Chyba jednak jestem grzeczna „dziewczynka”, bo ten Święty z białą brodą jednak do mnie zaglądnął i prezent pozostawił.
Zdrzemnęłam się lekko w południe, a tu budzi mnie jakiś podejrzany szelest koło mojego łóżka. Patrzę i oczom nie wierzę, ale na stoliku przy łóżku leży torba z napisem dla Ewy. Wyskoczyłam szybciutko do drzwi wejściowych, ale niestety już po św Mikołaju nie pozostało ani śladu.
Zaglądnęłam do mojej paczki, a tam w niej piękna pościel, ale się ucieszyłam, rzeczywiście św Mikołaj odgadł moje życzenie
Szkoda tylko, że teraz szyją takie „skąpe” te pościele, jedna poszwa i jedna mała poszwa na poduszkę. A co robić, gdy ktoś na dwóch poduszkach lubi spać? Trzeba będzie jakoś wykombinować, albo…dokupić poszewkę na poduszkę w podobnym kolorze. Nie wiem, dawniej zawsze sprzedawali pościel z dwoma poszewkami na pościel, a może się mylę?
Wczoraj miałam „dzień dla spania” – przesypiałam różne kostne bóle, plus oczywiście zażyłam sobie Nimesil i wyraźnie mi to pomogło.
Tylko tyle, że znów w nocy byłam bezsenna, ale za to oglądnęłam sobie na komputerze, na Iptaku, bardzo fajną komedię „Lepiej późno, niż późnie”j z fantastyczną obsadą Jackiem Nicholsonem i Dianą Keaton.
Okazuje się, że na miłość nigdy nie jest za późno, nawet w wieku powyżej 60 lat. I nawet w tym samym wieku ma się podobne miłosne dylematy i zachowania, jak w wieku młodości. Miłość to miłość i już, nawet, gdy się uważa, że ona nie istnieje.
Dzisiaj następna ponura, ale chłodna niedziela, na szczęście nie muszę dzisiaj nigdzie wychodzić.
Właśnie wypiłam kawusię poranną ( no prawie poranną, ale przecież przez późną porę snu- prawie nad ranem i dłużej spałam) i zaczynam się duchowo przysposabiać do jutrzejszej wizyty u pana doktora, chirurga.
Ale się będzie działo…….. trzymajcie za mnie kciuki już od samego ranka.
Życzę miłego niedzielnego popołudnia, bo poranek już właśnie odpłynął w siną dal.
