daleko od polityki

 

 

Nie chce czytać, nie chce pisać, nie chcę oglądać o polityce. Nawet zarzuciłam oglądanie  Szkła Kontaktowego, nie mówiąc o Kawie na ławie i podobnych im programach.
Mam już dosyć polityki, zresztą po kolei każdy polityk, dziennikarz, czy socjolog ma swoje własne zdanie na temat, a co naprawdę pan Putin myśli, to czort go wie. Dzisiaj wpadł mi nawet taki tytuł w Onecie: Putina opanował Szatan. Kto wie, może jest trochę w tym prawdy?
Mam tylko nadzieję, że nie jest taki głupi, aby zaatakować nas, albo kogokolwiek nuklearnie, bo to i dla niego byłby raczej koniec.
Przecież wie, że i takie same nuklearne pociski są lub będą skierowane w jego stronę, a przecież nie o to chodzi, by pozostawić po sobie pożogę i nic więcej.
Dlatego mam nadzieję, że wszystko skończy się na warkach i na szczekaniu. OBY!!!!

Dzisiaj odpoczynku ciąg dalszy, za oknem piękne słonko i jesienna ciepłota oraz miłe wspomnienia minionego lata. Nawet po plaży spacerują ludzie, wczoraj widziałam nawet odważnych, którzy kąpali się w morzu, chociaż ono już chyba zimne jest z powrotem.
Życzę przyjemnej niedzieli

piątek weekendu początek

 

I kto z nas na ten dzień nie czeka. Tym bardziej, że zapowiadają śliczne, weekendowe dni.
Ale co tu mówić, niestety już czuć tą jesień. Wczoraj wracając z pracy przysiadłam chwilkę na ławce, było bardzo przyjemnie i słonecznie, ale i słonko nie tak już grzeje i wietrzyk zapach jesieni przynosi……
Ale ja lubię jesień, ale tą słoneczną, ciepłą, szeleszcząca pożółkłymi liśćmi i pachnące Babim Latem. Dopiero potem, gdy słota nadchodzi, a wszystkie kostki dają o tym znać bólem robi mi się smutno i wyczekuję…wiosny, tak, tak, odliczam, ile dni mi do niej jeszcze pozostało.

I coś na wesoło:

– Dlaczego pan nie wyrzuci tego pijaka za drzwi? – mówi jeden z gości do barmana. – Trzeba być człowiekiem, przyjacielu… Tam za drzwiami czeka jego żona…
        
          *******

- Tato, dlaczego ten pociąg zakręcowywuje?
– Nie mówi się „zakręcowywuje”, tylko „zakręca” Jasiu!
– No dobrze, to dlaczego on zakręca?
– Bo mu się tory wygły…

         *******


 Polska jesień, deszcz zacina, zimno, ponuro. Przez miasto jedzie Mercedes, wiadomo szklane drzwi, aby dres było widać, klasa S. Zatrzymuje się na skrzyżowaniu na światłach obok kościoła. Kierowca opuszcza szybę, a pod kościołem z czapką w dłoni stoi sobie chudziutki facio, istna bida. Kierowca Mercedesa pyta:
– Józek? Józek, to ty?
– Heniek? – pyta bida.
– Józek, kopę lat, wsiadaj, co będziesz tak na deszczu stał, podrzucę cię.
Jadą. Józuś rozgląda się ciekawie i po chwili mówi.
– Widzę, że u Ciebie dobrze.
– Nie, co ty! Nie jest dobrze. Interesy nie idą. Zbankrutowały trzy moje firmy, stara rozwaliła nową BMkę, córka uczyć się nie chce, to wysłałem do Oxfordu, a tam skubnęła mnie na 20 patoli z Visy. Jak wróci,to jej… No, ale co u Ciebie Józek?
– No wiesz, trzy dni nic nie jadłem…
– No co ty Józek, tak nie można. Zmuś się Józek, zmuś!

Miłego dnia


dzisiejszy blox bez wpisu

 

Po prostu nie chce mi się nic specjalnego dzisiaj wymyślać.
Od czasu do czasu mi wolno, prawda?

