Na całe szczęście już po wszelakich pochodach rocznicowych. Na szczęście to w Warszawie odbyło się bez ekscesów i bardzo dobrze, bo każdy taki eksces byłby tylko krzywdą dla samego Pisu. Jakoś ten tłum, który zwieźli do Warszawy darmowymi autobusami dało się opanować. Trochę mi to przypomina te wiece PZPR-wskie, też wtedy był przymusowy zjazd partyjniaków, którzy jakimiś partyjnymi przymusami był zwożony do Stolicy.
A czy pamiętacie te przymusowe pochody pierwszomajowe? Tam też wtedy trzeba było być obowiązkowo obecnym. Wczorajszy wiec był podobnego kształtu – kazali to jestem ( to znaczy nie ja, oczywiście siedziałam wtedy wygodnie w swoim fotelu, lub wręcz drzemałam na tapczaniku). Część osób z oddalonych miast miało świetną okazję do darmowej przejażdżki do Warszawy na przedświąteczne zakupy, albowiem Pis z niby swoich, ale w rezultacie z naszych pieniędzy fundował im taką rewelacyjną przygodę,
Ale wracając do meritum : Chłopaki ( dziewczyny też) pospacerowali sobie troszkę po Krakowskim Przedmieściu i nieco dalej, pomachali łapkami, pokrzyczeli, czyli jednym słowem dobrze się dotlenili.Takie spacery niektórym dobrze na nóżki działa, na umysł nie koniecznie. Prezes wypluł z siebie następną plugawą porcję kłamstw, zadowolony, że tłuszcza go wreszcie słucha. No bo ktoś kiedyś musi go dowartościować, skoro wybory- oczywiście sfałszowane – nie dały mu po raz kolejny upragnionej władzy. Tylko tym razem na Tuska nie mógł sobie ponarzekać, za to odbił to sobie na prezydencie Komorowskim. Proszę, jakie to mściwe stworzenie, też nie pozwolił Jarusiowi sobie porządzić.
Może trochę żal było tych, którzy te ciężkie biało – czerwone sztandary nieśli, ale skoro sami chcieli podlizać się jedynej słusznej partii? – sami sobie są winni.
A prezydent Komorowski wraz z żoną wzywali Polaków do zapalenia świeczek w oknach, jako hołd dla tych, którzy stan wojenny 1981 przypłacili życiem.
I kto tu godnie przeżył tą tragiczną dla Polski rocznicę. Tu cisza, powaga i światło, tam wrzaski i oszczerstwa………
Każdemu do własnej oceny pozostawiam.
Dzisiaj na szczęście już niedziela. Dzisiaj pozostałyśmy tylko w trójkę w domu ( nie licząc oczywiście Pepy) czyli Pola, Zoja i ja. Monika z Tomkiem i z Mią pojechali do Berlina.
Pepa też koniecznie chciała z nimi jechać i kilka razy wsiadała za nimi do windy i była rozczarowana, gdy ją stamtąd wynosili. Ale, że Pepa jest przekupnym psem to od razu poleciała do mnie pod lodówkę i domagała się czegoś pysznego, nawet nie zwróciła uwagi, że Monika na moment się wróciła. Ot taki charakterek ma nasza Pepa.
Z dziewczynami mam bardzo dobry kontakt, tak więc myślę, że te kilka dni ( do wtorku) miło spędzimy. Oczywiście i jutro i we wtorek one będą musiały iść do szkoły, ja do pracy, ale i tak kilka wspólnych godzin nam pozostanie 🙂
Nawet ta niedziela miło się zapowiada, za oknem na niebie pojawia się słoneczko, a i temperatura ma osiągnąć około 10 stopni na plusie, co jest dziwne o tej porze roku.
Chociaż dzisiaj rano na TVN-24 pokazywali całkiem zachmurzony i zaśnieżony Kołobrzeg. Akurat ktoś z moich znajomych tam przebywa, współczuję takiej pogody, bo nawet na spacerki trudno chodzić, gdy jest śnieżnie i wieje wiatr. Ale czego dla zdrowia się nie robi????
Ale wszystkim życzę przemiłej i wesołej niedzieli. Od poniedziałku zaczynamy ostre przygotowania świąteczne, chociaż już wczoraj niektórzy pracowicie lepili uszka i pierożki.
