bo wiem, że takie zdjęcia lubi:

Swoją drogą taki kwiatowy balet jest naprawdę bardzo ciekawy.
Wczoraj wieczorem puścili w Faktach TVN-24 reportaż z wizyty Dawidka w Rzymie i jego rodziców audiencji u Ojca św. Franciszka.
I mimo, że wcześniej oglądałam go na stronce z przyjemnością raz jeszcze ten reportaż sobie oglądnęłam. To było wielkie przeżycie i wzruszenie dla rodziców
Dawidka i pewnie też i dla samego Dawidka, który również był bardzo poruszony i przejęty, co widać było po jego bardzo poważnej mince. Jeżeli komuś nie udało się oglądnąć tej wizyty polecam ten link http://fakty.tvn24.pl/fakty-ekstra,52/papiez-franciszek-poblogoslawil-rodzine-malego-dawida-z-rudy-slaskiej,491418.html%EF%BB%BF
A dzisiaj rano powitał mnie …. jeszcze nie Dziadek Mróz, bo taki już po Polsce nie chodzi. Chociaż pamiętam te „słuszne lata”, gdy jeszcze byłam dzieckiem i wtedy jakoś św Mikołajom wolno było tylko w tajemnicy w domu odwiedzać dzieci, ale w licznie urządzanych świątecznych imprezach dla dzieci, a wtedy zakłady pracy takie dla dzieci pracowników chętnie urządzały, zawsze przychodził Dziadek Mróz ( taki socjalistyczny) i przynosił dzieciom podarki – łakocie.
Co prawda w ubraniu był bardzo podobny do dobrotliwego św Mikołaja, nawet miał taką samą brodę, ale dzieci wiedziały, że to nie jest żaden święty.
Zresztą dzieciakom i tak było wszystko jedno, kto ich łakociami akurat w tym dniu obdarowuje, najważniejsze wtedy były harce i zabawy, które były przy okazji zorganizowane. A i tak wiadomo było, że św Mikołaj czy Gwiazdka przyjdą w odpowiednim momencie do domu i obdarują dziecko nie jakimiś cukierkami w tubie, gdzie na wierzchu zawsze były umieszczone kilka czekoladek i obowiązkowo baton Danusia, a pod nimi były byle jakie, owocowe za kilka groszy cukierki, a już prawdziwymi, wyśnionymi i zamówionymi wcześniej w liście prezentami. Może teraz też dzieci piszą takie listy, pamiętam, że kładło się go na jakieś 2- 3 tygodnie wcześniej niż zamówiona była wizyta św Mikołaja, za okno i potem przez kilka dni pilnie się śledziło, czy list już zniknął, co oznaczało, że św Mikołaj odebrał nasze zamówienie. Ale wtedy było pisku i radości a potem wyczekiwania na upragnioną noc z 5/6 grudnia, gdy ten magiczny święty zawsze potrafił wchodzić do nas do pokoju tak po cichutku, że nigdy nas nie zbudził, chociaż tak bardzo się czuwało, żeby tego momentu nie przegapić. Cóż, święty był zawsze sprytniejszy, zresztą i tak nigdy nie miał czasu, aby na dłużej się u nas zatrzymywać, bo przecież tyle jeszcze dzieci na całym świecie też czekało na prezenty….
Jakie to były wspaniałe, beztroskie lata, do których nie jeden z nas po chichu wraca myślami.
No, ale wracając do meritum, dzisiaj rano obudził mnie deszcz. Dokładnie sprawdzałam, czy gdzieś na ulicy nie leżą jakieś resztki białego puchu, bo wczoraj opady śniegu zapowiadali, ale nie, jest po prostu OHYDNIE jesiennie i nijako. A właściwie to powinnam się cieszyć, że nie jest biało i ślisko, ale deszcz??? zdecydowanie mówię jemu NIE!!!!!.
Nie byłabym sobą, gdybym jakiegoś politycznego wkrętu nie zrobiła.
Powiem tylko jedno : oglądałam wczoraj program Lisa na 2-gim programie TVP, ale fajnie politycy się kłócili, jakby co najmniej od nich zależało, czy wybory unieważnią, czy nie. Ale niech sobie krzyczą i tak rzeczywistości nie zmienią, bo takie decyzje może podejmować tylko Sąd, chociaż wolałabym, żeby ta energia wykorzystywana była przy podejmowaniu ważnych politycznych, decyzji dotyczących spraw Polski i nie były to tylko czcze kłótnie. Ale politycy już tak mają, w telewizji chętnie się wypowiadają, w Sejmie ( o ile w ogóle tam się pokażą) mniej, co widać było niejednokrotnie przy transmisjach sądowych, gdy poseł przemawiał do prawie pustych ław.
Ale co tam polityka, grunt, żeby wtorek był miły dla nas wszystkich, czego szczerze życzę.
P.S. Właśnie czytając blog Hanuli przypomniało mi się, że dzisiaj obchodzimy Światowy Dzień Pluszowego Misia.