A więc tylko ładne zdjęcie dołączam i życzenia miłego dnia.
I coś na wesoło:

– Sąsiadko, tak mi ciebie szkoda. Te twoje bliźniaki tak strasznie krzyczą…
– Nie ma tak źle. Jeden krzyczy tak głośno, że tego drugiego nie słychać.

    ****

Matka młodocianego włamywacza odwiedza go więzieniu:
– I widzisz! Nie słuchałeś mamusi i masz skutki! Zawsze ci powtarzałam, żebyś nie wychodził z domu bez rękawiczek.



i wszystko wiadomo – Ś R O D A !!!!!!

 

Niemożliwe, znowu środa? Ulu, popatrz, znów nasz wspólny  dzionek nadszedł, wprost niesamowite!!!
Dzisiaj już  jestem weselsza bo i zdrowa i słoneczna i wesoła i nawet na co umrzeć nie mam :-).
Ciekawe, czy już jesteś u siebie w domku, czy jeszcze po wsi  resztek lata szukasz.
Ja ciągle jestem w Krakowie, jakoś ostatnie weekendy niezbyt mi się układały, zawsze coś na przeszkodzie stawało.
To dobrze, że masz taką okazję od zgiełku i miastowego kurzu odpocząć.
Całuję Cię jak zwykle serdecznie i pozdrawiam cała Twoją Rodzinkę. I oczywiście kolejną piękna róże do Twojego rozarium dołączam, taką bardzo delikatną, jak różową chmurkę.

Rano chłodno jeszcze, ale potem ma być podobno piękna środa, no ciągle przecież trwa lato!
Teraz  w TV pokazywali wymarłe plaże bałtyckie, a jeszcze niedawno człowiek leżał tam na człowieku a do morza ustawiała się kolejka, ha ha, śmiesznie to wyglądało.
Zresztą podobnież było w Tatrach, podziwiałam ludzi, którzy godzinami stali, by dostać się na przykład  na szczyt Giewontu, aby potem szybko zejść i ustąpić miejsca następnym. Gdybym lubiła górskie wycieczki na pewno jeździłabym w góry teraz, we wrześniu, gdy nie ma tłoku i można sobie rzeczywiście odpoczywać.
Inna sprawa, że teraz o wiele wcześniej robi się zmierzch, a to w górach może być niebezpieczne, ale cóż, ludzie na to nie zważają. Najbardziej uśmiałam się z jakiejś turystki, która wraz z partnerem maszerowali po Tatrach w klapkach, w pewnym momencie pani nawet zdjęła klapki, bo wymyśliła sobie, że najwygodniej po górskich szlakach chodzi się ….boso. Oczywiście ich eskapada skończyła się, gdy musieli prosić  GOPR o pomoc  w zejściu w dół po już śliskim szlaku.
Wiele dziwnych przypadków spowodowanych ludzką bezmyślnością ostatnio w górach się zdarzało i zastanawiam się, czy podobnie jak  przy nierozważnym wezwaniu karetki pogotowia płaci się karę, nie powinien i GOPR wprowadzić opłaty za lekkomyślne wzywanie pomocy GOPR-u, wynikające z ludzkiej  niefrasobliwości turysty. Wszak helikopter GOPR-u to nie taksówka, która może ludzi bez urazu  zwozić w bezpieczne miejsce, A był taki przypadek, że pewna mamusia wezwała GOPR do  17 letniego synka, który tak się zmęczył, że nie mógł sam zejść na dół. No to co robić w takiej sytuacji? Ano zadzwonić po GOPR, niech go w dół zwiozą helikopterem, przecież od tego oni tam są. Nie, oni tam są aby pomóc ludziom, którzy ulegli nieszczęśliwemu wypadkowi!!!
Dobra, zostawiam ten temat, bo na szczęście górskie wycieczki mnie nie dotyczą i sięgając pamięcią w tył, nigdy mnie nie interesowały.

