Tak, podwójna, ponieważ dzisiaj mam aż dwa „święta”
Jedno jak zwykle świąteczne, środowe spotkanie z Ulą, a drugie…
No właśnie, pozwól Ulu, że dzisiaj rozpocznę mój blog od życzeń dla dzisiejszej Solenizantki i to bardzo szczególnej Solenizantki.
Tak sięgam pamięcią w tył i przypominam sobie czasy, gdy moja Bratanica Basia z wielką miłością pochylała się nad swoją małą pierworodną córeczką i śpiewała Jej piosenkę „jadą, jadą misie”. Zawsze ta piosenka kojarzy mi się z małą Matysią, która z czasem nauczyła się tak pięknie w rytmie tej piosenki swoją małą rączką kręcić w prawo i lewo.
A dzisiaj ta mała Matysia wyrosła na piękną, mądrą „osiemnastkę”
Życzę Ci Mati wszystkiego najlepszego w tym tak pięknym i ważnym dla Ciebie dniu, wszak osiemnaście lat kończy się tylko raz w życiu i pamięta się ten dzień do końca życia. Wszyscy wiemy, jakie jest Twoje największe marzenie i wiem, że zanim się obrócę, będziemy oblewać Twój dyplom lekarza, a potem dalej i dalej……
Tego właśnie Ci przede wszystkim dzisiaj życzę, wiem, że jesteś ambitna i zawsze pędzisz do przodu, dlatego jestem pewna, że to Twoje marzenie musi się spełnić.
Twój Dziadek, a mój Brat Krzysztof na pewno dzisiaj byłby bardzo z Ciebie dumny!!
Bądź zawsze szczęśliwa, uśmiechnięta i życzliwa jak i teraz jesteś ludziom życzliwa, bo to bardzo pomaga nam w przejściu przez wszystkie etapy naszego życia.
Wszystkiego najlepszego Matylda!!! Bo teraz już trudno do Ciebie mówić Mati, czy Matysiu, skoro właśnie dzisiaj z dziecka przeobraziłaś się w dorosłą
i dojrzałą kobietę 
Również i Basi serdecznie gratuluję takiej wspaniałej Córki, bo to właśnie Basia kształtowała osobowość Matyldy od maleńkiej Kruszynki, po dzień dzisiejszy, to Ona kierowała krokami i prostowała ścieżki życia swojej Latorośli i jak widać robiła to perfekcyjnie, więc i dzisiaj Basi należą się życzenia w tym szczególnym dla Jej Rodziny dniu. 
Również gratuluję też i Pawłowi, który pewnie dzisiaj jest bardzo dumny ze swojej ukochanej „Osiemnastki”
Ale dzisiaj sporo kwiatków po zamieszczałam w swoim blogu, ale oczywiście nie mogę w środę zapomnieć o specjalnej różyczce dla mojej Uli.
Ulu, ta środowa różyczka wraz z uśmiechami i całuskami jest oczywiście dla Ciebie:
Mam nadzieję, że sporo takich pięknych różyczek ode mnie masz w swojej kolekcji, niektóre z nich pewno już są zasuszone, ale nasza przyjaźń Ulu zawsze pozostaje taka sama, świeża i szczera. Bo co to jest dla prawdziwej przyjaźni odległość 335 km, która nas w prostej linii dzieli?
Wszystkiego najlepszego na ten jesienno – zimowy czas Ulu, byle do wiosny!!!!
Wczoraj chciałam pokazać, jaka jestem dobra Ciocia i przygotowałam dla Magdy kanapeczki z pysznego i świeżego chleba Vitalnego z pastą jajeczną, zapakowałam i położyłam na stoliku, aby za chwilę spakować go do torebki. Na nieszczęście obok na stoliku leżał ten sam chleb bez niczego,nawet bez masła przygotowany dla mnie na popołudnie. Po przyjściu do pracy położyłam „kanapki” w pokoju socjalnym i pochwaliłam się, że przyniosłam jej kanapki. Potem jeszcze się dopytywałam, czy śniadanko jej smakowało, co z pewnym zdziwieniem Magda potwierdziła. Po przyjściu do domu okazało się, że te moje kanapki z pastą jajeczną nadal leżą na stoliku, czyli po prostu poczęstowałam Magdę samym chlebem, bez omasty, No i okazało się, jaka to wspaniała jestem Ciotka,ha ha, oczywiście musiałam ją przeprosić, a w piątek( gdy dostanę nową dostawę tego pysznego chlebka) muszę się zrehabilitować i przynieść już porządne kanapki do pracy.
Wreszcie odesłałam te za duże dla mnie spodnie ( ha ha, to są kobiety jeszcze bardziej puszyste niż ja??) Na poczcie pani najpierw chciała ode mnie 40 zł za przesyłkę, ale gdy się spytałam, czemu tak dużo to kosztuje ( niby paczka), skoro zapakowane jest w dużą kopertę i można posłać go jako list, pani zreflektowała się i w sumie za tą przesyłkę zapłaciłam tylko 11 zł. Jakby nie patrzeć jest różnica między 11 a 40 zł, co?
No i jeszcze na koniec ciekawostka : wczoraj już uczyniłam pierwszy maleńki kroczek ku medycznemu spełnieniu mojego planu.Wtajemniczona część rodzinki już wie, jakie to plany snuję, ale jeszcze na razie nic na blogu o tym nie piszę, aby nie zapeszyć. Trzymajcie za mnie kciuki, aby mi się to udało przeprowadzić.
Ale żeby mi nie było tak różowo w życiu, właśnie okropnie przecieka mi umywalka w łazience, praktycznie nie mogę jej używać i znów muszę wezwać hydraulika, tylko……. no właśnie, czemu takie naprawy zawsze są konieczne tuż przed wypłatą???? Złośliwość losu po prostu!
No to dzisiaj sporo znów się napisałam na tym moim blogu, muszę pozostawić troszkę weny na dzień jutrzejszy.
Miłej środy wszystkim życzę 🙂
