a to już poniedziałek

 

Witam w poniedziałek.
Dzisiaj rano nawet w Krakowie były po raz pierwszy minusowe temperatury, brrrr, powiało mrozem.
Teraz już jest nieco lepiej, chociaż temperatura oscyluje w okolicy zera, ale za to od samego ranka słonko świeci, jakie to optymistyczne.
Jednak na wszelki wypadek zażyłam sobie Nimesil, bo coś moje kostki już zaczynały skrzypieć. No cóż SKS!!!!
Ale ponieważ jest słonko to z wielką radością dzisiaj  „pójdę” sobie do pracy, bo zawsze ono pozytywnie na mnie działa, szkoda tylko, że tak strasznie wcześnie robi się ciemno.

A dzisiaj raz jeszcze chciałam wspomnieć Wam o Dawidku Spałku. Jeżeli możecie, to zaglądnijcie do jego profilu https://www.facebook.com/DawidekSpalek , tam jest wiele nowych ciekawostek. Otóż Dawidek wraz z Rodzicami pojechał na trzy dni do Rzymu i był na spotkaniu z Ojcem św Franciszkiem.
Papież podszedł do tego dziecka, wysłuchał historię jego choroby, pobłogosławił go, a potem ucałował w policzek.To było bardzo wzruszające.
Miał też dobre słowo dla Rodziców Dawidka, powiedział im, że dziękuję im za odwagę w wychowywaniu takiego biednego i chorego dziecka i też ich pobłogosławił.
Na stronie Dawidka jest też zamieszczony link do  obszernego reportażu  zrobionego przez dziennikarza TVN o historii choroby Dawidka, ten reportaż będzie pokazywany niebawem w Faktach w TVN-24, mam nadzieję, że uda mi się go po raz wtóry oglądnąć. Ja wiem, że jest w Polsce wiele takich biednych chorych dzieci jak Dawidek, może ich rodzice  nie mają takiej siły przebicia się do mediów, aby o nich opowiadać, może są na to zbyt skromni, nie chcą się swoją tragedią podzielić, a szkoda……. na pewno znaleźli by jakąś  pomocną dłoń.
W swoim blogu Dawidek ( czyli jego mama) często wspomina o swoich chorych kolegach, czy koleżankach, dla których też prosi o wsparcie.
Problem jest poważny i bardzo rozległy. Ważne jest to, aby rodzice tak bardzo poszkodowanych przez los dzieci nie pozostawali sami w tej beznadziejnej nieraz walce o zdrowie czy życie swojego dziecka. W mojej nieco dalszej rodzinie też mamy chorego na autyzm chłopca i ponieważ zawsze spotykamy się na wszystkich rodzinnych uroczystościach wiem, jak bardzo wielkie jest psychiczne obciążenie dla całej tej rodziny i ile wysiłku rodzice Antosia muszą włożyć, aby zapewnić mu komfort życia, bez szkody dla pozostałego rodzeństwa.
Modlę się  zawsze za Antosia, Dawidka i wszystkie inne biedne chore dzieciaczki i zawsze polecam je i ich rodziców opiece Bożej Matce, która najlepiej chyba rozumie ich cierpienia i rozterki. Każdy z nas dostaje swój krzyż na całe życie, ale nie każdy potrafi go unieść. Ale uważam, że choroba dziecka, to najcięższy krzyż, który na pewno trudno jest udźwignąć. Oby im starczyło na długo tej odwagi.

Dzisiaj idę na popołudniową zmianę, tak więc wracać będę po nocy, byle do stycznia, wtedy długość dnia nieco się powiększy.
Na razie słonko ma czasami kłopoty z przebijaniem się przez chmurki, jest troszkę inaczej, niż na początku pisania mojego blogu, ale pojedyncze promienie jeszcze się nam pokazują, ciekawe jak długo?
Miłego poniedziałku i miłego całego tygodnia