A co w polityce? Ciągle jeszcze głównym tematem jest Donald Tusk i jego objęcie władzy w Unii, ale przede wszystkim w temacie są zawirowania w PO, związane z wyborem nowego przywódcy PO no i oczywiście objęcie stanowiska nowego premiera, kto nim będzie? Kopacz, Szymoniak, a może Schetyna?
W każdym bądź razie PIS już z lekka drgawek dostaje, tym bardziej, że bardzo podskoczyły akcje PO i wg ostatniego sondażu PIS prowadzi tylko jednym punktem przed PO.
A już był w ogródku, już witał się z gąską…..

Miłego dnia.

Pamięć

Dzień 2 września zawsze jest dla mnie smutnym dniem.
Dzisiaj mija czterdziesta rocznica śmierci mojego Taty, Mój Boże, czterdzieści lat tak, jakby zaledwie kilka dni. Wszystkie wspomnienia wracają….
Tato, nigdy o Tobie nie zapomnę i zawsze czuję Twoją pomoc. Kocham Cię.

Wczoraj do godziny 17 stej jakoś się trzymałam, potem zaczęły się nerwy.
Myślę, że to jest normalne, nie wyobrażam sobie człowieka, który by tam nie wymiękał, to tak trochę podobnie jak przed siadaniem na fotelu dentystycznym, jedni się boją, a drudzy udają bohaterów, chociaż wszystkie nerwy w nich drgają. Coby nie mówić jest to jednak stres dla  człowieka, najpierw czekając na badanie, a potem czekając na wynik.
Zachowywałam się jednak odpowiednio, skoro nawet pan doktor mnie pochwalił, No fakt, miałam robione oba badania, czyli i gastroskopię i kolonoskopię pod uśpieniem i tak polecam wszystkim, którzy na kolonoskopię się wybierają, nie ma co chojrakować , z odgłosów z sali, gdzie to badanie wykonują bez uśpienia słyszałam jednak głośne jęki, po co się dodatkowo stresować?
A samo „uśpienie” trwa dosłownie z 10 – 15 minut i nawet człowiek nie wie, kiedy go już nie ma i kiedy znów się pojawia.
Fakt, że jednak czasy bardzo się zmieniły ( na korzyść), przypomniałam sobie, jak takie czekanie po narkozie ( gdy na przykład usuwałam ropne zęby) wyglądały ongiś, gdzieś na ciemnym korytarzu leżałam na wąskim wózku i cały czas bałam się, żebym nie spada. Tu wysoka kultura. Co prawda same badania miałam na wózku, ale zaraz potem zostałam przewieziona do sali wybudzeń, gdzie leżałam na całkiem wygodnym łóżku, zresztą bardzo krótko, bo po pierwsze od razu się wybudziłam ( jeszcze na sali), spałam bardzo krótko, a poza tym byłam ostatnią pacjentką i wszystkim też spieszyło się do domów, jako, że dochodziła prawie 22 godzina.

 

