ale była impreza!

 

Dzisiaj późno piszę swojego bloga, bowiem bardzo długo wczoraj ( a właściwie i dzisiaj) imprezowałam
Ale od początku: o godz 17 przyjechał po mnie Maciek i pośród niesamowicie zakorkowanych wszystkich ulicach Krakowa dotarliśmy ma miejsce, czyli na nowe osiedle, które znajduje się prawie u wylotu z Krakowa na trasę warszawską.
Właśnie tam, na tym osiedlu Maciek i Ela otwarli Filię nr.1 swojej przychodni. Mieści się ona w lokalu użytkowym bloku. To może nie bardzo duża, ale bardzo ładna przychodnia, wszędzie pachniało czystością, nowością i nowoczesnością. Mieszczą się tam ( prócz sporej rejestracji) cztery gabinety lekarskie, duży gabinet zabiegowy no i dosyć spora poczekalnia. Każdy szczegół przychodni jest bardzo ładnie wykończony, wiadomo, skoro wszystkie prace budowlano- elektryczno- wykończeniowe robił przyjaciel Maćka, wraz z kolegą. Żadnej fuszerki ( no przynajmniej takiej, która rzucałaby się w oczy). Każdy gabinet wymalowany jest w innym kolorze ( żółty, seledynowy itd), a do tego w odpowiednim  do koloru ścian taki sam kolor leżanki dla pacjenta, kolor leżanki, Oczywiście nie muszę dodawać, że cała przychodnia jest skomputeryzowana, co ułatwia pracę lekarzom, w każdej chwili mogą u siebie w gabinecie znaleźć odpowiednią wiadomość.
Podsumowując bardzo mi się ta przychodnia podobała.
Gdy przyjechałam z Maćkiem w przychodni była tylko Ela, Dari i Wika, ale w niedługim czasie pomału zaczęli schodzić się goście, ( przede wszystkim lekarze i pielęgniarki z podstawowej placówki, ale przyszło kilka osób nowych, którzy podejmą w poniedziałek tam pracę), którzy po zwiedzeniu przychodni zostali poproszeni do holu na poczęstunek. Oczywiście cała feta zaczęła się od przemówienia Szefa – Maćka, potem był wzniesiony szampanem toast za pomyślność nowej przychodni, no i potem zaczęliśmy spożywać pyszne cateringowe sałatki, kanapki, babeczki z różnymi pastami etc.
Oczywiście były też jeszcze drinki do wyboru i alkoholowe i bezalkoholowe, które sprawnie serwowała nam Daria ( Wiktoria w międzyczasie nas opuściła, poszła na własną integracyjną imprezę dla licealistów).
Było sporo wspomnień, śmiechów, anegdotek, tak, że bardzo przyjemnie nam się długo siedziało. Oczywiście stopniowo goście z różnych powodów wymykali się do swoich domów, ale ci najbardziej wytrwali siedzieli aż do godziny pierwszej z minutami.
Ja też do tej godziny wytrwałam, chociaż przyznam, że były momenty, że już mi się oczy przymykały, chociaż prócz jednej lampki szampana nie piłam żadnego alkoholu. Zamówiłam więc taksówkę i o wpół do drugiej pojechałam do swojego domku.  Jako stały Klient mam taką opcję w tej firmie taksówkarskiej, że w taryfie drugiej ( a więc w godzinach nocnych, oraz w niedzielę i w święta) mam upust 40 procent na opłatę taksówki, przyznam się, że właśnie wczoraj po raz pierwszy z tej opcji skorzystałam.
Wchodzę więc późną porą do domu, cichutko na paluszkach, a tu okazało się, że dom co prawda oświetlony, ale pusty. Pewnie domownicy też byli na imprezie otwarcia nowej Cricoteki w Krakowie.
Chwilę jeszcze sprawdziłam na komputerze co w świecie się dzieje, więc  w sumie poszłam spać dopiero o wpół do trzeciej w nocy.
Ale co to dla mnie, prawda? przyzwyczajona jestem, zwłaszcza ostatnio do nocnych hulanek :-).
No w każdym razie jestem bardzo zadowolona z wczorajszego dnia, zwłaszcza, że tak rzadko ostatnio udaje mi się gdzieś „bywać w świecie”

A dzisiaj już normalny, sobotni dzionek, nawet lekko słonkiem uśmiechnięty, może będzie tak samo ciepły, jak ten wczorajszy dzień?

Miłej soboty