dosyć szybko, przyznam się, wypiłam lampkę czerwonego, wytrawnego wina wieczór. Dobre wino, bo od Konrada. Zadziałało, nawet oglądnęłam sobie tylko kawałeczek filmu Kapelusz pana Anatola, nie wiem, czy nawet minęło 10 minut, gdy słodko sobie usnęłam.
No i co z tego, skoro tuż przed czwartą już obudziłam się na dobre? Okropnie jest męczące to spanie na kilka rat, przyznam się szczerze, że już przyzwyczaiłam się nawet do tych popołudniowych moich drzemek, no skoro nie mogę spać w nocy, to kiedyś odespać to trzeba, no nie?
Ale jednak od tabletek na sen stronię, nie chcę się stać „narkomanką”
A jednak wczoraj kilka promieni słonecznych dotarło do Krakowa, jakaś dobra duszyczka nam je przesłała. Nawet po pracy usiadłam sobie na ławeczce na „moich plantkach” i chwilkę poczytałam sobie Świat seriali, które akurat kupiłam. Czy to dla zdrowotności? wątpię, bo owy prawdę powiedziawszy, skwerek z dwóch stron otoczony jest ulicami, po których jeżdżą auta, więc trochę tych „zdrowych spalin” do mnie docierało. Ale i tak lepsze to, niż siedzenie w domu.
Zresztą zrobiło się tak cieplutko, że aż kusiło do odpoczynku na ławce.
To tylko niektórzy mają to szczęście, że wychodzą sobie na tarasik i już mają „wakacje”
Fakt, że tak jest tylko na wiosnę, w lecie i w ciepłym okresie wczesnej jesieni, gdy jest już słota, a potem śnieg, to raczej nie ma co im zazdrościć. Ślizgawica i błota na bocznych drogach, śnieg na posesji do odgarnięcia, no może tylko można pozazdrościć im tego kominka, w którym wesoło palą się drewna i tak fajnie przy tym trzeszczą. W lecie też gospodarzom są przysposobione dodatkowe obowiązki, a to trzeba trawnik skosić, a to kwiatki w ogródku podlewać, ale potem można wynieść kocyk do ogródka i położyć się w słoneczku i odpoczywać po pracy, bo dzień długi…..
A ja tak bardzo miło wspominam te poranne kawy na tarasie :-). Na następne takie będę musiała poczekać raczej bardzo długo, aż do ciepłej wiosny.
Ale za to jak bardzo będą cieszyć wtedy moje oczy nowe, pięknie rozwijające się rośliny!!
Tak w ogóle najwięcej właśnie lubię wiosnę, wtedy czuję, jakbym na nowo do życia się budziła. Ale przecież człowiek to też część natury, dlatego tak właśnie z nią się utożsamia. Jesienią przysposabia się do zmiany klimatu i robi się nieco ospały, zimę najchętniej by całą przespał ( jak niedźwiedź), dopiero wiosną……..zaczyna swoje życie na nowo. A może to tylko ja mam takie usposobienie?
I na tych filozoficzno – klimatycznych moich rozważaniach kończę super poranny mój wpis, może jeszcze chociaż na dwie godzinki głowę do poduszki przyłożę, oglądając mojego „usypiacza”, czyli serial Rodzina zastępcza. Uwielbiam go, bo jest taki ciepły, rodzinny, daję mi namiastkę tego, czego już nie mam