A co o samym zabiegu: no cóż, wszyscy w tej Medicinie na ul Barskiej są bardzo sympatyczni i pielęgniarki i pani doktor- anestezjolog, która mnie znieczulała, już nie wspomnę o panu doktorze, który mi i gastroskopię i kolonoskopię wykonywał, był po prostu szalenie przystojny!!!!
Najpierw miałam zrobioną gastroskopię więc w czasie zasypiania wsadzili mi rurkę do gardła ( pewnie, żeby mieć ze mną kontakt w trakcie jej połykania), ale spokojnie, bez żadnego odruchu wymiotnego, zresztą dokładnie nic nie pamiętam. Wydawało mi się, że cały czas słyszałam ich rozmowy i że ciągle jeszcze nie śpię, toteż wielkie było moje zdziwienia, gdy nagle mi ktoś powiedział, to już wszystko, dziękujemy. A ja wciąż czekałam, kiedy zabieg się zacznie ha ha ha.
No i po co te nerwy???
Potem jeszcze chwilkę poczekałam na wyniki i okazało się, że jelito grube mam zdrowe, nic, żadnych zgrubień, czy polipów, a w dodatku nawet mój wrzodzik chyba się  przestraszył, bo gdzieś zanikł, pozostała tylko lekko zmieniona opuszka XII-cy ( stan po wrzodowy) no i niestety zarzucanie żółci do żołądka i to powoduje jego stan zapalny i ból. Wystarczy odpowiednia dieta (!!!?????) i wszystko będzie ok.
No właśnie, dieta…….
A po powrocie co prawda nie zjadłam tego prawdziwego smażonego steku, jak mi się marzyło, ale Tomek przyniósł mi wspaniałą chińszczyznę, którą sam zrobił,
małe kawałki mięsa, papryka, pieczarki i makaron, to wszystko we wspaniałym sosie słodko kwaśnym, mówię wam, pychotka, zajadałam, aż mi się uszy trzęsły.
No, ale to był pierwszy wspaniały posiłek po tych trzech dniach głodówki, to tym bardziej smakowało.
Jestem szczęśliwa, że te badania mam już poza sobą i że wszystko jest OK.
Teraz już nie mogę narzekać, że pewno zgodnie z rodzinną tradycją szybko umrę, bo jestem na to za zdrowa!!!! Prócz cukrzycy, na która teraz jest kolejka do uregulowania i oprócz bólów reumatycznych, którym nic już nie pomoże, są i koniec, nic mi nie dolega. Będę mogła pożyć sobie do tej osiemdziesiątki plus.
Zresztą mam wpisane w karcie wyników, że następną kolonoskopię powinnam wykonać za 10 lat. I właśnie też mi tak doktor powiedział, następnym razem spotykamy się za 10 lat. Z całą przyjemnością przystojny panie doktorze, będę już od dzisiaj odliczała te dni do następnej wizyty u pana 🙂
A tak w ogóle to mam jakieś naprawdę szczęście do miłych lekarzy, począwszy od pani doktor pierwszego kontaktu, przez przesympatycznego pana doktora chirurga od blokad do tego wczorajszego pana doktora, a po drodze jeszcze na pewno wspomniałabym kilku innych.
I pomyśleć, że wszyscy narzekają na służbę zdrowia!!!!

Kończę już ten dzisiejszy wpis, zaraz muszę lecieć  jak na skrzydłach do pracy, bo taka zdrowa osoba jak ja tylko może z radości fruwać:-)
Miłego dnia życzę, co prawda rano jest pochmurno, ale podobno potem ma być już o wiele lepiej.

dzwonek już zabrzmiał

Gdy dzwoneczek się odezwie, biegniemy do szkółki, by się uczyć różnych rzeczy, pracować jak pszczółki

 

Dzisiaj rano, skoro świt, bo zaraz po godzinie siódmej, pojechałam na badania krwi ( muszę mieć wyniki do dzisiejszego wieczornego badania) i właśnie po drodze spotkałam te maleństwa ślicznie, odświętnie ubrane w czarne spódniczki, czy czarne  spodnie i białe bluzki. Ech te czasy. Właśnie obliczyłam, że dzisiaj mija 58 lat od czasu, gdy po raz pierwszy zasiadłam w szkolnej ławie i …. zajadałam śliwki węgierki, bo nie mogłam zrozumieć, czemu na lekcji na przykład nie można jeść śliwek, albo czemu trzeba siedzieć grzecznie w ławce i słuchać co Nasza Pani mówi.
Tak, właśnie, Nasza Pani, ona zawsze była dla pierwszaków miła i serdeczna, uśmiechnięta, bo wiedziała, że dla dziecka rozstanie z rodzicami nie jest łatwe, chociaż teraz dzieci chodzą do przedszkola i już przedsmak tych rozstań znają. Ale za moich czasów nie wszystkie dzieciaki były przedszkolakami, stąd pani miała zawsze kłopot z takimi rozbrykanymi urwisami.
Tu raz jeszcze z łezką w oczach wspomnę moją niestety już nieżyjąca Panią, Kazimierę Jakubiec, uosobienie Anioła, naprawdę wspaniała wychowawczyni, która prowadziła nas od pierwszej do czwartej klasy, nigdy się nie złościła, wszystko cierpliwie tłumaczyła. Ech, takich nauczycieli już nie ma, wszyscy są tacy jacyś znerwicowani, a i przyznać trzeba, że dzieciaczki nie należą do tych najgrzeczniejszych.
No to jeszcze szkolny kawał : pani pyta dzieci, czy wiedzą, które ptaki nie budują gniazd. Zgłasza się Jasiu i mówi: – Kukułki. Świetnie, odpowiada pani, a wiesz czemu? wiem, bo kukułki mieszkają w zegarach :-).

