No właśnie, dzisiaj późnym popołudniem czeka mnie ( mam nadzieję) miła niespodzianka.
Wiem tylko, że gdzieś będę ‚”porwana”, ale Maciek szczegółów nie ujawniał, jak niespodzianka, to niespodzianka.
Fajnie, przynajmniej piątek będzie przyjemnym dniem. I pewnie wszystko potem w swoim blogu opiszę, no może nie wszystko, ale na pewno uchylę rąbka tajemnicy 🙂
Bo wczoraj jakoś nieszczególnie było, najpierw rano tylko mżyło, wczesnym popołudniem, akurat wtedy, gdy jechałam po pracy rozpadało się na dobre.
Nawet moje czary nie zadziałały, a sami wiecie, jak to się w deszczu spaceruje, szczególnie, gdy nie ma się przy sobie parasolki. Ta moja składana mi się popsuła, a tej wielkiej z rączką nie chciałam brać, jest niewygodna i łatwo ją zgubić. No a po co ją miałam brać, skoro tylko mżyło?. Skąd miałam przypuszczać, że jednak deszcz nie przepuści i rozwinie się z tej niewinnej mżawki na całego. A mówią przecież: parasol noś i przy pogodzie, ale jakoś nie mogę tego nawyku w sobie wyrobić.
Wzruszająca była wczorajsza uroczystość przyjęcia przez prezydenta Komorowskiego dymisji rządu premiera Tuska.
Szczególnie prezydent podkreślił, że to jest inna niż zazwyczaj dymisja rządu, spowodowana zazwyczaj upadkiem rządu, tym razem jednak spowodowana ona była awansem naszego premiera na wysokie stanowisko unijne. I bardzo dobrze, że to właśnie pan prezydent podkreślił, albowiem nawet ten awans prezes koniecznie chciał przerobić i na upadek premiera, który obejmie wg Kaczyńskiego nic nie znaczące stanowisko w Unii i wręcz całej Polski, która pozostanie całkowicie w ruinie po nieudanych rządach PO.
Oj Kaczyński, Kaczyński, po tyłku byś się kopał, gdybyś podobne w Unii stanowisko dostał, tylko jest jedno malutkie ale, nikt tam cię nie chce!!!
Na pożegnanie pan prezydent wręczył premierowi piękną busolę, która ma mu wskazać drogę powrotną do swojego rodzimego portu, do Polski.
Pięknie to powiedział pan Prezydent, naprawdę byłam wzruszona.
A jeszcze muszę dodać, że jadłam wczoraj ugotowaną przez Monikę pyszną, prawdziwą zupę rybną, w której prócz rybek były mule i krewetki, oczywiści były tam i uduszone jarzynki i… kleksik specjalnego sosiku, robionego na bazie osobiście robionego majonezu z różnymi, bliżej mi nieznanymi przyprawami..
Całość była wspaniała, a co najważniejsze, całkiem nie tucząca. W każdym bądź razie zupa była gotowana wg. przepisów diety Montaigne, na którą to dietę właśnie Monika przechodzi. Sprowadziła specjalne makaronu o niskim indeksie glikemicznym, oraz także nisko dietowe sosy i zupy.
Nawet przez moment zastanawiałam się, czy się do tej diety nie podpiąć, ale zaniechałam jednak tej myśli , wiem, że muszę sama zadecydować o wyborze mojej diety. Chociaż z drugiej strony może przy cukrzycy nie byłaby ta dieta taka zła? Muszę to sobie raz jeszcze dobrze przemyśleć …..
Bo co będzie, gdy akurat podczas stosowania diety wypadnie mi jakaś impreza, święta, imieniny – urodziny itp? Będę musiała walczyć z pokusami i będę tylko stresów sobie przybierała. A wszystkie życiowe sytuacje trzeba brać pod uwagę, ( zawsze jakieś excuse musi być, prawda?).
Pełnia księżyca chyba już dobrze za nami, co prawda raz w nocy się przebudziłam, ale nie musiałam już wstawać, zaraz usnęłam z powrotem. Jednak ważne dla mnie jest spanie przy lekko uchylonym oknie, gdy robi się duszno od razu źle śpię. I już się martwię, jak będę spała, gdy zaczną grzać w kaloryferach.
Ano pożyjemy, zobaczymy.
Dzisiaj jest w miarę ciepło, ale całkiem pochmurnie, ale kto wie, czy słoneczko w południe znów nie zrobi nam psikusa i zza chmurki wychynie?
uczę przyjemnego dnia, bo wiadomo piątek to…….. wiadomo!
