Minęła już Wigilia, najbardziej rodzinna kolacja roku, na którą szczególnie czekają dzieciaczki, wypatrując najpierw pierwszej gwiazdki, a potem prezentów pod choinką. Zawsze tak bywało, jest i będzie, bo prezenty to bardzo ważna rzecz przecież.
I pod naszą choinką było sporo pięknie i kolorowo opakowanych prezentów, do których z ciekawością zaglądały szczególnie te mniejsze dzieci jak Antoś, czy Zosia.
Nie mogli się doczekać, gdy wreszcie przestaniemy spożywać Wieczerzę, która trwała i trwała…
Oczywiście Wigilia zaczęła się od oczytania wyjątku z Ewangelii św. Mateusza i od modlitwy za tych wszystkich, którzy już od nas odeszli no i od dzielenia się opłatkiem i składaniem sobie świątecznych życzeń.
Nota bene łamanie się opłatkiem jest tylko czysto polskim zwyczajem, nigdzie na świecie tego nie czynią, , łamią się ewentualnie specjalnym upieczonym na tą okazję chlebem. Przeczytałam, że nawet dla Ojca św Jana Pawła II specjalnie sprowadzano na Wigilię z Polski opłatki, którymi się dzielił podczas uczty 24 grudnia.
Ach czego tam nie było pośród tych naszych wspaniałych wigilijnych potraw:
i barszcz czerwony z uszkami i pierogi ruskie i pierogi z kapusta i grzybami, oczywiście była też i sama kapusta z grzybami jako dodatek do smażonej ryby, karpia i dla dzieciaczków specjalnie bezościstego rodzaju suma, nie mogło też się obejść bez wspaniałego kompotu z suszu i oczywiście bez kutii.
Ale przyszedł potem moment na kolędowanie, które rozpoczęli Jaś i Marysia, ale każdy kto dostał prezent, musiał solo zaintonować jakąś kolędę.
potem był już tylko szelest rozpakowywanych prezentów i radość i uśmiechy na twarzy, bo przecież każdy, nawet ten najmniejszy prezent też cieszy.
Dostałam masę kosmetyków, zapachową świeczkę i wspaniałe papucie z futerkiem, żeby mi nóżki nie marzły.
Potem były jeszcze ciasta ( i mój imieninowy tort kokosowy, nota bene przepyszny) i rozmowy dorosłych i radosne podskakiwania dzieci, a jeszcze muszę też wspomnieć o pokazie tanecznym w wykonaniu Marysi i Jasia -oboje chodzą na specjalny kurs tańca dla dzieci, bardzo pięknie im ten pokaz wczoraj wypadł.
Około 21.30 goście pojechali do domu, pozostała tylko Marysia, która z Jasiem i Jackiem czekali do prawie północy, aby iść potem na Pasterkę
A ja też czekałam na północ, bo byłam ciekawa, co też ciekawego o 12 w nocy powie mi pies Czako, ale najwidoczniej nie chciał ze mną porozmawiać, tuż przed północą zaszył się w jakąś dziurę i nie mogłam go odnaleźć, dopiero „ujawnił się” około północy, huncwot jeden 🙂
Oczywiście wczoraj odebrałam też sporo imieninowych telefonów, maili, wpisów i na blogu i na Face Booku, a od domowników imieninowe całusy i prrezenty, za które te wszystkie życzenia serdecznie wszystkim dziękuję 🙂
A dzisiaj rano w ściśle rodzinnym gronie zjemy świąteczne, pyszne śniadanko, a potem zostaliśmy zaproszeni na uroczysty obiad do Agi i Jarka.
I pewnie znów gwarnie i wesoło nam ten pierwszy dzień świąt minie.
Raz jeszcze życzę wszystkim pomyślności na te świąteczne godziny i na te kilka pozostałe dni do końca Roku i na wszystkie 365 dni roku przyszłego.
