reminescensje po niedzieli

 

Wczorajszy dzień zaliczam do bardzo udanych. Przyjechała po mnie Magda i pojechałyśmy do Modlnicy.
Dzionek był piękny, acz nieco chłodny. Ale i tak dało się posiedzieć do wieczora na tarasie.
Trochę przyjemniej się zrobiło, gdy słonko przeszło na drugą stronę domu, czyli świeciło na taras.
Ale zdecydowanie nie z taką siłą, jak jeszcze całkiem niedawno.
No cóż, ubrałam grubszą bluzkę, spodnie, sweter i było całkiem, całkiem.
Natura też już pomału skąpi nam pięknych widoków, niektóre kwiatki już powiędły, ale najbardziej okazale wyglądała róża, którą kupiłam Magdzie na urodziny. Widać, że ze szczerego serca ją ofiarowałam.
A jak wspaniale smakował obiadek zjedzony na tarasiku! To całkiem co innego, niż tradycyjny, niedzielny obiad ” za stołem”
Tu osa jakaś przeleci, a tu motylek na kwiatku usiądzie ( chyba to już ostatnie ich takie porywy przed zimą), tu wiaterek zawieje i słonko do talerza zaglądnie, sama radość.
Jeszcze pomarzyłyśmy z Magdą co i gdzie w przyszłym roku trzeba zasiać i już wieczór zaczął nadchodzić, niestety słonko bardzo szybko zachodzi, o godz 18 już było niziutko nad ziemią. Taki mamy klimat, taką mamy porę roku- SORRY 🙂

A dzisiaj weszłam już do świeżo wyremontowanego rentgena i śmiało rzecz można : zaczynam swoją działalność.
I tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy  blogowy wpis.
Raniutko powitało mnie w Modlnicy przepiękne słoneczko, tak więc dzisiejszy dzionek zapowiada się wspaniale.
No to życzę wszystkim przemiłego, radosnego poniedziałku.