No to już wszystko jasne!

 

 

Nareszcie mogę wyjawić moją tajemnicę.
Może nie powinnam, ale co mi tam, tyle już o tej tajemnicy pisałam, a jak się mówi „A” trzeba i „B” powiedzieć, prawda?
Czy ktoś z Was słyszał o operacji bariatrycznej? To takie pomocne ramię dla tych, którzy się odchudzają, odchudzają i odchudzają i nijak nic z tego im nie wychodzi, zawsze efekt JOJO niweczy wszelakie mordęgi. Tak, mordęgi, bo naprawdę to nie jest takie łatwe odchudzić się, przy dość sporej masie ciała.
Niestety ja też należę do takich osób, wiele razy próbowałam i…waga powracała.
Zresztą już wiele razy słyszałam, że taka spora tusza jest również zarazem chorobą, którą bardzo trudno i  psychicznie objąć. Bo wszystkie problemy takiego człowieka siedzą głównie w jego głowie, stąd jest tak wiele porażek u ludzi permanentnie odchudzających się, chociaż w najbliższej rodzinie mam przypadek, gdy jednemu jeszcze młodemu człowiekowi udało się nie tylko stracić około 50 – 60 kg, ( oczywiście bez interwencji chirurga), ale i nadal taką wagę utrzymuje.
Ale to jest naprawdę ewenement! Mnie się niestety  nie udało się  skutecznie przeprowadzić  takiej sztuki opanowania odruchu JOJO.
Niedawno przyszła do mnie do Rtg młoda dziewczyna, która była dość okrągła, więc przed wykonaniem zdjęcia spytałam jej, czy przypadkiem nie jest w ciąży.
I właśnie ona opowiedziała mi o swojej historii: była młodą mężatką o bardzo sporej wadze, która nie pozwalała jej na zajście w ciążę. Ponieważ bardzo wraz z mężem dzidziusia pragnęli, szukała każdej metody, aby stracić te zbędne kilogramy. W końcu trafiła do Krakowskiej III Kliniki Chirurgicznej ( tzw Czerwonej Chirurgii) i po konsultacjach zdecydowała się na taką operację bariatryczną. Co prawda w ciążę jeszcze nie zaszła, ale po około pół roku po operacji „straciła” ponad 60 kg wagi i..nadal ją traci. Opowiedziała mi dokładnie na czym ta operacja polega. Ba, właściwie to ona namawiała mnie, żebym się zdecydowała też poddać takiemu zabiegowi.
Przyznam, zasiała w moim sercu ziarnko niepokoju, bo już co prawda dawniej myślałam o tej metodzie, ale jakoś choroba wrzodowa XII-cy ( która teraz odpuściła) mnie zniechęcała, niepotrzebnie zresztą.
Skonsultowałam się z moimi najbliższymi, powstały dwa obozy, jeden zdecydowanie na NIE (w nim jest np Maciek i moja bratowa), drugi na zdecydowanie TAK  (w tym obozie jest Magda i nieprzekonana tak do Końca Monika, oraz Łukasz i jego żona). Ważne, nie ważne, przecież to i tak ja mam podjąć w sumie tą decyzję, prawda? Bo to ja mam przecież leżeć na tym stole operacyjnym.
No, a skoro podjęłam taką decyzję, trzeba było kuć żelazo. No i zaczęłam kuć. Oczywiście trochę znajomości trzeba było użyć, ale się opłacało.