Przyznam się, że zawsze 1 września mam obawy, czy znów ktoś nie rozpocznie wojny, szczególnie teraz, gdy sytuacja na świecie jest bardzo zaogniona.
Na szczęście tak się nie stało, dzisiaj rano premier Tusk ( wciąż jeszcze nasz premier) uczestniczył w uroczystościach na Westerplatte, w miejscu, gdzie zostały puszczone pierwsze bomby na Polskę, w miejscu, gdzie żołnierze dzielnie  bronili swojego przyczółka. Tam dziś rano odbył się apel, w którym oddano hołd wszystkim poległym w tej strasznej wojnie, ratując Ojczyznę  przed upadkiem i całkowitą ruiną. Nierówna była to walka, niestety siła wrogów Polski, Niemiec i ZSRR była przeważająca, ale jednak sprawiedliwości stało się zadość  po kilku latach doszło do momentu ustania przelewu krwi, chociaż konsekwencje tej wojny niestety jeszcze czuliśmy przez długie lata. Dlatego dzisiaj, podczas swojego przemówienia premier dobitnie powiedział : Nigdy więcej wojny!!! Właśnie, trzeba uświadamiać ludziom, że wojna to strach, to przemoc, to krew, to zatracenie człowieczeństwa. Szczególnie teraz, gdy ciągle wydaje się, że stoimy na krawędzi wojny, powinniśmy o tym myśleć, nie tylko my, ale i politycy, od których przecież zależy w która stronę pójdziemy.
Tu nawiązuję do tego, że prawa strona polskiej polityki  stara się zdewaluować znaczenie wyboru naszego premiera Tuska, rzucając w niego kalumnie dla własnych partykularnych, politycznych interesów. Zły to ptak, co własne gniazdo kale – mówi przysłowie i jest w tym prawda. Szkoda tylko, że to zachód właśnie widzi, jak wiele w Polsce się zmieniło na dobre, jak mądrze byliśmy prowadzeni przez okres kryzysu ekonomicznego, nie doprowadzając kraju do ruiny.
Co prawda pewna część podpuszczana przez prawicowe partie i dziennikarstwo twierdzą inaczej, widać złość zalewa im oczy i nie potrafią obiektywnie na rzeczywistość patrzeć. Polska nam piękniej i rozrasta się, wystarczy wyjść na ulice miast, wystarczy przejechać się po polskich wsiach.
Pewnie, że jest spora grupa ludzi, którym bieda w oczy zagląda, niestety to są skutki transformacji, które ponoszą i inne kraje wkraczające w demokrację.
Takim ludziom należy pomagać, umożliwić im pracę, ale nie może być tak, żeby tylko ciągle utyskiwać, trzeba umieć znaleźć i te lepsze strony życia i starać się je rozwijać.

A co u mnie? Ano przeżyłam jakoś to niedzielne oczyszczanie, dzisiaj włączyłam „drugi bieg”, ale nie jest to takie straszne, jak przypuszczałam, da się wytrwać.
Tylko na pewno przez najbliższy czas nie popatrzę na żur i sok jabłkowy, a landryny… no cóż, tego nie jestem pewna, czy już całkowicie mi obrzydły, ale na pewno pomagają przeżyć.
Teraz z niecierpliwością czekam na późniejsze godziny i na…..

Szkoda tylko, że deszczyk pada i jest chłodno, ale podobno od środy wraca lato. To dobra wiadomość, chociaż pomału do tych chłodniejszych i słotnych dni powinniśmy się przyzwyczajać. Tylko patrzeć, a znów śnieg z nieba zacznie padać…..
Nie jest to co prawda optymistyczna wiadomość na pierwszy dzień tygodnia, ale i tak udanego poniedziałku w oczekiwaniu na cieplejszą środę życzę