Przepraszam, wczoraj nie popisałam się w swoim blogu, samo zdjęcie tylko zamieściłam, ale..
To wina łakomstwa, znów poprzedniego wieczora zjadłam to, co nie powinnam ( racuszki), tzn one były bardzo smaczne, ale mój żołądek wyraźnie ich nie lubi. Czyli znów było spięcie na linii moje podniebienie – mój żołądek, niestety ten drugi zawsze potem musi cierpieć.
Dlatego co prawda rano wstałam, ale ponieważ czułam się nie tęgo jeszcze ” na troszkę” powróciłam do łóżeczka, albowiem na szczęście wczoraj miałam popołudniową zmianę. Coś tam pozażywałam przeciwbólowego i usnęłam, albowiem sen dobrze na ból działa, wręcz znieczulająco.
O godzinie prawie trzynastej musiałam wstać, trochę się ogarnąć, ubrać i wyruszyć do pracy. Nie ma nic lepszego na bóle, jak praca, od razu o nich się zapomina, gdy człowiek pracą jest zajęty. Dlatego wczoraj chociaż to zdjęcie zamieściłam, jako znak, że wciąż jednak jeszcze żyję 🙂
Dzisiaj już jest całkiem O.K. i bardzo dobrze, albowiem mamy dzisiaj Firmową Wigilię w restauracji i jakoś wyglądać przecież muszę, no i coś pysznego spróbować też. Ale znów muszę uważać na swój żołądek, on już chyba wie, że pomału musi się przyzwyczajać do mniejszych porcji niż dotychczas, czuje już, co go czeka w przyszłym kwietniu. Ale tym razem muszę zadbać, by doszło do całkowitego porozumienia mojego podniebienia z żołądkiem, żeby znów jutro nie narazić się na nowe cierpienia.
Ubranie już przygotowane, aparat do zdjęć, tym razem normalnych, a nie rtg, też już jest odpowiednio naładowany. Dobry humor też już jest włączony
Nic, tylko czekać tych późno popołudniowych, a właściwie już wieczornych godzin z opłatkami, uściskami i całusami, oczywiście też z życzeniami bardziej, lub mniej fałszywymi, lub prawdziwymi, do koloru, do wybory, co kto lubi. A potem nastąpi pałaszowanie takiej prawdziwej przed wigilijnej Wigilii: barszcz z uszkami, karp smażony, ziemniaczki, kapusta z grzybami i już będziemy mogli powiedzieć, że czas świąt już się rozpoczął. Kto będzie mógł, wyrwie się wcześniej z imprezy, pod różnymi pozorami: dziecko w domu, pies na spacer wyjść musi itp, reszta, a w tym szczególnie młodzieżowa część załogi, będzie do późnych godzin okupywała lokal przy następnej wódeczce i będzie im wesoło, już prawie świątecznie. W tle będzie iskrzyła się choinka, z głośników napływać będzie kolęda…. jednym słowem żyć nie umierać. Ale będzie czas na rozmowy, bo w pracy niby wszystkie koleżanki znamy, ale nigdy nie ma czasu na tyle, żeby sobie z nimi pobajać, teraz nadchodzi ten właśnie czas.
Jednym słowem mam plany na przyjemnie spędzony czas wśród ludzi mi znajomych, mniej znajomych i całkowicie nieznajomych, czas na uśmiechy prawdziwe i te sztuczne no i na robienie zdjęć, które co prawda zamieszczam potem w internecie, ale nikt nie umie ich znaleźć. Czyli jak zawsze, corocznie.
Życzę wszystkim ( nie tylko imprezowiczom) miłego piątku, tym bardziej, że znów zapowiada nam się w miarę ciepły weekend.
No to jakie będzie w tym roku to prawdziwe Boże Narodzenie? Białe, czy…zielone?