Pan doktor okazał się szalenie sympatyczny, dokładnie opowiedział mi, na czym ta operacja będzie polegała :będzie to rodzaj bypassa łączącego część żołądka od razu z jelitem cienkim i to będzie ta część czynna mojego przewodu pokarmowego, reszta żołądka po prostu sobie będzie, ale i tak jedzonko do niego spływać nie będzie. Tak więc będzie skrócony proces trawienia, żołądek będzie mały i w związku z tym mniej będzie potrzebował pożywienia, część przewodu odpowiedzialna za łaknienie będzie „uśpiona”. W związku z tym w dość niedługim czasie dojdzie do bardzo wydajnego spadku kilogramów ( może być nawet i 50 – 60kg), znikną prawie, lub prawie że  kłopoty z cukrzycą i nadciśnieniem, zaniknie mi refluks żołądkowo –  przełykowy no i oczywiście będzie mniejsze obciążenia dla mojego kręgosłupa, stawów kolanowych i stóp. Oczywiście muszę uważać na dietę i na ruch, który będzie łatwiejszy przy mniejszej wadze. Czyli wydatnie polepszy mi się luksus życia, już nie mówiąc o tym, że  tyle chudnąc, przedłużam sobie to życie o około 10-20 lat. Niestety, otyłość to choroba (!!!) zagrażająca życiu!!! To jest dowiedzione! Czyż nie warto zatem zaryzykować? Oczywiście nic samo w życiu nie przychodzi, muszę liczyć się z konieczności zmiany trybu mojego życia, nie tylko związanej z odpowiednią dietą już na całe życie, ale i sposobem pozytywnego myślenia, co potem przełożyć musi się na całkiem inną rzeczywistość.
No są też i minusy tej operacji, o której  też przemiły doktor zmuszony był powiedzieć. Łącznie z tą najgorszą, możliwością śmiertelnego zejścia, ot, przy każdej operacji jest taka możliwość , tak, jak i są możliwości na różne powikłania.
Z tą wieścią o możliwej śmierci na moment zesztywniałam  i tak sobie pomyślałam, że w przyszłym roku, właśnie w kwietniu, kończę to magiczne dla naszej rodzinki 65 lat. Tyle miała moja siostra i mój brat, gdy umarli, tata o rok więcej. Czyżby…….. ech, lepiej tak nawet nie myśleć, przecież to ja mam być tą, która przełamie tą okropną cyfrę 65 lat. I na pewno przełamię, ja jeszcze wszystkim pokażę. Nie, nie chce być nieśmiertelna, ale miło by obchodzić na przykład setne urodziny 🙂
A więc do rzeczy : dostałam dwa terminy, jeden na 29 marca na Klinikę Wewnętrzną, gdzie poleżę około 3 dni i zrobią mi wszystkie potrzebne przed operacyjne  badania, przynajmniej nie będę musiała latać od przychodni do przychodni i denerwować się, czy wszystko zdążę załatwić na czas, a potem wyjdę na około tydzień i 8 kwietnia, czyli 2 dni po Świętach Wielkanocnych muszę się zgłosić już na Klinikę Chirurgii Bariatrycznej, gdzie ( pewnie na drugi, dzień) zrobią mi operację.
Czyli od dziś za 4 miesiące będę najprawdopodobniej operowana. Przyznam, boję się, ale…
Już się zdecydowałam i już, nie ma zmiłuj się, odwrót od tej decyzji jest niemożliwy!!!
Czas szybko płynie, zanim się obrócę…. będę piękna i chudsza he, he, szkoda tylko, że nie młodsza 🙂
Ale prawda, że jest to ( tak jak kiedyś pisałam) rewolucyjna zmiana w moim życiu????
A na wszelki wypadek na szczęście umieściłam dzisiaj w blogu śliczną koniczynkę. 🙂

A co dzisiaj? za oknem tak nijako, ni to jesień, ni to zima, chociaż ta druga oficjalnie, kalendarzowo  jeszcze do nas nie przyszła.
Podobno wieje Halny, czyli można liczyć w Krakowie na nieco wyższą temperaturę, a może i na kilka słonecznych promyków?
Dzisiaj idę rano do pracy, a potem muszę iść pod „kosiarkę’, czyli do fryzjera, okropnie już zarosłam, a w ten  piątek. mamy wigilijną firmową imprezę, Nie mogę przecież straszyć ludzi 🙂
No to ciepło  życzę miłego dzionka